Sakrament małżeństwa

21 Wrzesień 2009 | Dodaj komentarz »

1601 “Przymierze małżeńskie, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na dobro małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu”89KPK, kan. 1055, § 1..

I. Małżeństwo w zamyśle Bożym

1602 Pismo święte zaczyna się od opisu stworzenia mężczyzny i kobiety na obraz i podobieństwo Boże90Por. Rdz 1, 26-27., a kończy wizją “Godów Baranka” (Ap 19, 7. 9). 369, 796 Od początku do końca Pismo święte mówi o małżeństwie i jego “misterium”, o jego ustanowieniu i znaczeniu, jakie nadał mu Bóg, o jego początku i celu, o różnych sposobach jego urzeczywistniania w ciągu historii zbawienia, o jego trudnościach wynikających z grzechu i jego odnowieniu “w Panu” (1 Kor 7, 39), w Nowym Przymierzu Chrystusa i Kościoła91Por. Ef 5, 31-32..

Małżeństwo w porządku stworzenia

1603 “Głęboka wspólnota życia i miłości małżeńskiej, ustanowiona przez Stwórcę i unormowana Jego prawami, zawiązuje się przez przymierze 371 małżeńskie… Sam bowiem Bóg jest twórcą małżeństwa”92Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 48.. Powołanie do małżeństwa jest wpisane w samą naturę mężczyzny i kobiety, którzy wyszli z ręki Stwórcy. Małżeństwo nie jest instytucją czysto ludzką, chociaż w ciągu wieków mogło 2331 ulegać licznym zmianom w różnych kulturach, strukturach społecznych i postawach duchowych. Ta różnorodność nie powinna prowadzić do zapomnienia o jego wspólnych i trwałych cechach. Chociaż godność tej instytucji nie wszędzie ukazuje się z taką samą jasnością93Por. Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 47., to jednak we wszystkich kulturach 2210 istnieje pewne zrozumienie dla znaczenia związku małżeńskiego. “Szczęście osoby i społeczności ludzkiej oraz chrześcijańskiej wiąże się ściśle z pomyślną sytuacją wspólnoty małżeńskiej i rodzinnej”94Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 47..

1604 Bóg, który stworzył człowieka z miłości, powołał go także do miłości, 355 która jest podstawowym i wrodzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej. Człowiek został bowiem stworzony na obraz i podobieństwo Boga95Por. Rdz 1, 27., który sam jest Miłością96Por. 1 J 4, 8. 16.. Ponieważ Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, ich wzajemna miłość staje się obrazem absolutnej i niezniszczalnej miłości, jaką Bóg miłuje człowieka. Jest ona dobra, co więcej bardzo dobra, w oczach Stwórcy97Por. Rdz 1, 31.. Miłość małżeńska, którą Bóg błogosławi, jest przeznaczona do tego, by była płodna i urzeczywistniała się we wspólnym dziele zachowywania stworzenia: “Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną»” (Rdz 1, 28).

1605 Pismo święte stwierdza, że mężczyzna i kobieta zostali stworzeni 372 wzajemnie dla siebie: “Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam”. Bóg daje mu niewiastę, “ciało z jego ciała”, to znaczy istotę równą mu i bliską, jako “pomoc przychodzącą od Pana”98Por. Ps 121, 2.. “Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24). 1614 Jezus wskazuje, że oznacza to nienaruszalną jedność ich życia, przypominając, jaki był “na początku” zamysł Stwórcy: “A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 19, 6).

Małżeństwo pod panowaniem grzechu

1606 Każdy człowiek doświadcza zła wokół siebie i w sobie. Doświadczenie to dotyczy również relacji między mężczyzną i kobietą. Od najdawniejszych czasów ich związek był zagrożony niezgodą, duchem panowania, niewiernością, zazdrością i konfliktami, które mogą prowadzić aż do nienawiści i zerwania go. Ten nieporządek może ujawniać się z mniejszą lub większą ostrością, może też być bardziej lub mniej przezwyciężany, zależnie od kultury, epoki i konkretnych osób; wydaje się jednak, że ma on charakter powszechny.

1607 W świetle wiary należy powiedzieć, że ten nieporządek, którego boleśnie 1849 doświadczamy, nie wynika z natury mężczyzny i kobiety ani z natury ich relacji, ale z grzechu. Pierwszym skutkiem zerwania z Bogiem, czyli pierwszego grzechu, było zerwanie pierwotnej komunii mężczyzny i kobiety. Ich wzajemna relacja 400 została wypaczona przez ich wzajemne oskarżenia99Por. Rdz 3, 12.; ich pociąg ku sobie, będący darem Stwórcy100Por. Rdz 2, 22., zamienił się w relację panowania i pożądliwości101Por. Rdz 3,16b.; wzniosłe powołanie mężczyzny i kobiety, by byli płodni, rozmnażali się i czynili sobie ziemię poddaną102Por. Rdz l, 28., zostało obciążone bólem rodzenia dzieci i trudem zdobywania pożywienia103Por. Rdz 3,16-19..

1608 Mimo wszystko porządek stworzenia przetrwał, chociaż został poważnie naruszony. Aby leczyć rany spowodowane przez grzech, mężczyzna i kobieta 55 potrzebują pomocy łaski, której Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu nigdy im nie odmawiał104Por. Rdz 3, 21.. Bez tej pomocy mężczyzna i kobieta nie mogliby urzeczywistnić wzajemnej jedności ich życia, dla której Bóg stworzył ich “na początku”.

Małżeństwo pod pedagogią Prawa

1609 Bóg w swoim miłosierdziu nie opuścił grzesznego człowieka. Kary będące następstwem grzechu, “bóle rodzenia dzieci” (Rdz 3,16), praca “w pocie 410 oblicza” (Rdz 3,19) stanowią także lekarstwo, które ogranicza szkody spowodowane przez grzech. Po upadku małżeństwo pomaga przezwyciężyć zamknięcie się w sobie, egoizm, szukanie własnych przyjemności, pomaga otworzyć się na drugiego człowieka, na wzajemną pomoc i dar z siebie.

1610 Moralna świadomość dotycząca jedności i nierozerwalności małżeństwa rozwinęła się pod wpływem pedagogii starego Prawa. Wprawdzie poligamia 1963, 2387 patriarchów i królów nie jest jeszcze wyraźnie krytykowana, ale Prawo dane Mojżeszowi zmierza do ochrony kobiety przed despotyzmem panowania mężczyzny, nawet jeśli, według słów Chrystusa, nosi ono także ślady “zatwardziałości serca” mężczyzny, ze względu na którą Mojżesz zezwalał na oddalenie kobiety105Por. Mt 19, 8; Pwt 24, 1..

1611 Prorocy, widząc Przymierze Boga z Izraelem w postaci obrazu wyłącznej i wiernej miłości małżeńskiej106Por. Oz 1-3; Iz 54; 62; Jr 2-3; 31; Ez 16; 23., przygotowywali świadomość ludu wybranego 219, 2380 do głębszego rozumienia jedyności i nierozerwalności małżeństwa107Por. Ml 2, 13-17.. Księgi Rut i Tobiasza dają wzruszające świadectwo wzniosłego sensu małżeństwa, 2361 wierności i czułości małżonków. Tradycja zawsze widziała w Pieśni nad Pieśniami jedyny w swoim rodzaju wyraz miłości ludzkiej, będącej czystym odblaskiem miłości Boga, miłości “potężnej jak śmierć”, miłości, której “wody wielkie nie zdołają ugasić” (Pnp 8, 6-7).

Małżeństwo w Panu

1612 Oblubieńczy związek Boga z Jego ludem – Izraelem był 521 przygotowaniem do nowego i wiecznego Przymierza, w którym Syn Boży przez wcielenie i oddanie swego życia zjednoczył się w pewien sposób z całą zbawioną przez siebie ludzkością108Por. Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 22., przygotowując ją w ten sposób na “Gody Baranka” (Ap 19, 7. 9).

1613 Na początku swojej publicznej działalności Jezus dokonuje pierwszego znaku – na prośbę swej Matki – podczas uczty weselnej109Por. J 2, 1-11.. Kościół nadaje wielkie znaczenie obecności Jezusa na godach w Kanie. Widzi w tym potwierdzenie, że małżeństwo jest czymś dobrym, oraz zapowiedź, że od tej pory będzie ono skutecznym znakiem obecności Chrystusa.

1614 W swoim nauczaniu Jezus wypowiadał się jednoznacznie o pierwotnym 2336 sensie związku mężczyzny i kobiety, tak jak został on na początku zamierzony 2382 przez Stwórcę. Zezwolenie na oddalenie żony dane przez Mojżesza było ustępstwem z powodu zatwardziałości serca110Por. Mt 19, 8.. Związek małżeński mężczyzny i kobiety jest nierozerwalny; łączy ich sam Bóg: “Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19, 6).

1615 To jednoznaczne podkreślenie nierozerwalności więzi małżeńskiej mogło 2364 zaniepokoić i wydawać się wymaganiem nie do wykonania111Por. Mt 19,10.. Jednak Jezus nie obarczał małżonków ciężarem niemożliwym do udźwignięcia i zbyt wielkim112Por. Mt 11, 29-30., bardziej uciążliwym niż Prawo Mojżeszowe. Przychodząc, by przywrócić pierwotny porządek stworzenia, naruszony przez grzech, Jezus daje siłę i łaskę do przeżywania małżeństwa w nowych wymiarach Królestwa Bożego. Idąc za Chrystusem, wyrzekając się siebie, biorąc na siebie swój krzyż113Por. Mk 8, 34., małżonkowie będą mogli “pojąć”114Por. Mt 19, 11. pierwotny sens małżeństwa i 1642 przeżywać je z pomocą Chrystusa. Łaska małżeństwa chrześcijańskiego jest owocem Krzyża Chrystusa, będącego źródłem całego życia chrześcijańskiego.

1616 Wskazuje na to Paweł Apostoł, gdy mówi: “Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić” (Ef 5, 25-26), zaraz dodając: “Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (Ef 5, 31-32).

1617 Całe życie chrześcijańskie nosi znamię oblubieńczej miłości Chrystusa do Kościoła. Już chrzest jako wejście do Ludu Bożego wyraża tajemnicę 796 zaślubin. Jest on, jeśli tak można powiedzieć, obmyciem weselnym115Por. Ef 5, 26-27., które poprzedza ucztę weselną – Eucharystię. Małżeństwo chrześcijańskie staje się z kolei skutecznym znakiem, sakramentem przymierza Chrystusa i Kościoła. Małżeństwo między ochrzczonymi jest prawdziwym sakramentem Nowego Przymierza, ponieważ oznacza łaskę i jej udziela116Por. Sobór Trydencki: DS 1800; KPK, kan. 1055, § 2..

Dziewictwo dla Królestwa Bożego

1618 Chrystus jest centrum całego życia chrześcijańskiego. Więź z Nim zajmuje pierwsze miejsce przed wszystkimi innymi więzami rodzinnymi lub 2232 społecznymi117Por. Łk 14, 26; Mk 10, 28-31.. Od początku istnienia Kościoła byli mężczyźni i kobiety, którzy zrezygnowali z wielkiego dobra małżeństwa, by iść za Barankiem, 1579 dokądkolwiek się uda118Por. Ap 14, 4., by troszczyć się o sprawy Pana i starać się Jemu podobać119Por. 1 Kor 7, 32., by wyjść naprzeciw przychodzącemu Oblubieńcowi120Por. Mt 25, 6.. Sam Chrystus powołał niektórych, by szli za Nim, przyjmując taki sposób życia, którego On pozostaje wzorem:

Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla Królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje! (Mt 19, 12).

1619 Dziewictwo dla Królestwa Bożego jest rozwinięciem łaski chrztu, wymownym znakiem pierwszeństwa więzi z Chrystusem, żarliwego oczekiwania 922-924 na Jego powrót, znakiem, który przypomina także, że małżeństwo jest rzeczywistością obecnego świata, który przemija121Por. Mk 12, 25; 1 Kor 7, 31..

1620 Obie rzeczywistości: sakrament małżeństwa i dziewictwo dla Królestwa Bożego pochodzą od samego Pana. To On nadaje im sens i udziela koniecznej łaski, by żyć zgodnie z Jego wolą122Por. Mt 19, 3-12.. Szacunek dla dziewictwa ze 2349 względu na Królestwo123Por. Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 42; dekret Perfectae caritatis, 12; dekret Optatam totius, 10. i chrześcijańskie rozumienie małżeństwa są nierozdzielne i wzajemnie się uzupełniają:

Kto potępia małżeństwo, pozbawia także dziewictwo jego chwały; kto natomiast je chwali, czyni dziewictwo bardziej godnym podziwu i chwalebnym. To, co wydaje się dobrem tylko w porównaniu ze złem, nie może być wielkim dobrem; ale to, co jest lepsze od tego, co wszyscy uważają za dobro, jest z pewnością dobrem w stopniu najwyższym124Św. Jan Chryzostom, De virginilate, 10, 1: PG 48, 540 A; por. Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 16..

II. Celebracja sakramentu małżeństwa

1621 W obrządku łacińskim małżeństwo między dwojgiem wierzących katolików jest zazwyczaj zawierane podczas Mszy świętej, ze względu na związek 1323 wszystkich sakramentów z Misterium Paschalnym Chrystusa125Por. Sobór Watykański II, konst. Sacrosanctum Concilium, 61.. W Eucharystii urzeczywistnia się pamiątka Nowego Przymierza, przez które Chrystus na zawsze zjednoczył się z Kościołem, swoją umiłowaną Oblubienicą, za którą wydał samego siebie126Por. Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 6.. Słuszne jest zatem, by małżonkowie przypieczętowali swoją zgodę na wzajemne oddanie się sobie przez dar własnego życia, jednocząc 1368 się z ofiarą Chrystusa za Kościół, uobecnioną w Ofierze eucharystycznej, i przyjmując Eucharystię, ażeby skoro spożywają to samo Ciało i tę samą Krew Chrystusa, “tworzyli jedno ciało” w Chrystusie127Por. 1 Kor 10, 17..

1622 “Obrzęd zaślubin jako sakramentalny akt uświęcenia… winien być sam w sobie ważny, godny i owocny”128Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 67.. Przyszli małżonkowie powinni więc 1422 przygotować się do celebracji swych zaślubin przez przyjęcie sakramentu pokuty.

1623 W Kościele łacińskim uważa się zazwyczaj, że sami małżonkowie jako szafarze łaski Chrystusa udzielają sobie nawzajem sakramentu małżeństwa, wypowiadając wobec Kościoła swoją zgodę. W liturgiach wschodnich szafarzem sakramentu (nazywanego “ukoronowaniem”) jest prezbiter lub biskup, który po przyjęciu wzajemnej zgody małżonków koronuje męża i żonę na znak przymierza małżeńskiego.

1624 Różne liturgie zawierają wiele formuł błogosławieństw i modlitw epikletycznych, w których prosi się Boga o łaskę i błogosławieństwo dla 736 nowożeńców, szczególnie dla żony. W epiklezie tego sakramentu małżonkowie otrzymują Ducha Świętego jako komunię miłości Chrystusa i Kościoła129Por. Ef 5, 32.. Jest On pieczęcią ich przymierza, zawsze żywym źródłem ich miłości, mocą, w której będzie odnawiać się ich wierność.

III. Zgoda małżeńska

1625 Zawierającymi przymierze małżeńskie są mężczyzna i kobieta, ochrzczeni, wolni do zawarcia małżeństwa, którzy w sposób dobrowolny wyrażają swoją 1734 zgodę. “Być wolnym” oznacza:

– nie być poddanym przymusowi;

– nie mieć przeszkody ze strony prawa naturalnego czy kościelnego.

1626 Kościół uważa wzajemne wyrażenie zgody przez małżonków za nieodzowny element, który “stwarza małżeństwo”130KPK, kan. 1057, § 1.. Jeśli nie ma zgody, nie ma 2201 małżeństwa.

1627 Zgoda jest “aktem osobowym, przez który małżonkowie wzajemnie się sobie oddają i przyjmują”131Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 48; por. KPK, kan. 1057, § 2.: “Biorę ciebie za żonę” – “Biorę ciebie za 1735 męża”132Obrzędy małżeństwa, 45.. Zgoda, która wiąże wzajemnie małżonków, znajduje swoje dopełnienie w tym, że dwoje “stają się jednym ciałem”133Por. Rdz 2, 24; Mk 10, 8; Ef 5, 31..

1628 Zgoda powinna być aktem woli każdej ze stron, wolnym od przymusu i ciężkiej bojaźni zewnętrznej134Por. KPK, kan. 1103.. Żadna ludzka władza nie może zastąpić tej zgody135Por. KPK, kan. 1057, § 1.. Jeśli nie ma tej wolności, małżeństwo jest nieważne.

1629 Z tej racji (i z innych powodów, które unieważniają małżeństwo136Por. KPK, kan. 1095-1107.) Kościół, po zbadaniu sytuacji przez kompetentny trybunał kościelny, może orzec “nieważność małżeństwa”, to znaczy stwierdzić, że małżeństwo nigdy nie istniało. W takim przypadku obie strony są wolne i mogą wstąpić w związki małżeńskie, licząc się z naturalnymi zobowiązaniami wynikającymi z poprzedniego związku137Por. KPK, kan. 1071..

1630 Prezbiter (lub diakon), który asystuje przy obrzędzie zawarcia małżeństwa, przyjmuje zgodę małżonków w imieniu Kościoła i udziela błogosławieństwa Kościoła. Obecność pełniącego posługę w Kościele (oraz świadków) wyraża w widoczny sposób, że małżeństwo jest rzeczywistością kościelną.

1631 Z tego względu Kościół wymaga zazwyczaj od swoich wiernych kościelnej formy zawierania małżeństwa138Por. Sobór Trydencki: DS 1813-1816; KPK, kan. 1108.. Przemawia za tym wiele racji:

– małżeństwo 1069 sakramentalne jest aktem liturgicznym; wypada zatem, by było celebrowane podczas publicznej liturgii Kościoła;

– małżeństwo 1537 wprowadza do określonego stanu kościelnego, daje prawa i nakłada obowiązki w Kościele, między małżonkami i wobec dzieci; – skoro małżeństwo jest stanem życia w Kościele, trzeba, by była pewność odnośnie do jego zawarcia (stąd obowiązek obecności świadków);

– publiczny 2365 charakter wyrażonej zgody chroni raz wypowiedziane małżeńskie “tak” i pomaga w dochowaniu mu wierności.

1632 Sprawą pierwszorzędnej wagi jest przygotowanie do małżeństwa, aby małżeńskie “tak” było aktem wolnym i odpowiedzialnym oraz aby przymierze małżeńskie miało solidne i trwałe podstawy ludzkie i chrześcijańskie.

2206 Najwłaściwszym sposobem przygotowania do tego jest przykład i wychowanie przekazane przez rodziców i rodzinę.

Duszpasterze i wspólnoty chrześcijańskie jako “rodzina Boża” odgrywają ogromną rolę w przekazywaniu ludzkich i chrześcijańskich wartości małżeństwa i rodziny139Por. KPK, kan. 1063., i to tym bardziej, że w naszych czasach wielu młodych doświadcza rozbicia ognisk rodzinnych, które nie mogą zapewnić im wystarczającego przygotowania do małżeństwa:

Młodych winno się przede wszystkim na łonie samej rodziny odpowiednio i w stosownym czasie pouczać o godności, zadaniu i dziele miłości małżeńskiej, 2350 aby nauczeni szacunku dla czystości, mogli przejść we właściwym wieku od uczciwego narzeczeństwa do małżeństwa140Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 49..

Małżeństwa mieszane i różnica religii

1633 W wielu krajach dość często występuje sytuacja małżeństw mieszanych (między katolikami i ochrzczonymi niekatolikami). Wymaga ona szczególnej uwagi współmałżonków i duszpasterzy. Większej jeszcze ostrożności wymagają przypadki małżeństw, gdzie występuje różnica religii (między katolikami a osobami nieochrzczonymi).

1634 Różnica wyznania nie stanowi nieprzekraczalnej przeszkody do zawarcia małżeństwa, jeśli małżonkowie potrafią dzielić się tym, co każde z nich otrzymało od swojej wspólnoty, i jeśli jedno będzie uczyć się od drugiego sposobu przeżywania swojej wierności wobec Chrystusa. Nie można jednak nie dostrzegać trudności małżeństw mieszanych. Wynikają one z faktu, że podział chrześcijan nie został jeszcze przezwyciężony. Małżonkowie mogą odczuwać dramat rozbicia między chrześcijanami we 817 własnej rodzinie. Różnica religii może spotęgować jeszcze te trudności. Rozbieżności dotyczące wiary, samej koncepcji małżeństwa, a także odmiennych mentalności religijnych mogą stanowić źródło napięć w małżeństwie, zwłaszcza w odniesieniu do wychowania dzieci. Może wystąpić wówczas niebezpieczeństwo indyferentyzmu religijnego.

1635 Według prawa obowiązującego w Kościele łacińskim małżeństwo mieszane wymaga do swej dopuszczalności wyraźnego zezwolenia władzy kościelnej141Por. KPK, kan. 1124.. W przypadku różnicy religii do ważności małżeństwa wymagana jest wyraźna dyspensa od przeszkody’42Por. KPK, kan. 1086.. Zezwolenie lub dyspensa zakłada, że obie strony znają cele oraz istotne właściwości małżeństwa, a także zobowiązania strony katolickiej dotyczące chrztu i wychowania dzieci w Kościele katolickim, i nie wykluczają ich143Por. KPK, kan. 1125..

1636 W wielu regionach dzięki dialogowi ekumenicznemu różne wspólnoty chrześcijańskie mogły zorganizować wspólne duszpasterstwo małżeństw mieszanych. Jego 821 zadaniem jest pomoc tym małżeństwom w przeżywaniu ich szczególnej sytuacji w świetle wiary. Ma ono także pomagać im w przezwyciężaniu napięć między zobowiązaniami, jakie małżonkowie mają wobec siebie, a zobowiązaniami wobec swoich wspólnot eklezjalnych. Powinno ono zachęcać do rozwijania tego, co jest wspólne w ich wierze, i do szacunku dla tego, co ich dzieli.

1637 W małżeństwach, gdzie występuje różnica religii, strona katolicka ma szczególne zadanie: “Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez «brata»” (1 Kor 7,14). Wielką radością dla współmałżonka chrześcijańskiego i dla Kościoła jest, jeśli to “uświęcenie” doprowadzi w sposób wolny do nawrócenia drugiej strony na wiarę chrześcijańską144Por. 1 Kor 7,16.. Szczera miłość małżeńska, pokorna i cierpliwa praktyka cnót rodzinnych oraz wytrwała modlitwa mogą przygotować niewierzącego współmałżonka do przyjęcia łaski nawrócenia.

IV. Skutki sakramentu małżeństwa

1638 “Z ważnego małżeństwa powstaje między małżonkami węzeł z natury swej wieczysty i wyłączny. W małżeństwie chrześcijańskim małżonkowie zostają ponadto przez specjalny sakrament wzmocnieni i jakby konsekrowani do obowiązków swego stanu i godności”154KPK, kan. 1134..

Węzeł małżeński

1639 Zgoda, przez którą małżonkowie oddają się sobie i przyjmują wzajemnie, zostaje przypieczętowana przez samego Boga146Por. Mk 10, 9.. Z ich przymierza “powstaje z woli Bożej instytucja trwała także wobec społeczeństwa”147Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 48.. Przymierze małżonków zostaje włączone w przymierze Boga z ludźmi: “Prawdziwa miłość małżeńska włącza się w miłość Bożą”148Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 48..

1640 Węzeł małżeński został więc ustanowiony przez samego Boga, tak że zawarte i dopełnione małżeństwo osób ochrzczonych nie może być nigdy rozwiązane. Węzeł wynikający z wolnego, ludzkiego aktu małżonków i z dopełnienia małżeństwa jest odtąd rzeczywistością nieodwołalną i daje początek 2365 przymierzu zagwarantowanemu wiernością Boga. Kościół nie ma takiej władzy, by wypowiadać się przeciw postanowieniu mądrości Bożej149Por. KPK, kan. 1141..

Łaska sakramentu małżeństwa

1641 “Małżonkowie chrześcijańscy… we właściwym sobie stanie i porządku życia mają własny dar wśród Ludu Bożego”150Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 11.. Właściwa łaska sakramentu małżeństwa jest przeznaczona dla udoskonalenia miłości małżonków i dla umocnienia ich nierozerwalnej jedności. Przez tę łaskę “podtrzymują się wzajemnie… z pomocą wiernej miłości, a przyjmowanemu z miłości do Boga potomstwu wpajają chrześcijańskie nauki i ewangeliczne cnoty”151Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 41..

1642 Źródłem tej łaski jest Chrystus. “Jak bowiem niegdyś Bóg wyszedł 1615 naprzeciw swojemu ludowi z przymierzem miłości i wierności, tak teraz Zbawca 796 ludzi i Oblubieniec Kościoła wychodzi naprzeciw chrześcijańskim małżonkom przez sakrament małżeństwa”152Sobór Watykański 11, konst. Gaudium et spes, 48.. pozostaje z nimi, daje im moc pójścia za Nim i wzięcia na siebie swojego krzyża, podnoszenia się po upadkach, przebaczania sobie wzajemnie, wzajemnego noszenia swoich ciężarów153Por. Ga 6, 2.. Pomaga im, by byli “sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej” (Ef 5, 21) i miłowali się miłością nadprzyrodzoną, delikatną i płodną. W radościach ich miłości i życia rodzinnego daje im już tutaj przedsmak uczty Godów Baranka:

Jakże potrafię wysłowić szczęście tego małżeństwa, które wiąże Kościół, Ofiara eucharystyczna umacnia, a błogosławieństwo pieczętuje, aniołowie ogłaszają, a Ojciec potwierdza?… Cóż za jarzmo dwojga wiernych złączonych w jednej nadziei, jednym dochowaniu wierności, w jednej służbie! Oboje są dziećmi tego samego Ojca i oboje wspólnie służą; nie ma pomiędzy nimi podziału ani co do ciała, ani co do ducha. Owszem, są prawdziwie dwoje w jednym ciele, a gdzie jest jedno ciało, jeden też jest duch154Tertulian, Ad uxorem, 2, 9; por. Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 13..

V. Dobra i wymagania miłości małżeńskiej

1643 “Miłość małżeńska zawiera jakąś całkowitość, w którą wchodzą 2361 wszystkie elementy osoby – impulsy ciała i instynktu, siła uczuć i przywiązania, dążenie ducha i woli. Miłość zmierza do jedności głęboko osobowej, która nie tylko łączy w jedno ciało, ale prowadzi do tego, by było tylko jedno serce i jedna dusza. Wymaga ona nierozerwalności i wierności w całkowitym wzajemnym obdarowaniu i otwiera się ku płodności. Jednym słowem chodzi o normalne cechy charakterystyczne dla każdej naturalnej miłości małżeńskiej, ale w nowym znaczeniu, gdyż sakrament nie tylko je oczyszcza i wzmacnia, ale wynosi tak, że stają się wyrazem wartości prawdziwie chrześcijańskich”155Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 13..

Jedność i nierozerwalność małżeństwa

1644 Miłość małżonków ze swej natury wymaga jedności i nierozerwalności ich osobowej wspólnoty, która obejmuje całe ich życie: “A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 19, 6)156Por. Rdz 2, 24.. “powołani są do ciągłego wzrostu w tej komunii przez codzienną wierność małżeńskiej obietnicy obopólnego całkowitego daru”157Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 19.. Ta wspólnota ludzka jest potwierdzona, oczyszczona i dopełniona przez jedność w Jezusie Chrystusie, udzieloną przez sakrament małżeństwa. Pogłębia się ona przez życie wspólną wiarą i przez wspólne przyjmowanie Eucharystii.

1645 “Przez równą godność osobistą kobiety i mężczyzny, która musi być uwzględniona przy wzajemnej i pełnej miłości małżonków, ukazuje się 369 także w pełnym świetle potwierdzona przez Pana jedność małżeństwa”158Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 49.. Poligamia jest przeciwna równej godności i miłości małżeńskiej, która jest jedyna i wyłączna159Por. Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 19..

Wierność miłości małżeńskiej 2364-2365

1646 Miłość małżeńska ze swej natury wymaga od małżonków nienaruszalnej wierności. Wypływa to z wzajemnego daru, jaki składają sobie małżonkowie. Miłość chce być trwała; nie może być “tymczasowa”. “To głębokie zjednoczenie będące wzajemnym oddaniem się sobie dwóch osób, jak również dobro dzieci, wymaga pełnej wierności małżonków i nieprzerwanej jedności ich współżycia”160Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 48..

1647 Najgłębszy motyw wynika z wierności Boga wobec swego przymierza i z wierności Chrystusa wobec swego Kościoła. Przez sakrament małżeństwa małżonkowie są uzdolnieni do życia tą wiernością i do świadczenia o niej. Przez ten sakrament nierozerwalność małżeństwa zyskuje nowy i głębszy sens.

1648 Związanie się na całe życie z drugim człowiekiem może wydawać się trudne, a nawet niemożliwe. Tym ważniejsze jest głoszenie Dobrej Nowiny, że Bóg nas kocha miłością trwałą i nieodwołalną, że małżonkowie mają udział w tej miłości, że Bóg ich prowadzi i podtrzymuje oraz że przez swoją wierność mogą oni być świadkami wiernej miłości Boga. Małżonkowie, którzy z pomocą łaski Bożej dają to świadectwo, często w bardzo trudnych warunkach, zasługują na wdzięczność i wsparcie wspólnoty eklezjalnej161Por. Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 20..

1649 Istnieją jednak sytuacje, gdy wspólne życie małżeńskie z różnych powodów 2383 staje się praktycznie niemożliwe. W takich przypadkach Kościół dopuszcza fizyczną separację małżonków i zaprzestanie wspólnego życia. Małżonkowie w dalszym ciągu są przed Bogiem mężem i żoną oraz nie mogą zawrzeć nowego związku. W tej trudnej sytuacji najlepszym rozwiązaniem, jeśli to możliwe, byłoby pojednanie. Wspólnota chrześcijańska powinna pomagać tym osobom przeżywać po chrześcijańsku zaistniałą sytuację, z zachowaniem wierności wobec nierozerwalnego węzła ich małżeństwa162Por. Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 83; KPK, kan. 1151-1155..

1650 W wielu krajach są obecnie liczni katolicy, którzy na podstawie prawa cywilnego 2384 decydują się na rozwód i zawierają cywilnie nowy związek. Kościół, będąc wierny słowom Jezusa Chrystusa: “Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10, 11-12), nie może uznać nowego związku za ważny, jeśli ważne było pierwsze małżeństwo. Jeśli rozwiedzeni zawarli cywilnie drugi związek małżeński, znajdują się w sytuacji, która obiektywnie wykracza przeciw prawu Bożemu. Dlatego nie mogą oni przystępować do Komunii eucharystycznej tak długo, jak długo trwa ta sytuacja. Z tego samego powodu nie mogą oni pełnić pewnych funkcji kościelnych. Pojednanie przez sakrament pokuty może być udzielane tylko tym, którzy żałują, że złamali znak Przymierza i wierności Chrystusowi, i zobowiązują się żyć w całkowitej wstrzemięźliwości.

1651 W stosunku do chrześcijan, którzy żyją w związku cywilnym, a którzy często zachowują wiarę i pragną po chrześcijańsku wychować dzieci, kapłani i cała wspólnota powinni okazywać dużą troskę, by nie czuli się oni jakby odłączeni od Kościoła, w którego życiu mogą i powinni uczestniczyć jako osoby ochrzczone:

Niech będą zachęcani do słuchania słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowywania dzieci w wierze chrześcijańskiej; do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę163Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 84..

2366-2367 Otwartość na płodność

1652 “Z samej zaś natury swojej instytucja małżeńska oraz miłość małżeńska 372 nastawione są na rodzenie i wychowywanie potomstwa, co stanowi jej jakoby szczytowe uwieńczenie”164Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 48.:

Dzieci też są najcenniejszym darem małżeństwa i rodzicom przynoszą najwięcej dobra. Bóg sam to powiedział: “Nie jest dobrze człowiekowi być samemu” (Rdz 2,18) i “uczynił człowieka od początku jako mężczyznę i niewiastę” (Mt 19, 14), chcąc dać mu pewne specjalne uczestnictwo w swoim własnym dziele stwórczym, pobłogosławił mężczyźnie i kobiecie, mówiąc: “bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1, 28). Dlatego prawdziwy szacunek dla miłości małżeńskiej i cały sens życia rodzinnego zmierzają do tego, żeby małżonkowie, nie zapoznając pozostałych celów małżeństwa, skłonni byli mężnie współdziałać z miłością Stwórcy i Zbawiciela, który przez nich wciąż powiększa i wzbogaca swoją rodzinę165Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 50..

1653 Płodność miłości małżeńskiej obejmuje także owoce życia moralnego, duchowego i nadprzyrodzonego, jakie przez wychowanie rodzice przekazują swoim dzieciom. Rodzice są głównymi i pierwszymi wychowawcami swoich dzieci166Por. Sobór Watykański II, dekl. Gravissimum educationis, 3.. W tym sensie podstawowym zadaniem małżeństwa i rodziny jest 2231 służba życiu167Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 28..

1654 Małżonkowie, którym Bóg nie dał potomstwa, mogą mimo to prowadzić głębokie życie małżeńskie z ludzkiego i chrześcijańskiego punktu widzenia. Ich małżeństwo może wyrażać się owocnie przez miłość, otwartość na innych i ofiarę.

VI. Kościół domowy

1655 Chrystus chciał przyjść na świat i wzrastać w łonie Świętej Rodziny Józefa i Maryi. Kościół jest “rodziną Bożą”. Od początku istnienia jego 759 zalążkiem często byli ci, którzy “z całym swoim domem” stawali się ludźmi wierzącymi168Por. Dz 18, 8.. Gdy nawracali się, pragnęli, by także “cały ich dom” był zbawiony169Por. Dz 16, 31 i 11, 14.. Rodziny te, przyjmując wiarę, były oazami życia chrześcijańskiego w niewierzącym świecie.

1656 W dzisiejszym świecie, który często jest nieprzychylny, a nawet wrogi wierze, rodziny chrześcijańskie mają ogromne znaczenie jako ogniska żywej i promieniującej wiary. Dlatego też Sobór Watykański II, nawiązując do tradycji, nazywa rodzinę “Kościołem domowym” (Ecclesia domestica)170Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 11; por. Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 21.. W 2204 rodzinie “rodzice przy pomocy słowa i przykładu winni być dla dzieci swoich pierwszymi zwiastunami wiary”, pielęgnując “właściwe każdemu z nich powołanie, ze szczególną zaś troskliwością powołanie duchowne”171Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 11..

1657 W szczególny sposób tu właśnie jest praktykowane kapłaństwo chrzcielne 1268 ojca rodziny, matki, dzieci i wszystkich członków wspólnoty rodzinnej “przez przyjmowanie sakramentów, modlitwę i dziękczynienie, świadectwo życia świątobliwego, zaparcie się siebie i czynną miłość”172Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 10.. Dom rodzinny jest więc 2214-2231 pierwszą szkołą życia chrześcijańskiego i “szkołą bogatszego człowieczeństwa”173Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 52.. W nim dziecko uczy się wytrwałości i radości pracy, miłości braterskiej, 2685 wielkodusznego przebaczania, nawet wielokrotnego, a zwłaszcza oddawania czci Bogu przez modlitwę i ofiarę ze swego życia.

1658 Należy jeszcze wspomnieć o pewnych osobach, które ze względu na konkretne warunki, w jakich muszą żyć – chociaż często wcale tego nie chciały – są szczególnie bliskie sercu Jezusa, a zatem zasługują na specjalną miłość i troskę Kościoła, a zwłaszcza duszpasterzy. Dotyczy to dużej liczby osób żyjących samotnie. Wiele z nich pozostaje bez ludzkiej rodziny, często z powodu ubóstwa. Są wśród nich tacy, którzy przeżywają swoją sytuację w duchu 2231 Błogosławieństw, wzorowo służąc Bogu i bliźniemu. Trzeba przed nimi wszystkimi otworzyć drzwi domów rodzinnych, “Kościołów domowych”, i wielkiej 2233 rodziny, jaką jest Kościół. “Nikt nie jest pozbawiony rodziny na tym świecie: Kościół jest domem i rodziną dla wszystkich, a szczególnie dla «utrudzonych i obciążonych» (Mt 11, 28)”174Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 85..

W skrócie

1659 Święty Paweł mówi: “Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół. . . Tajemnica to wielka, a ja mówię w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (Ef 5, 25. 32).

1660 Przymierze małżeńskie, przez które mężczyzna i kobieta stanowią między sobą wewnętrzną wspólnotę życia i miłości, powstało z woli Stwórcy, który wyposażył je we własne prawa. Z natury jest ono nastawione na dobro współmałżonków, a także na zrodzenie i wychowanie potomstwa. Małżeństwo ochrzczonych zostało podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu175Por. Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 48; KPK, kan. 1055, § 1..

1661 Sakrament małżeństwa jest znakiem związku Chrystusa i Kościoła. Udziela on małżonkom łaski miłowania się wzajemnie tą miłością, jaką Chrystus umiłował Kościół. Łaska sakramentu udoskonala zatem ludzką miłość małżonków, umacnia ich nierozerwalną jedność i uświęca ich na drodze do życia wiecznego176Por. Sobór Trydencki: DS 1799..

1662 Małżeństwo opiera się na zgodzie obu stron, to znaczy na woli wzajemnego i trwałego oddania się sobie w celu przeżywania przymierza wiernej i płodnej miłości.

1663 Skoro małżeństwo ustanawia małżonków w pewnym publicznym stanie życia w Kościele, powinno być zawierane publicznie, w ramach celebracji liturgicznej, wobec kapłana (lub upoważnionego świadka Kościoła) oraz świadków i zgromadzenia wiernych.

1664 Do istoty małżeństwa należy jedność, nierozerwalność i otwartość na płodność. Poligamia jest przeciwna jedności małżeństwa; rozwód rozłącza to, co Bóg złączył. Odrzucenie płodności pozbawia życie małżeńskie dziecka, które jest “najcenniejszym darem małżeństwa”177Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 50..

1665 Dopóki żyje prawowity współmałżonek, zawarcie powtórnego związku przez rozwiedzionych sprzeciwia się zmysłowi i prawu Bożemu, jak tego nauczał Chrystus. Osoby rozwiedzione zawierające nowy związek nie są wyłączone z Kościoła, ale nie mogą przystępować do Komunii świętej. Powinny one prowadzić życie chrześcijańskie, zwłaszcza wychowując swoje dzieci w wierze.

1666 Chrześcijański dom rodzinny jest miejscem, gdzie dzieci otrzymują pierwsze głoszenie wiary. Dlatego dom rodzinny słusznie jest nazywany “Kościołem domowym”, wspólnotą łaski i modlitwy, szkołą cnót ludzkich i miłości chrześcijańskiej.

Złota recepta na zbudowanie szczęśliwego małżeństwa

21 Wrzesień 2009 | Dodaj komentarz »

Zapraszam do zapoznania się z treścią recepty, którą na różneDSC05064 sposoby propaguję w ostatnim okresie.

1. Hierarchia wartości.
 

Co dla ciebie jest najważniejsze w życiu?
 Rodzina
 Praca zawodowa
 Hobby
 Zarabianie pieniędzy
 Kariera
 Ambicje, sukcesy
 Dokształcanie
 Zaangażowanie społeczne
 Zaangażowanie w życie Kościoła
 Zarobkowy wyjazd zagraniczny

To wszystko jest ważne, ale…
OD DNIA ŚLUBU DO KOŃCA ŻYCIA NAJWIĘKSZĄ WARTOŚCIĄ, ZE WZGLĘDU NA BOGA, ZE WZGLĘDU NA WIARĘ, STAJE SIĘ MAŁŻEŃSTWO !!!

 Na każdym etapie życia musimy sobie stawiać pytanie: „Czy to, co robię, w co się angażuję służy dobru naszego małżeństwa, czy być może mu zagraża? Czy to, co planuję robić, będzie dla dobra naszego małżeństwa? bo ono jest najważniejsze! Jakże często bardzo mocno angażujemy się w różne zajęcia, nawet bardzo szlachetne i wzniosłe, a nasze małżeństwo przegrywa, upada. Nawet najwznioślejsze motywacje zaangażowania w różne dziedziny nie mogą spowodować zaniedbywania małżeństwa i odsunięcia go na dalszy plan.
Jak wspomniałem wcześniej emigracja zarobkowa wypłynęła na pierwsze miejsce jeśli chodzi o przyczyny rozpadów małżeństw w Polsce w 2007 r. Spójrzmy jaki dramatyczny paradoks, bo przecież wyjeżdżający małżonkowie często mówią: jadę tam dla dobra naszej rodziny, dla naszych dzieci. A po kilku miesiącach zdrady, odejścia, rozwody. Rodzina upada w gruzy, dzieci doznają największych zranień. Dlaczego do tego dochodzi? Brakuje pytania: ale czy ten wyjazd będzie służył dobru naszego małżeństwa, czy być może będzie mu zagrażał? Co do zagrożeń wynikających z wyjazdów nie można mieć wątpliwości, liczby i analizy to pokazują, ale też potwierdza obserwacja życia wokół nas. Rozpadu, zranionych serc, dramatów nie wynagrodzą zarobione Euro, czy Funty. Może nie wyjeżdżając będzie nam trudniej finansowo, ale będziemy razem, małżeństwo i rodzina przetrwa. Ze znalezieniem pracy na miejscu jest coraz lepiej. Przypomina mi się historia życia św. Ojca Pio. W jego domu rodzinnym także nie było łatwo, więc ojciec zdecydował się na wyjazd za chlebem za Ocean. Jednak, przebywając daleko od żony, od rodziny, dopuszczał się zdrad. Ojciec świętego zakonnika!
„Na przestrzeni wieków małżeństwa zawsze ciężko pracowały. Podstawowym problemem nie jest na ogół liczba przepracowanych godzin, ale odczucie, że praca współmałżonka, z emocjonalnego i psychicznego punktu widzenia, jest ważniejsza od nas samych.(…) Nasze małżeństwa dostają resztki z tego, co zostaje w naszych rozkładach zajęć” .

2. Hierarchia osóbDSC05006

Jest to naturalna konsekwencja punktu pierwszego i prosty wniosek płynący z naszego fragmentu: „We czci niech będzie małżeństwo…”. Jeżeli małżeństwo ma być we czci, to małżonkowie muszą w niej mieć siebie nawzajem.
Kto dla ciebie jest najważniejszą osobą ?
 Dziecko ( dzieci)
 Rodzice
 Rodzeństwo
 Przyjaciółka z pracy
 Kolega z pracy, z klubu
 Ksiądz proboszcz
 Koleżanki z grupy modlitewnej

Wszystkie te osoby są ważne, ale…
OD DNIA ŚLUBU DO KOŃCA ŻYCIA NAJWAŻNIEJSZĄ OSOBĄ DLA ŻONY STAJE SIĘ MĄŻ, DLA MĘŻA ŻONA!!!

Wiemy, że nie jest to wcale takie oczywiste. Znam takie związki, które rozpadły się z powodu zlekceważenia tej hierarchii, ale też wiem, jak w praktyce trudno trwać w takim myśleniu.
W ostatnim okresie dosyć często mam okazję głosić nauki na temat wartości małżeństwa w Parafiach w czasie mszy niedzielnych. Wówczas, przy tym punkcie, zwracam się najpierw do seniorów, używając dosyć mocnych słów: „Nie mamy prawa od naszych zamężnych dzieci oczekiwać, aby nas bardziej kochały od współmałżonka. Dla naszej zamężnej córki najważniejszy jest jej mąż, dla naszego żonatego syna, jego żona. My rodzice wycofujemy się na trzecie miejsce” (gdyż potem ich dzieci, a dopiero po nich rodzice). Po nauce w dużej Parafii podszedł do mnie mężczyzna i ze łzami w oczach mówił: „Na potwierdzenie słów, które pan przestawił chciałem powiedzieć, że jesteśmy przykładem małżeństwa, które się rozpadło w dużej mierze przez teściów. Od początku mieszkaliśmy z rodzicami żony. Miało to też dobre strony: przypilnowanie dziecka, mniejsze, bo wspólne opłaty. Jednak już na stercie oni prawie wszystko nam narzucali i planowali. Przez 12 lat małżeństwa- już jesteśmy po rozwodzie- na wszystkie urlopy jeździliśmy z teściami. Często powtarzali, że jeżeli u nich mieszkamy, to mają prawo nam pewne rzeczy narzucać. Nawet przy mnie wydawali żonie polecanie, nie biorąc pod uwagę mojego zdania. To było chore. To był z ich strony szantaż. Ja przez te 12 lat nigdy nie słyszałem, ani nie czułem, że jestem dla żony najważniejszy. Dla niej najważniejsi byli jej rodzice, ale oni w niej sami takie myślenie wytwarzali i utrwalali”.
Również my, małżonkowie musimy sobie to powiedzieć, że od dnia zawarcia małżeństwa kochani rodzice nie mogą być dla nas najważniejsi, chociaż bardzo dużo im zawdzięczamy, a czwarte przykazanie Dekalogu nakazuje czczenie rodziców, szacunek dla nich, wspieranie na starość, opiekę, uznawanie ich autorytetu. Nie stoi to jednak w sprzeczności z innymi tekstami biblijnymi. W „Księdze Rodzaju” czytamy:

”Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24).

Wszystko jest tu ważne: kolejność- opuszczenie, połączenie, jedno ciało, ale i treść tych wyrażeń. Posłużę się wypowiedzią Waltera. Trobischa, znanego autorytetu z tej dziedziny:
„Podobnie, jak nowo narodzone dziecko nie może rosnąć, zanim nie zostanie odcięta jego pępowina, tak też nie może wzrastać i rozwijać się  małżeństwo, o ile nie nastąpi rzeczywiste odejście, wyraźne oddzielenie się od swojej rodziny.(…) Nie są to dwie połowy, tworzące jedną całość, lecz dwie całości tworzące całkowicie nową całość. Jest to stanie się jednym ciałem” .

Kiedy prowadzę wspomniane nauki zawsze zwracam się także do kobiet, przypominając, że mają one jeszcze jedną płaszczyznę, bardzo utrudniającą utrzymywanie hierarchii osób w małżeństwie, a jest nią macierzyństwo. To niewątpliwie piękna, wielka i tajemnicza płaszczyzna, ale nie może macierzyństwo być ponad małżeństwem, a miłość macierzyńska ponad miłością małżeńską. Jakże ważnym argumentem jest ten, że właśnie dla dobra naszych dzieci nasza miłość małżeńska jest priorytetowa, a my dla siebie najważniejsi. Jednak najważniejszym argumentem jest sakramentalność naszego związku. W najważniejszym dla nas dniu wypowiadamy najważniejsze słowa, jakie człowiek kieruje do drugiej osoby. Bardzo ważne są tu także okoliczności: Pan Bóg, kapłan, świadkowie i dziesiątki osób w kościele. Wówczas mówimy do siebie z imieniem: „…ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Rodziców trzeba kochać, szanować, wspierać, dzieci także powinniśmy kochać, wychowywać, troszczyć się o nie, ale tylko współmałżonkowi, w takich okolicznościach, ślubuje się miłość. Kiedy staniemy na sądzie Bożym, trzeba nam będzie zdać sprawę z tej przysięgi, to nie są żarty. Najpierw i przede wszystkim będę musiał powiedzieć Jezusowi jakim byłem mężem dla mojej żony, jak wywiązałem się z realizacji treści tej przysięgi.
Podpowiadam mężczyznom, że kiedy narodzi się dzieciątko i żona zaczyna poza nim świata nie widzieć, to nie mamy się obrażać, lecz delikatnie przypominać, że to małżeństwo jest najważniejsze, a my dla siebie najważniejsi. Najlepiej to robić pomagając żonę w pracy przy dziecku, będąc przy niej, kiedy ona karmi, pielęgnuje, wychodząc razem na spacer. Trzeba, panowie, tak delikatnie prosić o miłość, o czułość wręcz żebrać o nią, a nie obrażać się. Ale też dobrą metodą jest włączenie od czasu do czasu, w tych wczesnych miesiącach macierzyństwa, filmu z dnia ślubu, ustawionego tylko na jeden moment, właśnie na chwilę, w której wypowiadamy sobie treść przysięgi. I wtedy czule powiedzieć do żony: „zobacz skarbie, komu ślubowałaś miłość, nie naszemu dzieciątku, tyko mi”.
Badanie potwierdzają, że odsunięcie męża przez żonę po narodzinach dziecka bardzo często prowadzą do nadużywania alkoholu przez niego, do uzależnienia. Jest to bardzo trudny moment w małżeństwie, z którym kobieta sobie poradzi, bo ma dzieciątko, jednak ojcostwo nie absorbuje mężczyznę uczuciowo w takim stopniu, jak kobietę macierzyństwo. Dla niego ona ciągle jest najważniejsza, jej pragnie, od niej oczekuje czułości i wsparcia. Jeśli tego nie otrzyma, bardzo szybko się pogubi. Jednak, kiedy pogubi się mężczyzna, wówczas zaczyna się chwiać małżeństwo i rodzina.
Lubię też, wracając do relacji z rodzicami, dzielić się receptą na to, aby współmałżonek kochał, albo chociaż szanował, twoich rodziców, swoich teściów. Nie będzie z tym problemów, jeśli ty będziesz kochał/a ją/jego. Jeżeli czuję się kochany przez żonę, wiem, że dla niej najważniejsze jest nasze małżeństwo, a ja najważniejszą osobą, wówczas teściowie nie są dla mnie zagrożeniem i konkurencją, nie mam powodów, aby ich odrzucać, czuć do niech niechęć.

 „Jeśli zaniedbasz swojego współmałżonka w procesie wychowywania dzieci, nie wyświadczysz tym przysługi swoim dzieciom.
W układzie słonecznym naszej rodziny, nasze małżeństwo jest słońcem, a dzieci planetami, a nie odwrotnie” .

3. Pokarm miłości małżeńskiejDSC05048

Wiele razy w trakcie pracy z młodzieżą słyszę dużo krytyki pod adresem własnych rodziców. Młodzież z natury jest krytyczna i nie jest to ich wadą. Trzeba pokornie wysłuchiwać i pokazywać inny punkt widzenia, pomagać w rozszerzaniu płaszczyzny patrzenia. Bardzo często podpowiadam dorosłym, aby nie obrażali się na młodzież, ale nade wszystko, aby im współczuli. Jest bardzo trudno być młodym człowiekiem w trzecim tysiącleciu. Nam było znacznie łatwiej, kiedy byliśmy w ich wieku. Mimo strasznego totalitaryzmu, na naszą świadomość nie spadało aż tyle zagrożeń, ile na nich obecnie. Ale nade wszystko nie było takiej skali dramatów, najmocniej osłabiających psychikę młodego człowieka, jakie wynikają z rozwodu rodziców. Liczby pokazują, że tych największych nieszczęść było o polewę mniej niż obecnie.
Najbardziej bolesne są słowa młodych ludzi, brzmiące mniej więcej tak: „proszę pana, nikt mnie nie namówi do małżeństwa, bo jak ja patrzę na małżeństwo moich rodziców, to ja nie chcę takiego życia, nie chcę się tak męczyć”; „miłość małżeńska, jaka miłość? Oni są ze sobą bo muszą, bo przyzwyczajenie, kredyty do spłacenia”.  Bardzo mocno wzrastająca w ostatnich latach ilość tzw. wolnych związków, wspólnego zamieszkiwania ze sobą bez ślubu, nie wynika z modnych trendów płynących z zachodu. Nie jest to też zjawisko od dawna zwane „małżeństwem na próbę”. Oni nie planują zawarcia małżeństwa, chcą być ze sobą w taki sposób. Pierwszą przyczyną rozprzestrzeniania się tego stylu zachowania, bardzo niebezpiecznego i grzesznego, często za przyzwoleniem wierzących rodziców, jest lęk przed małżeństwem. Młodzi ludzie boją się małżeństwa, które kojarzy im się z kłótniami, łzami, agresją, smutkiem.
Czego tak często nasze dzieci nie widzą w naszych relacjach małżeńskich, czego brakuje? Nie widzą pięknej, żywej, zachwycającej, świeżej miłości, jaką powinni darzyć się ich rodzice, jaką powinni intensywnie rozwijać.
Ten wstęp był konieczny, ponieważ, jak ukazałem wcześniej, to jakość naszej miłości małżeńskiej jest pokarmem, glebą i powietrzem warunkującym funkcjonowanie dzieci na każdej płaszczyźnie i na każdym etapie ich życia. Ale jest także najbardziej niezbędnym pokarmem, którego my wszyscy potrzebujemy na każdym etapie życia. Aby nasza miłość małżeńska mogła „zasilać” nas i nasze dzieci, sama musi być odżywiana.
Dostrzeżmy jeszcze jedną ważną zależność, potwierdzaną naukowo: zakochanie i miłość to różne rzeczywistości. Zakochanie to uczucie, miłość to postawa. Zakochanie jest niezależna od nas, miłość tylko od nas zależy, miłość to wybór. W zakochaniu nastawionym się jest na branie, w miłości na dawanie. Zakochanie, to patrzenia na siebie, miłość to wspólne patrzenie w jednym kierunku. Zakochanie jest uczuciem, za które odpowiedzialny jest hormon zakochania, wytwarzany w mózgu zakochanych osób i, podobnie jak lekki narkotyk, powoduje stan uniesienia, osłabnięcia racjonalnej oceny. Po ok. 17 do 19 miesięcy organizm uodparnia się na działanie tego hormonu i wówczas pojawia się refleksja, że ta druga osoba w rzeczywistości nie jest tak idealna, jak się ją widziało przez „różowe okulary” zakochania. Po ok. 4 latach organizm zupełnie przestaje produkować wspomniany hormon i bez podjęcia konkretnych działań, szybko zaczniemy się od siebie oddalać. Decyzje o zawarciu małżeństwa podejmuje się najczęściej w fazie zakochania. I nie jest to niczym złym, tylko niebezpieczne jest myślenie, że to, co czujemy do siebie na tym etapie rozwoju naszych relacji, trwać będzie zawsze. Trzeba śledzić ten proces i nie załamywać się w momencie pojawiania się odczucia oziębłości uczuciowej. Nie podjęcie działań z zakresu rozwoju miłości bardzo szybko spowoduje kryzys, oddalenie, zrodzenie się myśli o rozstaniu. A po nim oczekiwanie na kolejne zakochanie. Nie jest to właściwe. Zakochanie prowadzi do zaistnienia małżeństwa i tak ma być, ale kiedy już zaczniemy życie razem, pod jednym dachem i w jednym łóżku, wówczas, nie czekając aż ono przeminie, rozpoczynamy proces karmienia naszej, rodzącej się miłości. Jest to piękna faza świadomego przechodzenia od zakochania do miłości. Warunkiem najważniejszym jest owa świadomość. Coś trzeba z tą naszą miłością robić. Sama się nie rozwinie. Jest to zawsze związane z wielkim ryzykiem, ale bez niego nie będzie efektu. Owo ryzyko wynika z tego, że często trzeba będzie dawać coś od siebie, nic nie otrzymując w zamian. „Wielu małżonków, kiedy daje, oczekuje czegoś w zamian: uśmiechu, serdecznej troski, prezentu…Dla mnie to nie jest miłość. Jeśli ja daję, a druga osoba nie odwzajemnia się, to jest to problem tej osoby, nie mój” .
Już w tym momencie pojawia się kilka spostrzeżeń.
1. Jeśli mówimy o konieczności odżywiania naszej miłości, gdyż bez tego nie będzie się rozwijać, będzie obumierać, to naturalną zależnością związaną z pokarmem jest konieczność przyjmowania go codziennie, w odpowiednich ilościach i o pełnej wartości.
2.  Odżywianie miłości małżeńskiej tym się charakteryzuje, że ja sobie tego pokarmu nie mogę dostarczyć, lecz muszę być karmiony, ale i muszę karmić współmałżonka.
3. Nawet, jeśli ja nie otrzymuję odpowiednich dawek, to aktem woli i rozumu, mogę z całą intensywnością karmić współmałżonka.
4. Nawet, jeśli druga strona w małżeństwie nie robi nic, aby miłość małżeńska rozwijała się, odradzała, wzmacniała, jedno z nich może skutecznie działać w kierunku ratowania związku.
5. Na każdym etapie małżeństwa można rozpocząć intensywne odżywianie, nigdy nie jest za późno.
6. W czasie wypowiadania przysięgi małżeńskiej na samym jej początku mówimy: „Ślubuję ci miłość”. Bezwarunkowe i  bezinteresowne zaangażowanie w karmienie naszej miłości, jest podstawowym obowiązkiem małżeńskim.
7. Na końcu przysięgi wypowiadamy słowa: „Tak mi dopomóż Boże w Trójcy Jedyny i wszyscy święci”. To bardzo ważna część ślubowania, ukazująca źródło wsparcia w realizacji treści, szczególnie pierwszej części. Bez Bożego wsparcia nie uda nam się trwać w postawie intensywnego obdarowywania współmałżonka, szczególnie w sytuacjach braku wzajemności. Ale z Jezusem możliwe jest wyjście nawet z najbardziej zagmatwanych sytuacji małżeńskich. Każde małżeństwo jest do uratowania właśnie dzięki Jego obecności.

„Jak możesz okazywać miłość swojemu małżonkowi, jeśli on nie okazuje miłości tobie? Wyłącznie z Bożą pomocą” .

„Tam gdzie nie ma miłości, włóż ją, a otrzymasz miłość. Powodzenie murowane!” .

Co składa się na pełnowartościowy pokarm miłości małżeńskiej? Jak ją karmić?
A. Słowa
• Zapewnienia o miłości
• Komplementy
• Pochwały
• Zachęty
• Łagodne prośby
• Pokorne uwagi
• Mówienie o uczuciach
• Uprzejmość, grzeczność (magiczne słowa: proszę, dziękuję, przepraszam)

W wielu bardzo wartościowych źródłach można przeczytać szerokie rozwinięcie tego, co składa się na tę część pokarmu miłości w małżeństwie, dlatego dosyć skrótowo rozwinę wymienione grupy.
Przypominając sobie dwa pierwsze punkty naszej „Recepty” bardzo często powinniśmy mówić do siebie, że małżeństwo jest dla nas najważniejsza i że my dla siebie najważniejsi. Ale zaraz dalej jest owo zapewnianie się o miłości. Nie wystarczy raz na kilka tygodni, a czasami lat. Musimy to sobie mówić codziennie i to głośno, aby też i dzieci słyszały. Wyznania tak działają, że utwierdzają w przekonaniu słuchającego, ale też mówiącego. Są bardzo ważnym wsparciem poczucia bezpieczeństwa. Jakże często w chwilach niepokoju o stan relacji, o wierność, pada właśnie to pytanie: „Czy ty mnie jeszcze kochasz?”. Słowa te są ważne zarówno dla żon, jak i dla mężów.
Komplementy to miłe słowa o urodzie, o wyglądzie, o walorach drugiej osoby. Takich słów bardziej potrzebują kobiety. Nie wolno nam mężom zapominać, że kobieta przeżywa, odbiera świat w kategoriach estetycznych, chce być piękna, chce się podobać, chce się otaczać pięknem, ale też potrzebuje zauważenia tego piękna. Lubię mówić do panów: niebezpiecznie jest, jeśli nasze żony słyszą komplementy od swoich kolegów z pracy, ale też, kiedy my mówimy komplementy swoim koleżankom, a o żonie zapominamy. A więc panowie codziennie, kilka razy: jaka jesteś piękna, cudowna, jak ślicznie wyglądasz, jaki masz piękny makijaż, jaką masz ładną fryzurę…, mój aniołeczku, kwiatuszku, różyczko, księżniczko. Niezależnie od wieku, nasze żony bardzo tego potrzebują.
A my, mężczyźni raczej nie koniecznie potrzebujemy słów na temat naszej urody, lecz: jaki ty jesteś mądry, pracowity, zaradny, odpowiedzialny, przy tobie czuję się bezpiecznie, na tobie można polegać, na ciebie można liczyć. Nawet, jeśli on taki nie jest, mówmy to zaliczkowo, zachęcając.
Pochwały za wykonaną pracę, za pomoc, za każdy trud to naturalna postawa potwierdzająca ważność osoby, docenienie wysiłku, motywacji. Chyba bardziej potrzebują tej postawy mężczyźni, szczególnie za zrobienie czegoś, co nie koniecznie należy do tzw. męskich prac.
Zachęty, łagodne prośby także są ważnym sposobem motywowania do podjęcia działań. Szorstkie przypominanie, że coś ciągle nie jest zrobione, wywołuje raczej efekt odwrotny.
Nie jest łatwo być delikatnym, kiedy w zachowaniu, postawie małżonka jest coś, co nam nie odpowiada- trudny do zaakceptowania dla kobiet jest np. zapach męskiego potu- ale tylko łagodność w zwracaniu uwagi jest skuteczna. Dobrze jest, zanim się powie o tym przeszkadzającym elemencie, wypowiedzieć kilka pochwał. Zawsze znajdzie się coś, za co można pochwalić.
W czasie rozmów, o których będzie dalej, powinniśmy dużo mówić o swoich uczuciach. Nie ma innego sposobu ukazania sobie wzajemnie swojej „mapy” uczuć, jak mówienie o tym, co się przeżywa, czego się doświadcza, jakie to u nas wywołuje uczucia. Potrzebujemy wygadania się, wypowiedzenia tego, co obciąża wewnętrznie. Pierwszym odbiorcą tych treści musi być współmałżonek. To bardzo wzmacnia i rozwija wzajemne zaufanie. 
Uprzejmość, grzeczność w słowach. Jakże często jesteśmy upominani przez małżonka, że będąc w towarzystwie potrafimy być bardzo grzeczni, uprzejmi, nadskakujący, dżentelmeńscy wobec innych, ale wobec siebie, w domu już prawie zupełnie o tym zapominamy. Cieszę się, że w mojej pracy z młodzieżą miałem okazję usłyszeć takie słowa z ust młodej dziewczyny, która mówiła to przy całej klasie: „mój tata to prawdziwy dżentelmen. Jak on wspaniale traktuje mamę, jaki jest dla niej uprzejmy. Otwiera przed mamą drzwi, zawsze ją pierwszą przepuszcza, podaje płaszcz, torebkę, nigdy nie wsiądzie do samochodu pierwszy, otwiera i zamyka za mamą drzwi od auta”. Tylko w ten sposób nasze dzieci nauczą się jak siebie na wzajem traktować w ich małżeństwach.

„Karteczka z wiadomością: „jesteś najwspanialszym mężem na świecie” w środku pełnego zajęć dnia, doskonale przekazuje uczucia” .
„Słowa potępienia nie zachęcają do zmiany, raczej do rezygnacji. Kiedy zaś skupiamy uwagę na pozytywnych cechach i obdarzamy druga osobę swoją aprobatą, dajemy jej wsparcie i zachętę do dalszego rozwoju .

B. Czyny
• Cierpliwość, życzliwość, delikatność (w postawie)
• Słuchanie z empatią
• Przytulenia
• Pomoc
• Wyręczanie w pracy
• Wspólna praca
• Czas sobie poświęcany
• Spacery
• Wspólne oglądanie TV
• Prezenty

Wszystko jest tu bardzo ważne i chyba bardzo proste. Trzeba tylko tak postępować, trzeba to robić. Zatrzymam się chwilę na prezentach. Sam z mądrej literatury dowiedziałem się, że przecież od zarania dziejów ludzie, chcą pozyskać sobie życzliwość u innych, zaczynali od przesyłania, ofiarowywania prezentów. A więc nie chodzi tu o prezenty z okazji imienin, urodzin, rocznic, lecz bardzo często, niezależnie od stanu naszych relacji. Jest to praktyka, która mocno wpływa na podsycanie ciepła wzajemnego. Jestem przekonany, że bardziej potrzebne jest to naszym żonom, ale bądźmy szczerzy, wszyscy lubimy prezenty. Jednak w przypadku kobiet, właśnie ze względu na znaczenie piękna w ich życiu, jak najczęściej powinny być one przez mężów obdarowywane ładnymi drobiazgami, kwiatami, szczególnie różami, biżuterią. To jest inwestycja w małżeństwo, ale konieczna, najważniejsza.

C. Rytuały
( czynności powtarzane, ważne dla obojga)
• Czułe pożegnania
• Czułe powitania
• Kawa, herbata, rozmowa
• Codzienna wspólna toaleta wieczorna
• Codzienne pisanie do siebie SMS-ów
• Wspólne zakupy
• Modlitwa
• Liturgia

W wielu źródłach można przeczytać, że spośród licznych czynności, zachowań wobec siebie, które przyczyniają się do rozwoju uczuć i relacji, niektóre trzeba wyodrębnić, uznając za nadrzędne. Jak wskazuje nazwa tego podpunktu, są to czynności, które trzeba powtarzać, ale też mają one wyjątkową rangę. Bardzo lubię zadawać małżonkom pytanie: jak w naszej codzienności, w której jesteśmy zapracowani, zabiegani, zmęczeni ukazujemy sobie, że jesteśmy małżeństwem, że ono jest dla nas najważniejsze i my dla siebie. Jakże często brak czasu dla siebie usprawiedliwiamy koniecznością zajmowania się dziećmi. To także nie może być wymówką, bo dla nich najważniejsza jest nasza miłość, której nie możemy zaniedbywać. Życie bardzo szybko przemija, dostrzegamy to wyraźnie, ale też nie brakuje nam rozsądku, aby spostrzec, że składa się ono z chwil, z drobiazgów. Jeśli tego nie robimy, to przestajemy być małżeństwem i na nic się zdadzą wymówki i usprawiedliwienia, że praca, obowiązki, dzieci. Na wiele innych spraw może zabraknąć czasu, ale nigdy na to, o czym mówimy w tym punkcie! Często radzę nawet sobie zanotować na widocznym miejscu w rozkładzie dnia, aby siebie samego rozliczać i kontrolować. Czasami właśnie ta odrobina czułości przy pożegnaniu przed wyjściem do pracy, może stać się najważniejszym źródłem wsparcia na trudy dnia. Czasami odrobina czułości po powrocie z pracy może stać się najskuteczniejszym sposobem rozładowania napięcia po stresujących zajęciach. Jeśli tego nie będzie, życie staje znacznie trudniejsze.
Niezmiernie istotne w naszym rozkładzie codziennych zajęć jest zaplanowanie wspólnego wypicia kawy, herbaty. Po pracy, po obiedzie, bez dzieci, tylko my we dwoje. Dla dzieci jest to także bardzo ważny moment wzmacniania ich poczucia bezpieczeństwa. Nie może być przy tym włączony telewizor, nie może być trzymania gazety. Jest to piękny czas na rozmowę, wysłuchanie, zwierzenie się z doświadczanych uczuć. Musimy wtedy utrzymywać z sobą kontakt wzrokowy, nie przerywać, trzymać za dłoń.
Jakże często w ciągu dnia piszemy SMS-sy do innych osób, z konieczności, w sprawach służbowych. Niech nie zabraknie tych krótkich tekstów do siebie wzajemnie. Właśnie w ten sposób można zapewnić o miłości, pochwalić, wyrazić tęsknotę, uznanie.
Wymieniam wśród rytuałów modlitwę i liturgię, gdyż to także maja być czynności powtarzalne, ale szczegółowe treści z tej płaszczyzny rozwinięte będą w punkcie piątym tego rozdziału.
Nie rzadko małżonkowie mają swoje wypracowane zachowania wzajemne, które oboje bardzo lubią. Na jednym ze spotkań z małżonkami, pytając o takie własne rytuały, usłyszałem od młodego małżeństwa, że mąż zawsze przed zaśnięciem masuje żonie stopy. Obojgu sprawi to dużą przyjemność. Od pewnego czasu naszym nowym rytuałem stało się to, że w każdy piątek wychodzę po żonę do pracy. Wracamy wtedy razem, nie śpiesząc się, rozmawiając, robiąc drobne zakupy. Są to piękne i niepowtarzalne chwile.
Jeszcze raz z całą mocą pragnę zachęcić do takiego myślenia o tych treściach, że na ich wprowadzenie do małżeństwa nigdy nie jest za późno. Jeśli jest źle, może być lepiej, jeśli jest dobrze może być jeszcze lepiej. Ale także jeśli jest bardzo źle, beznadziejnie. Może trudno się przekonać zacząć, szczególnie po największych zranieniach, ale nawet, jeśli tylko jeden z małżonków zacznie tak postępować wobec drugiego, „bombardować” go konkretnymi czynami miłości, dokładnie wyżej wymienionymi, to pozytywny efekt będzie zawsze. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość, zrezygnować z własnych oczekiwać- a jest to bardzo trudne- i gorliwie prosić Boga o wsparcie, pamiętając, że małżeństwo to także przymierze ze Stwórcą. On zawsze jest wierny swoim zobowiązaniom wobec nas i nigdy się nie wycofuje.

„Jeśli to wszystko będziemy robić, szybko zauważymy, że „nasza miłość stanie się bardziej ekscytująca, niż najbardziej euforyczne zakochanie” .

4. Świętość łoża małżeńskiegoDSC05002
     (instrukcja obsługi łoża)

A. Posiadanie łoża- trzeba je mieć. Najważniejszy mebel w małżeństwie.
B. Spanie razem.
C. Chodzenie spać razem, o jednej godzinie.
D. Modlitwa małżeńska.
E. „Ekologia”  łoża.

 Jeżeli za punkt wyjścia do zredagowania naszej recepty na szczęśliwe małżeństwo obraliśmy fragment z „Litu do Hebrajczyków”: „We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg” (Hbr 13,4), to nie wolno nam ominąć wyrażenia: „…i łoże nieskalane”.
W wielu kompetentnych źródłach możemy przeczytać dużo dobrych treści z dziedziny świętości łoża, wartości, wpływu na jakość małżeństwa. Treści ukazane z mojej „Instrukcji” są w części przypomnieniem tego, co najważniejsze, ale też odzwierciedlają praktykę, doświadczenie rozmów z wieloma małżonkami. Bardzo się cieszę, że mając możliwość uczestniczenia w różnych spotkaniach małżeństw, rozmawiając o tych zagadnieniach, docierały do moich uszu informacje, które, w połączeniu z tekstem biblijnym, pozwoliły na takie ujęcie zagadnienia.
  Już dzisiaj z całą pewnością wiem, że małżeństwie seks nie jest najważniejszy, ale jest ważny, dlatego nie wolno pomijać tego zagadnienia. Wiem także, że biblijne wyrażenie: „…gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg” uczciwie przestrzega przed konsekwencjami, nade wszystko odczuwanymi już tu w doczesności. Jeżeli lekceważąc zawołanie, że małżeństwo ma być we czci pod każdym względem, zapomnimy, iż owa cześć należna małżeństwu realizuje się także przez świętość łoża, bardzo szybko nastąpi upadek, profanacja związku. Jest to tak delikatna sfera, że bardzo łatwo może dojść do zabrudzenia, zniszczenia piękna, podeptania wartości. A wówczas, jak podają specjaliści, trwałość małżeństwa zagrożona jest w najwyższym stopniu.  Co więc zrobić, żeby nie zbezcześcić łoża małżeńskiego, nie doprowadzić do ruiny całego związku? Najpierw trzeba znać ową instrukcję i zgodnie z nią postępować.

A. Posiadanie łoża
Nie boję się powiedzieć, że to właśnie małżeńskie łoże jest najważniejszym meblem w rodzinie chrześcijańskiej. Często słyszę w tym momencie sprzeciw i stwierdzenie, że stół jest najważniejszy. Doprecyzujmy: najważniejszym meblem dla małżeństwa jest łoże, ale ponieważ to małżeństwo jest fundamentem rodziny, więc staje się ono najważniejsze dla całej rodziny. Nie lekceważę wartości stołu z punktu widzenia budowania jakości rodziny. Ale najpierw jest fundament, a dopiero potem budowla. Lubię zachęcać młodych małżonków, albo narzeczonych, w czasie kursów przedmałżeńskich, aby w planowaniu wydatków, w urządzaniu mieszkania wzięli pod uwagę, że to właśnie ten mebel jest najważniejszy, rodzino twórczy, również w dosłownym znaczeniu tego słowa. Ważnym wyposażeniem łoża ma być jedna, duża kołdra. Poduszki mogą być dwie. Nie ma dziś problemu z kupnem i dużego łoża- na początku może być sam materac- i odpowiedniej kołdry.

           B.    Spanie razem
To wcale nie jest takie oczywiste. Jakże często już we wczesnych latach związku małżonkowie śpią oddzielnie. Często zakłóceniem tej zasady jest telewizja, komputer, wieczorne zajęcia. Niby dla wygody małżonkowie rozdzielają się, pozostają w różnych pomieszczeniach i staję się to normą na wiele lat. Na jednych z rekolekcji spotkaliśmy „rekordzistów”- 15 lat już razem nie spali. Od tych rekolekcji zaczęli znowu. Ważność tej zasady szerzej wyjaśniam w mojej książce: „Małżeństwo tajemnica wielka”. Chodzi głównie o trwanie jako „jedno ciało” duchowo i fizycznie, o nie opuszczanie siebie, nawet na niewielkie odległości w czasie snu, o danie sobie możliwości przytulenia się, odczucia bliskości, fizycznego wsparcia.
Nie mogą tego zakłócać nam dzieci. Owszem, tuż po narodzinach jest to wygodna, praktyczne, ale w miarę dorastania dziecko musi powrócić do swojego łóżeczka, do swojego pokoju. Spanie małżonków razem jest bardzo ważne także z punktu widzenia dobra dzieci. Dla nich powietrzem i glebą jest  jakość naszych małżeńskich relacji, ciepło między nami, a nie ciepło między rodzicem a dzieckiem.

C.    Chodzenie spać o jednej godzinie.
Bardzo często słyszę, że jest to wręcz nie możliwe. Tu znowu pytanie: co jest najważniejsze w naszym życiu? Jeżeli jakieś sytuacje, ważne, często bardzo ważne, przeszkadzają nam we włożenie wysiłku w kompromis, poświęceniu się i zrezygnowaniu z wieczornych zająć, to małżeństwo zacznie przegrywać. Bardzo często słyszę smutne słowa: „proszę pana, to jest moje największe marzenie, abyśmy zasypiali razem, wtuleni w swoje ramiona”. A co przeszkadza? Znowu komputer, dokumenty z pracy, gazety, transmisje, seriale. Chodzenie spać o jednej godzinie, poprzedzone wspólną toaletą, wspólną modlitwą, to z jednej strony płaszczyzna, poligon kompromisów, gotowości do poświęcenia się dla małżonka, dla małżeństwa, ale z drugiej bardzo ważny ludzki element bycia ze sobą razem, we dwoje. Specjaliści z tej dziedziny potwierdzają, że zaniedbywanie tego elementu bardzo szybko doprowadzi do kryzysu i rozpadu. Odradzają również, z całą stanowczością, ustawiania w sypialni telewizora.

D. Modlitwa małżeńska
Rozwinięcie tej płaszczyzny znajduje się w kolejnym punkcie, ale połączenie wspólnej modlitwy małżonków z instrukcją obsługi łoża jest konieczne. To wszystko, co pojawiło się wyżej, mocno łączy się z wymienioną praktyką. Będąc już po toalecie wieczornej, w swojej sypialni, przed położeniem się spać powinniśmy się wspólnie pomodlić. Kiedy pytam małżonków, co najbardziej przeszkadza  w realizacji wspólnej modlitwy, wówczas pojawiają się właśnie te przyczyny: nie śpimy razem, chodzimy spać o różnych godzinach. Zaniedbując te zasady i lekceważąc wspólną modlitwę bardzo mocno narażamy nasz związek na zniszczenie, na profanację.

E. „Ekologia” łoża.
Uf, z wielkim trudem podejmuję ten temat. Na spotkaniach z małżonkami, nawet, jeśli odbywa się ono w kościele, często używam takiego wyrażenie: „antykoncepcja, to rura z brudnymi, śmierdzącymi ściekami, które wprowadzamy do pięknego, świętego łoża małżeńskiego”. Niekiedy widzę, jak jakaś kobieta w tym momencie wychodzi ze świątyni. To może lepiej tego nie mówić? Nie zniechęcać, nie ranić uczuć wielu małżonków? Nie wolno, za duża odpowiedzialność. Kiedy mówię o tych zagadnieniach, często proponuję przyciszenie emocji- to właśnie one popychają do drzwi- a pogłośnienie rozumu. I na tej płaszczyźnie, racjonalnej, musimy usłyszeć argumenty np. takie, że małżeństwa, które swoją sferę intymną realizują w oparciu o antykoncepcję w najwyższym stopniu narażają swój związek na rozpad. Takie małżeństwa rozpadają się w wymiarze 1 na 2, co drugie! Za duże ryzyko, a mówimy tylko o tej płaszczyźnie relacji małżeńskich. Jest też i inny argument: sprowadzenie osoby do płaszczyzny przedmiotu. Tak, to właśnie antykoncepcja, zabezpieczenie się, ma pozwolić mężczyźnie, aby mógł korzystać z ciała kobiety, kiedy tylko będzie miął na to ochotę. Takie postawienie sprawy: mężczyzna- korzystający z ciała kobiety, nie jest przypadkowe, lecz mocno potwierdzone prawdami o zróżnicowaniu natur. W przypadku mężczyzny nie wiele jest czynników zmniejszających jego aktywność seksualną. A jego żona, ma w związku z tym być na zawołanie, być gotową spełniać oczekiwania męża. Jest też i jeszcze jedna prawda o antykoncepcji. Jest ona przedsionkiem piekła. Nauka Kościoła, wyrażona w dokumentach Papieży i w Katechizmie  jest jednoznaczna: antykoncepcja jest grzechem. Dlaczego używam określenia:  „przedsionek piekła”? Nie z chęci straszenia, lecz z głębokiej troski. Łamiemy zasady moralne, grzeszymy, ale najbardziej niebezpieczne jest coś innego: często robiąc to, nie spowiadamy się z używania antykoncepcji i przystępujemy do Komunii. To bardzo niebezpieczne świętokradztwo. Ale jeszcze jeden szczegół. Jakże często rozbudza się, w przypadku tego wykroczenia, uczucie i  postawa zatwardziałości: „Co mi tam Kościół będzie zaglądał do łóżka! Jest wierzący, ale to jest moja spraw”. Bardzo dużo miejsc w Biblii pokazuje, jak niebezpieczna jest taka postaw, jak straszne skutki pociąga za sobą i nie chodzi tu zemstę ze strony Boga, ale o lawinę następstw, która uderzają w taką osobę i dziesiątki osób z nią związanych.
Natomiast metody Naturalnego Planowania Rodziny są naprawdę optymalne, piękne, najbardziej ekologiczne. Pozwalają utrzymywać poczucie związku osób, a nie tylko ciał, dają okazję do małej ofiary, ponoszonej za siebie wzajemnie, utrzymują seks w małżeństwie w ciągłej świeżości, ale pozwalają żyć małżonkom w niezakłóconych relacjach ze Stwórcą.
Bardzo gorąco zachęcam w tym miejscu do korzystania z wartościowych treści, których niemało jest także w Internecie. Podaję bardzo ciekawe strony:
www.szansaspotkania.pl
Piękne treści na temat aktu małżeńskiego!
www.lmm.pl
Liga małżeństwo małżeństwu. Bardzo dużo wartościowych treści.
www.ctlife.com.pl
Strony programu komputerowego do automatycznej interpretacji cyklów w kierunku poczęcie dziecka lub odłożenia poczęcia wg wszystkich reguł ze wszystkich metod NPR.
 Nie chcę jeszcze kończyć tego punktu. Jak wspomniałem, jest dużo dobrej literatury z tej dziedziny, ale chcę w moim opracowaniu umieścić jeszcze te treści, które staja się bardzo ważne. Kiedy już rozumiemy, że warto odrzucić antykoncepcję, przypominają się nam słowa św. Pawła:
 „Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona” (1 Kor 7,3-4).
 „Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby – wskutek niewstrzemięźliwości waszej – nie kusił was szatan. To, co mówię, pochodzi z wyrozumiałości, a nie z nakazu” ( 1 Kor 7, 5-6)
Szersza interpretacja również i tych tekstów znajduje się we wspomnianej już moje książce: „Małżeństwo tajemnica wielka”. Piękna jest tu głęboka troska Apostoła o jakość małżeństwa, wyrażona w słowach: „Nie unikajcie jedno drugiego”. Często powtarzam, że nie po zawarliśmy małżeństwo, aby żyć w celibacie. Seks w małżeństwie, które chce się rozwijać zgodnie z planem Stwórcy, zajmuje ważne miejsce, jest istotnym sposobem utrwalania i okazywania miłości. Nie najważniejszym, jeszcze raz to podkreślam, ale ważnym. Przedstawiam więc jedne z najistotniejszych zasad, które nie powinny nam umknąć:
• Gra wstępna rozpoczyna się kilkanaście godzin przed pójściem do łóżka. Szczególnie mocno powinni o tym pamiętać mężowie. To nasza postaw: grzeczność, delikatność, czułe pieszczoty,  dżentelmeńskość, estetyczny wygląd, zapach (czyste ciało), kwiatek, komplement, wyznanie miłości, pomoc w pracy rozpoczynają w żonie ukierunkowanie na seks. Nie samo przytulenie się kilkanaście lub kilka minut przed pójściem do sypialni.
• Natura kobiety różni się od naszej, męskiej i tym, że jeśli nasze żony są chore, doświadczają niepowodzeń w pracy, przeżywają chorobę dziecka, rodzica to ostatnią rzeczą, o jakiej myślą jest seks.
• Jedną z najważniejszych postaw w relacjach intymnych jest delikatność.
• Zaniedbywanie podstawowych zasad higieny osobistej przez męża bardzo przeszkadza żonie w odczuciu przyjemności i jest niebezpieczne ze względu na wielką wrażliwość jej miejsc intymnych.
• Naprawdę niewiele kobiet lubi nieogolonego mężczyznę.
• Żona także powinna często przejmować inicjatywę, zachęcać, prowokować męża do współżycia, nie powinna udawać trudną do zdobycia. Powinna otwarcie, ale z dużą delikatnością, mówić mężowi o swoich odczuciach, potrzebach, o tym, co on robi źle, czego powinien unikać, co nie sprawi jej przyjemności, co przeszkadza.
Nie można nie wspomnieć o trudnym okresie wchodzenia w lata wieku średniego. Nie przesadzajmy z mówieniem o kryzysie tego czasu, o konieczności udowadniania sobie, że jest się młodym, silnym, sprawnym. Jeżeli małżonkowie od początku swojego związku, albo od momentu, kiedy zaczną to świadomie robić, nie będą zaniedbywać sfery intymnej, rozwijać ją, patrzeć na nią w perspektywie całego małżeństwa, budowanego na wszystkich przedstawionych tu zasadach (myślę o całej treści, nie tylko o punkcie 4 tego rozdziału), jeżeli będą starać się być dla siebie atrakcyjni, nadskakujący, czuli, traktujący się z wielkim szacunkiem, wówczas nie ma zagrożenia oziębłością, wchodzenia w bliższe relacje z innymi osobami płci przeciwnej.

5. Fundament duchowyDSC05026
A. Modlitwa małżeńska
B. Wspólny udział w Eucharystii
C. Noszenie obrączki
D. Świętowanie każdej rocznicy ślubu-odnawianie przymierza
E. Nieustanna modlitwa za współmałżonka
F. Wspólny udział w rekolekcjach
„Głównym celem małżeństwa nie jest seks albo szczęście. Nie jest nim nawet miłość. Najważniejszym celem małżeństwa jest to, by mąż i żona pomagali sobie nawzajem osiągnąć to, co Bóg przewidział dla każdego z nich” .
Wymienione wyżej praktyki, „kamienie” fundamentu duchowego w dużym stopniu wpływają na osiągnięcie celu ukazanego w cytacie. Zawierając małżeństwo sakramentalne nie wolno nie zadawać pytania: dlaczego właśnie taki związek, zawarty w kościele, pobłogosławiony przez kapłana? Od razu dopowiadam, że jest to najlepszy sposób przeżycia życia we dwoje. Mamy prawo do różnych wyborów, ale miejmy świadomość, co zyskujemy, albo co tracimy. Lubię mówić do młodzieży w ten sposób: czym różnie się człowiek wierzący od niewierzącego? Ja osobiście szanuje niewierzących, ale też bardzo im współczuje. W różnych sytuacjach życiowych, szczególnie tych najtrudniejszych, człowiek wierzący ma się na kim oprzeć, kiedy zwodzą wszelkie ludzkie możliwości jest jeszcze Pan Bóg, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Niewierzący nie ma takiego źródła nadziei. Potrafię podać ogromną ilość przykładów, jak właśnie w tych najtrudniejszych sytuacjach Boże wsparcie ukazywało drogę wyjścia, pojawiła się ratunek. Potrafię też wskazać przykłady, kiedy ludzie rezygnujący z działania Boga, załamywali się, wpadali w rozpacz.
 W życiu małżeńskim obecność Chrystusa jest wielkim przywilejem. Kiedy prowadzę rekolekcje lub sesje małżeńskie, zawsze mam ze sobą ikonę Świętej Rodziny. Jest to znane przedstawienie Maryi, Józefa i małego Jezusa, szczególnie czczone przez „Domowy Kościół”. I wówczas zapraszam do spojrzenia na ukazaną ikonę i uświadomienia sobie, że jest ona też piękną ikoną sakramentu małżeństwa, którego istotą  jest bycie we troje. Do kościoła wchodzi dwoje- narzeczona i narzeczony, ale wychodzi troje: żona, mąż i Jezus! To jest wspaniała jedność trojga, będąca jednocześnie najdoskonalszą ikoną Trójcy Przenajświętszej. Zaproszenie Jezusa, dokonujące się z woli małżonków, rozpoczyna drogę do wieczności, na której nie może być przegranej. Oczywiście pod warunkiem, że małżonkowie o obecności Jezusa będą pamiętać i intensywnie z niej korzystać. Jeszcze raz przypomnijmy, że wypowiadając słowa przysięgi małżeńskiej, mówimy na końcu: „tak nam dopomóż Boże w Trójcy Jedyny”. Zawiera się tu szczególne przymierze między małżonkami i Bogiem, w którym jednego możemy być niezachwianie pewni: Bóg jest Wierny! To my słabniemy w tej wierności i wówczas zaczynają się problemy.
Bardzo lubię, wpatrując się w przywoływaną ikonę, przypominać, że Jezus jest bardzo delikatny, taktowny, uprzejmy, dobrze wychowany. Jest taki  w stopniu najwyższym. Nic nie chce zrobić bez naszego przyzwolenia, bez zaproszenia. Bardzo szanuje naszą wolność. Po wyjściu z kościoła ciągle z nami jest i będzie, ale po wejściu do naszego mieszkania zajmuje najdalszy kątek, cichutko siada i prosi, abyśmy nie zwracali na Niego uwagi. Zapewnia, że nie będzie nam przeszkadzał. Jest, bo Go zaprosiliśmy, bo to jest istota sakramentu małżeństwa, ale w najmniejszym stopniu nie chce się nam narzucać. Naprawdę, wielka delikatność i taktowność. I spójrzmy, że my tak tę obecność traktujemy. Bardzo szybko zapominamy o przykazaniach, o czystości małżeńskiej, o praktykach, o religijnym wychowaniu dzieci. Robimy różne niedobre rzeczy z naszym małżeństwem, ale Jezus nie interweniuje, szanuje nasze wybory. Czasami, kiedy jest bardzo źle, zaczynamy prosić, przypominamy sobie o Jego obecności. Szkoda marnować szansy, niepotrzebnie komplikować sobie życie.
Jeszcze jedna bardzo ważna prawda. Obok nas, w naszym związku jest też od początku przeciwnik, diabeł. On nie jest delikatny i taktowny. Jest agresywny i napastliwy. Taka jest jego natura, chce niszczyć, szkodzić, rozbijać jedność małżonków. Nie zapominajmy, że od początku historii zbawienia szatan, chcąc zniszczyć ludzkość, niszczy jedność małżeńską (por. Rdz 3). Nie zapominajmy też, że bez wsparcia Jezusa, zawsze będzie zwycięstwo złego.
Wymienione wyżej praktyki są:
1. Naturalną konsekwencją trwania w związku sakramentalnym.
2. Najlepszym sposobem korzystania z wielkiego przywileju, jakim jest stała obecność Jezusa pośród małżonków.
3. Najlepszym sposobem chronienia się przed bardzo niebezpiecznymi działaniami diabła.
4. Najlepszym wsparciem w realizacji treści przysięgi małżeńskiej.
5. Nieodzownym wsparciem w realizacji wszystkich zasad, warunkujących szczęście w małżeństwie.
6. Najważniejszym źródłem pomocy w chwilach trudności i kryzysów.
Przy omówieniu elementów fundamentu duchowego także przyjmuję formę syntetycznego wyjaśnienia najważniejszych treści.
A. Modlitwa małżeńska.
Wymieniam tę praktykę jako pierwszą, gdyż jest (powinna być) wykonywana codziennie. Eucharystia najczęściej raz w tygodniu. Chodzi o codzienną, wspólną, głośną modlitwę małżonków, bez dzieci. Nie jest ważne, co się na nią składa, czy jest to dziesiątka Różańca, czy Litania, fragment Biblii, czy krótki pacierz. Najważniejsze, aby małżonkowie codziennie stawali razem przed Bogiem i przypominali sobie, że są związkiem sakramentalnym, i korzystali z łask tego sakramentu. Jakże wielu małżonków zaniedbuje tę praktykę właśnie z powodu chodzenia spać o różnych godzinach, czy nie sapania razem, przez wstyd, lenistwo, albo przez zwykłe, ale niebezpieczne zaniedbanie. Ta praktyka, obok Eucharystii, w najwyższym stopniu wpływa na trwałość związku. Nieco dalej będzie potwierdzenie.
G. Wspólny udział w Eucharystii.
Tu znowu mocno musi wybrzmieć, że chodzi o ten wymiar jedności: chodzimy na niedzielną mszę razem, na jedną godzinę, siadamy obok siebie, podajemy sobie dłonie na znak pokoju i razem podchodzimy do Komunii. Dlaczego jest to takie ważne? Bo łaska sakramentu małżeństwa najmocniej „uaktywnia się” przez wspólny udział w Eucharystii. Znakiem widzialnym, warunkującym docieranie łaski niewidzialnej, jest owa bliskość małżonków. Chodzą na mszę i nabożeństwa w pojedynkę przed Bogiem jesteśmy singlami. Na ceremonię zawarcia małżeństwa przyszliśmy razem, siedzieliśmy całą mszę obok siebie, a już w kolejne niedziele osobno, wracając do stanu sprzed zawarcia małżeństwa. Dziwne i smutne. Nie zadziała łaska sakramentu małżeństwa, dająca wsparcie na kolejny tydzień, bez wspólnego przebywania na uczcie z Jezusem. To jest przecież istota małżeństwa- razem, we dwoje z Jezusem. W czasie mszy dokonuje się to najmocniej! W tym wspólnym przeżywaniu liturgii niedzielnej bardzo ważnym momentem jest znak pokoju. To właśnie wówczas, podając sobie dłonie, dajemy szansę Bogu, aby zadziałał łaską pojednania, wzmocnienia. Nie robiąc tego, marnujemy okazję, marnotrawimy dar, lekceważymy przywilej. Oczywiście przedstawiona zasada powinna przenosić się na wszelkie praktyki: udział w nabożeństwach, rekolekcjach, pielgrzymkach, spotkaniach grup modlitewnych.
Niekiedy słyszę, że takie moje podejście do tych praktyk jest bardzo fundamentalistyczne. A ja wtedy pytam: jeśli więc jesteśmy małżeństwem sakramentalnym, a tego nie robimy, to w jaki sposób potwierdzamy sakramentalność naszego związku? Nie można żyć w zakłamaniu. Jesteśmy wówczas małżeństwem wierzącym niepraktykującym. Jako pojedyncze osoby jesteśmy wierzący praktykujący, ale jako małżeństwo nie! W tym miejscu jeszcze chcę wyjaśnić, że jest też prawdą, że w dniu zawarcia małżeństwa rozpoczyna się rozwój duchowy tej nowej wspólnoty „jednego ciała”, charakteryzujący się tym, że trzeba go realizować razem. Rozwój duchowy jednego z małżonków nie jest rozwojem małżeństwa, często jest dla niego zagrożeniem. Od dnia ślubu nie moje relacje Jezusem są najważniejsze, lecz nasze relacje, jako małżeństwa.
A teraz konkretne potwierdzenia naukowe ważności tych praktyk:
Amerykańska socjolog Mercedes Arzur Wilson przeprowadziła badania na temat trwałości różnych związków małżeńskich. Oto wiele mówiące wyniki:
 związek tylko cywilny- rozchodzi się jedna para na dwie -50%,  
 po ślubie kościelnym, bez praktyk religijnych – jedna para na trzy zawarte – 33%,
 po ślubie kościelnym i przy coniedzielnym wspólnym udziale w Mszy św. – jedna para na pięćdziesiąt – 2%,
 po ślubie kościelnym, przy coniedzielnym wspólnym udziale w Mszy św. i przy codziennej wspólnej modlitwie małżonków –rozpada się jedna para na 1429 par, w więc zaledwie 0,07%, czyli 0,7 promila(!) .
H. Noszenie obrączki
Tu już tylko chcę przypomnieć, że obrączka jest przedmiotem poświęconym, a jej noszenie na palcu jest znakiem łaski, jest ochroną, symbolem przynależności do innej osoby, a z nią do Boga. Zdejmując obrączkę narażamy nasze małżeństwo na wielkie niebezpieczeństwo, ale też dokonujemy pewnej nieuczciwości wobec wymienionych osób.

I. Świętowanie każdej rocznicy ślubu
Namawiam gorąco, aby to właśnie ten jubileusz był najważniejszym świętem w rodzinie chrześcijańskiej. Zawiera on w sobie element odnawiania przymierza z sobą i z Bogiem. Jest to nam bardzo potrzebne, aby wzmocnić związek, ustawiać na najważniejszym fundamencie. W Piśmie Świętym czytamy często, jak Bóg zaprasza do odnowienia przymierza. Przypomina nam, że Jego opieka nad nami jest bezgraniczna i bezwarunkowa, zachęca, abyśmy jak najprędzej usuwali mury, które nas od Niego oddzielają, a które wznosimy przez grzech, przez odwracanie się od przykazań. Zamawiajmy w tym dniu mszę, dziękujemy za miniony rok i prośmy o wsparcie na kolejny.

J. Nieustanna modlitwa za współmałżonka
Lubię powtarzać, że to ja jestem odpowiedzialny za zbawienie mojej żony, ona za moje. Ja jestem dla niej zapleczem modlitewnym, ona dla mnie. Jest to naturalna konsekwencja bycia „jednym ciałem” duchowym. Idziemy do Jezusa razem, ale często rozdzielnie obowiązkami, doświadczeniami, wyjazdami. Nawet największa odległość nie zwalnia mnie z obowiązku troski o stan duchowy mojej żony. Ale też w ten sposób pięknie wspieramy się w trudach małżeńskich, rodzicielskich i zawodowych. Czasami słyszę dużo narzekania na męża, na żonę. Może usłyszmy prawdę: takiego masz małżonka, jak go obmadlasz. Jeśli coś ci nie pasuje w jej/jego zachowaniu, to najpierw się módl, aby się to zmieniło. Bardzo też chcę prosić Dobrego Ojca, aby moja żona była dobra matką dla naszych dzieci, aby miała cierpliwości do nich, aby starczyło jej sił i zdrowia. Bardzo też i ja potrzebuję wsparcia w postaci modlitwy i jestem przeszczęśliwy, że mogę na nie liczyć ze strony mojej żony.

F. Wspólny udział w rekolekcjach
Od pewnego czasu dodaję jeszcze tę praktykę. W ostatnim okresie bardzo nasiliły się różne czynniki zagrażające jedności i trwałości małżeństw. Staje się wręcz konieczne, aby dawać sobie możliwość dodatkowego wzmocnienia, spotkania się małżonkami podobnie myślącymi, utwierdzania w przekonaniu, że mimo problemów, które wszyscy mamy, warto trwać w wierności przysiędze. Możliwości obecnie nie brakuje. Zarówno latem jak i w ciągu roku, jest dużo różnych rekolekcji, sesji małżeńskich, dnie skupienia. Ustawienie priorytetów, zrozumienie, że w małżeństwo trzeba inwestować i że jest to najważniejsza inwestycja, ułatwia pokonywanie piętrzących się przeszkód. Na inne wyjazdy może nie być czasu i środków, ale na małżeństwie nie można oszczędzać.

Na koniec tego rozdziału chcę gorąco zaapelować, że nawet jeśli się ze mną nie zgadzasz, a masz jakieś problemy w małżeństwie, zaryzykuj, przełam się i podejmij wysiłek, zastosuj ukazaną receptę, daj szansę sobie i waszemu małżeństwu. Zrób wszystko, co jest możliwe. Walczysz o największą wartość. Schowaj swoją dumę i swój honor. Nie dopuść do tego, abyś o nadrzędnej wartość małżeństwa przekonał się, jak je przegrasz. W jakiejkolwiek innej dziedzinie możesz sobie ewentualnie pozwolić na unoszenie się ambicją, ale nie w tej.

Cała Biblia mówi o małżeństwie

21 Wrzesień 2009 | Dodaj komentarz »

Biblia jest natchnioną Księgą o Bogu i o człowieku. Ale nie o człowieku jako pojedynczej istocie, lecz żyjącym w bardzo konkretnej wspólnocie. W Księdze mądrości czytamy: „Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (Mdr 13,5). Uwieńczeniem i zakończeniem dzieła stworzenia, zgodnie ze słowami: „ Stworzył…mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27), a jednocześnie najpiękniejszym jego elementem jest nierozerwalny związek mężczyzny i kobiety, jest małżeństwo. Człowiek na obraz i podobieństwo Boże może w pełni zaistnieć tylko w relacji do drugiego człowieka. Przede wszystkim w tej relacji bardzo jasno określonej- męża i żony. Wówczas objawia się przed pojedynczą osobą i przed całą ludzkością pełnia prawdy o Stwórcy. „Kimże jest On? – dopowiada Jan Paweł II- Niewypowiedziany. Samoistne Istnienie. Stwórca wszystkiego. Zarazem Komunia Osób.  W tej komunii wzajemne obdarowywanie pełnią prawdy, dobra i piękna. Nade wszystko jednak – Niewypowiedziany. A przecież powiedział nam o Sobie”[1].  Wydaje się, że wszystko powiedział głównie przez małżeństwo.

Objawienie się Jezusa w Kanie Galilejskiej było objawieniem Mesjańskiej misji, zbawczej woli Ojca. Jezus przyszedł na świat dla zbawienia ludzi. Zawsze przychodzi, On pierwszy wychodzi z inicjatywą. Nawet jeżeli to do Niego przynoszono potrzebujących, to On pierwszy był przychodzącym. Nie było by możliwe przychodzenie do Jezusa, gdyby On pierwszy nie przyszedł do danej okolicy, miejscowości, gdyby nie przyszedł do swoich: „Przyszło (Słowo) do swojej własności”(J 1, 11). Jeżeli słyszymy słowa: „Przyjdźcie do mnie wszyscy…”, to jest to przede wszystkim Jego przyjście, z którego mamy skorzystać. Jezus przybywa na wesele do Kany, aby rozpocząć swoją publiczną działalność, aby zacząć wypełniać misję dawania się światu, przychodzenia, oddania życia. Ale następuje to w bardzo konkretnych okolicznościach. Przychodząc do ludzi, przychodzi do nowożeńców. Można powiedzieć, że wszelkie przychodzenie Jezusa do świata, do ludzi rozpoczyna się i dokonuje przez przyjście do małżeństwa. Wszelkie łaski, jakie ludzie otrzymują od Boga, otrzymują przede wszystkim przez małżeństwo. W Bożym planie zbawienia nic nie dzieje się przypadkowo i tak jest z Obecnością Jezusa w Kanie. Tu dokonuje się pierwszy cud, potwierdzający, że maż i żona są szczególnie uprzywilejowani Jego obecnością i zbawczą mocą. Pośredniczką cudu jest Matka Zbawiciela. On przychodząc daje obecność, Ona pomaga w skorzystaniu z tej obecności. W odniesieniu do Maryi dostrzegamy bardzo podobną prawdę: chcąc pomóc światu, pomaga przed wszystkim małżonkom. Jej pośrednictwo w odkupieniu rozpoczyna się od konkretnego wsparcia dla małżonków.

Szatan chcąc zniszczyć człowieka doprowadził do zniszczenia jedności małżeńskiej. Jezus rozpoczynając misję ratowania świata, rozpoczyna od ratowania małżeństwa.

„Sadzę- pisze G. Thibon- że jednym z najsubtelniejszych podstępów diabła jest próba wmówienia ludziom, że porządek jest śmiercią, a nieporządek życiem”[2]. Pismo Święte ukazuje bardzo uporządkowane prawdy. Bardzo trafnie  brzmią słowa francuskiego filozofa w czasach, kiedy właśnie nieporządek, lekceważenie Dekalogu i Ewangelii ukazuje się jako wolność, szczęście, życie, a wierność Bogu jako zniewolenie.

[1] Jana Paweł II, “Tryptyk Rzymski”, Kraków 2003, s. 21.

[2] G. Thibon, “Co Bóg złączył”, Poznań 2002, s. 125.

Główne teksty biblijne

21 Wrzesień 2009 | Dodaj komentarz »

Ponieważ na ten temat dużo treści można znaleźć w wielu źródłach, również moich książkach, w naszym opracowaniu ukazuję tylko najważniejsze, z uzupełnieniem o te zagadnienia, których nie poruszałem wcześniej.

1.     Powołanie do miłości

„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” ( Rdz 1, 27-28)

Najpierw chcemy się ucieszyć, że jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boże. To fascynująca prawda pozwalająca łagodzić wiele napięć spowodowanych odczuciem niedosytu, zawiedzionych oczekiwań ze strony współmałżonka, dziecka i wszystkich osób, które staja na naszej drodze. Wszyscy oni są obrazem Boga! Dobry Ojciec zna je doskonale, wie o ich (i moich także) wadach, niedoskonałościach i kocha ich takimi, jacy są. A oni rzeczywiście są Jego odbiciem. Nie wolno nam samolubnie obrażać się, odwracać, narzekać mając tak wielki dar obok siebie, jakim są inne osoby. Ale owo podobieństwo do Boga to także największe zadanie, jakie staje przed nami tu na ziemi, a więc pierwsze i najważniejsze powołanie każdego człowieka! Św. Jan Apostoł i Ewangelista  z genialnym wyczuciem definiuje Stwórcę: „Bóg jest miłością” (1J 4, 8.16). A ponieważ jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, wiec: Ja jestem miłością, jest nią mój współmałżonek, moje dzieci, sąsiedzi, politycy! Czyż to nie fascynująca i porywająca prawda?  Wszyscy wokół mnie, wszyscy ludzie na świecie, będący odbiciem Boga, są miłością . A tyle wokół nas zła? Tak, jesteśmy stworzeni do miłości, powołani do niej. Nosimy w sobie najbardziej naturalny kod genetyczny, w pełni uzdalniający nas do życia miłością, do realizacji jej we wszelkich relacjach, jednak skażenie grzechem pierworodnym bardzo utrudnia nam wywiązywanie się z tego zadania.

Bóg nie pozostawił nas bezradnymi i skazanymi na niepowodzenie. Na drodze życia znajduje się wiele niewyczerpanych źródeł, z których stale możemy korzystać.

Realizacja

Jak w relacjach rodzinnych i wobec wszystkich osób, wypełniać nasze podstawowe powołanie? Tu przychodzą nam z pomocą bardzo konkretne słowa z Ksiąg Natchnionych:

„Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” ( Ga 5,22-23).

Słowa te są bardzo czytelne, jasne i konkretne. Dzięki nim rozumiemy, że im więcej mamy wobec innych łagodności, opanowania, cierpliwości, dobroci, radości, tym bardziej staję się ikoną Stwórcy w swoim środowisku, a więc skuteczniej  realizuję moje główne powołanie.

Bardzo pomocnym w odkryciu naszego powołania do miłości, w realizacji tego największego zadania, jakie Bóg przed nami stawia, jest wspomniany „Hymn o miłości”. Oto jego zasadnicza treść:

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.

Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice,

i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.

I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości,

nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;

nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem,

nie pamięta złego;

nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.

Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.

Miłość nigdy nie ustaje” ( 1 Kor 13, 1-8).

Ten piękny tekst jest doskonałym podręcznikiem, drogowskazem i programem realizacji naszego najważniejszego powołania.

Przyglądając się poszczególnym wersetom dowiadujemy się, że można poprawnie, pięknie, wręcz wspaniale i bardzo przekonywująco przemawiać, wzbudzając w słuchaczach podziw, może nawet pociągając za sobą tłumy. Można tak mówić także nauczając treści najważniejszych, a więc głosić prawdy Boże, jednocześnie nie mając w sobie miłości. Wówczas jest się zupełnie pustym, bezużytecznie hałaśliwym, godnym pogardy.

W dalszej części dowiadujemy się, że można być wręcz gruntownie wykształconym, szczycącym się posiadaniem wiedzy na najwyższym poziomie i także nie ma to w Bożej ekonomii, większej wartości, jeśli nie jest motywowane miłością. Ale najbardziej szokujące jest stwierdzenie, że możliwe jest osiągnięcie wiary, umożliwiającej czynienie wręcz niepojętych rzeczy – przenoszenie gór, a której może towarzyszyć zupełny brak miłości. Jeśli św. Paweł tak pisze, to takie paradoksy są możliwe!

Ten wspaniały tekst w dalszej części bardzo ukonkretnia miłość, która jest prawdziwą motywacją wiary i sprawdzianem prawdziwości Bożych darów.

Mamy teraz bardzo czytelne wskazanie kierunku, w którym musi podążać nasz rozwój duchowy. Wróćmy do początku: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów…”, a więc gdybym porywająco i zachwycająco przemawiał, nawet głosząc treść Ewangelii, a nie byłbym cierpliwy, łaskawy, brakowało by mi panowania nad gniewem, targała by mną zazdrość, wypominał bym uczynione mi zło, to wówczas, mówiąc wprost,  nie ma to najmniejszego sensu. Podobnie z rozwojem duchowym, prowadzącym do ogromnej wiary, odczuwanej, przeżywanej w relacji: człowiek- Bóg, a więc w pewnym sensie wiary „czystej”, nie objawiającej się konkretną postawą wobec bliźnich[1].

Wnioski:

·        Zgodnie z opisem stworzenia, największym powołaniem każdej osoby ludzkiej, jest powołanie do miłości.

·        Realizacja tego wezwania dokonuje się przez cierpliwość, łagodność, delikatność, opanowanie, uprzejmość, dobroć, wyrozumiałość, radość.

·        Największe możliwości realizacji powołania do miłości osiąga się poprzez postawę pokornej, bezinteresownej, cichej służby wobec wszystkich potrzebujących, szczególnie wobec najbliższych sobie osób.

2.  Małżeństwo

Stawanie się na podobieństwo Boga, poprzez realizację miłości, ma się dokonywać najpierw i przede wszystkim wobec współmałżonka i dzieci. Skąd pewność, co do tej właśnie kolejności? To także jest zapisane w naszym głównym cytacie. Kiedy spojrzymy na końcówkę wersetu 27 i początek 28: „…stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się,…”, nie możemy mieć wątpliwości, że podstawowym, pierwszym środowiskiem, w którym musimy realizować nasze najważniejsze zadanie tu, na ziemi, jest małżeństwo i rodzina. Ta prawda jest również cudowna i genialna! W naturalny sposób jesteśmy „zaprogramowani” do tego, aby wszystkie prawdy ewangeliczne realizować w swoim pierwotnym środowisku. Bóg nie stworzył człowieka jako osoby samotnej i do życia w samotności. Jesteśmy stworzeni do życia w małżeństwie i  rodzinie, i w tych wspólnotach, relacjach tworzyć mamy swoje podobieństwo do Dobrego Ojca. Ważna jest tu kolejność wymieniania podstawowych środowisk człowieka. Potwierdza ją Jan Paweł II: „Komunia małżeńska stanowi fundament, na którym powstaje szersza komunia rodziny, rodziców i dzieci, braci i sióstr pomiędzy sobą, domowników i innych krewnych”[2]. Najpierw współmałżonek, potem pozostali członkowie rodziny. Ta hierarchia osób w rodzinie, jest jednym z głównych warunków jej właściwego funkcjonowania.

W pierwszej kolejności jesteśmy więc powołanie do małżeństwa, a następnie do rodzicielstwa. Realizacja owych pięknych wyżej przytoczonych słów z Listów św. Pawła musi następować również w takiej kolejności.

W „Talmudzie”, który jest starożytnym komentarzem do tekstów z „Księgi Rodzaju”, znajdujemy takie słowa:

l     „Osoba nie pozostająca w małżeństwie żyje bez radości, bez błogosławieństwa, bez dobra”.

l     „ Nieżonaty mężczyzna nie jest w pełni człowiekiem”.

l     „Znalezienie sobie żony jest rzeczą tak ważną, że człowiekowi wolno sprzedać zwój Tory w celu zawarcia małżeństwa”.

l     „ Domem mężczyzny jest jego żona”.[3]

3. Rodzicielstwo

Z treści rozważanego przez nas tekstu biblijnego płynie także przesłanie zobowiązanie do rodzicielstwa: „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną»”. Jest to rzeczywiście wyraźne zobowiązanie. Małżeństwo sakramentalne jest w posiadaniu wielkiego daru, którym jest stały i nieograniczony dopływ Bożej łaski. Jednak podstawowym i najskuteczniejszym sposobem  otwierania się na ten dar jest otwartość na rodzicielstwo. „Im więcej dzieci w małżeństwie, tym więcej Bożego błogosławieństwa”. Jakże wiele refleksji się tu rodzi. Najpierw trzeba podkreślić, że zamykanie się na dar nowego życia, na potomstwo, unikanie poczęcia, odkładanie ze względu na uwarunkowania ekonomiczne, karierę zawodową, jest nieporozumieniem. Potwierdza nie rozumienie fundamentalnej prawdy, że małżeństwo powołane jest najpierw do realizacji miłości, do jej urzeczywistniania, ale najpełniej dokonuje się to przez rodzicielstwo. Znowu przywołajmy słowa Jana Pawła II: „A ponieważ według zamysłu Bożego rodzina została utworzona jako „głęboka wspólnota życia i miłości”, przeto na mocy swego posłannictwa ma ona stawać się coraz bardziej tym, czym jest, czyli wspólnotą życia i miłości w dążeniu, które – podobnie jak każda rzeczywistość stworzona i odkupiona – znajdzie swoje ostateczne spełnienie w Królestwie Bożym”[4].

Smutne jest stwierdzenie, wypowiadane przez młodych małżonków sakramentalnych, że nie chcą mieć dzieci, boją się je mieć z powodów materialnych, odkładają poczęcie ze względu na pracę, karierę, dokształcanie. A przecież sam Jezus nie pozostawi wątpliwości, że nic tak mocno nie urealnia Jego obecność pośród małżonków, jak dzieci: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje” ( Mk 9, 37 ). Poprzez dzieci, dzięki nim w rzeczywistość małżeństwa kolejny raz wkracza Chrystus, przebywając z rodziną, zamieszkując pod tym samym dachem, dzieląc z nią radości i smutki[5].

Oczywiście nie możemy mówić o zaniedbaniu, czy winie moralnej, jeśli małżonkowie pragną potomstwa, ale z jakiś powodów nie mogą. Wówczas powinni podejmować drogę leczenia, eliminowania zakłócenia (metodami zgodnymi z etyką katolicką), z ufnością prosząc Boga o wsparcie. Ważnym sposobem wyjścia naprzeciw pragnieniu posiadania potomstwa w sytuacji istotnych problemów jest adopcja.

4. Inna droga

W tym miejscu rodzi się pytanie: Co z osobami żyjącymi z celibacie i w samotności? Na tę wątpliwość odpowiedź dał Jezus:

„Rzekli Mu uczniowie: «Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić».  Lecz On im odpowiedział: «Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje»” (Mt 19,10-12).

W zasadniczej części wypowiedzi wyróżnić można kilka istotnych szczegółów. Najpierw stwierdzenie: „Bo są niezdatni do małżeństwa”. Zgodnie z tymi słowami, sięgając także do wypowiedzi wcześniejszej: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę”, słyszymy przypomnienie, że wszyscy ludzie powołani są do życia w małżeństwie. Człowiek został stworzony nie jako pojedyncza osoba, ale jako małżeństwo (por. Rdz 1, 27-28). Wszyscy są do niego predysponowani, są uzdolnieni, posiadają naturalne możliwości, ale także naturalny przymus do życia w takiej formie. Wymieniając kategorie osób niezdolnych do małżeństwa Jezus wyłącza je poza nawias, oddziela od całości, którą stanowią osoby żyjące w monogamicznych związkach małżeńskich.

„Są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni”.

Jezus dotyka tu bardzo delikatnej kwestii powołanie do służby Bożej w postaci dobrowolnej rezygnacji z małżeństwa. Najpierw podkreśla, że wszyscy w naturalny sposób predysponowani są do życia w związku małżeńskim, ukazując jednocześnie wielką wartość takiej relacji, wynikającej z faktu stworzenia jej od początku. Ale w tym miejscu swojego nauczania podkreśla, że z tej wartości można czasami świadomie zrezygnować. Jest to wyjątkowy rodzaj niezdolności. Jest to złożenie Bogu ofiary z siebie, rezygnacja z części swojej natury na rzecz królestwa niebieskiego. Punktem wyjścia do realizacji takiej formy bezżenności jest świadomy wybór. Najpierw musi nastąpić uzmysłowienie sobie wartości małżeństwa, odczucie naturalności przymusu życia w takim związku, naturalności posiadanych predyspozycji i piękna takiego stanu. Uświadomienie sobie, że jest to najlepszy, najbardziej optymalny grunt rozwoju w człowieku najszlachetniejszych cech. Dopiero w sytuacji, kiedy rozumie się już, jaką wartością jest małżeństwo, może nastąpić świadoma decyzja rezygnacji z tej rzeczywistości i zgodzenie się, aby Bóg wypełnił tę przestrzeń, którą w małżeństwie wypełnia współmałżonek. Bez uświadomienia sobie wartości małżeństwa, nie jest się w stanie podjąć świadomej decyzji o bezżenności dla królestwa niebieskiego. Trzeba mieć tego jasną świadomość: pełna decyzja o rezygnacji z małżeństwa możliwa jest dopiero po uświadomieniu sobie wartości związku mężczyzny i kobiety. Składając Bogu dar trzeba być świadomym tego, co się ofiarowuje. Wówczas taka decyzja ma pełną wartość i jest niezagrożona, albo zagrożona w bardzo małym stopniu.

Wyrażenia: „Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym jest to dane” oraz: „Kto może pojąć, niech pojmuje” ukazują, że tajemnicy o wielkości, pięknie i nierozerwalności małżeństwa, ale także wielkiej tajemnicy o bezżenności, nie można pojąć i zrealizować bez Bożej łaski. Jej otrzymanie nie zależy od kaprysu Stwórcy. Do każdego z nas dopływa ona z największą intensywności, jednak obecność Bożego wsparcia w moje świadomości, warunkowana jest intensywności współpracy z Ojcem Niebieskim, szczególnie poprzez modlitwę i życie sakramentalne.

„Kościół potrzebuje daru bezżenności właśnie po to, aby wspomagać życie małżeńskie, aby być solą i zachętą dla niego” (Kard. Carlo Maria Martini)

5.     Wartość małżeństwa (Hbr 13,4)

„We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg”.

W czasie spotkań z małżonkami i osobami, dla których ta tematyka jest ważna, pragnąc ukazać wartość małżeństwa, zaczynam od tego właśnie tekstu. Podkreślam wówczas, że Pismo Święte na temat małżeństwa i rodziny mówi nam wszystko, a ten fragment możemy uznać za podsumowanie i streszczenie całej biblijnej nauki z zakresu tego zagadnienia.  Jego szerokie rozwinięcie znajduje się w mojej pierwszej książce[6]. W naszym opracowaniu tekst ten stanowi punk wyjścia do skonstruowania rozdziału V. Ale już teraz chcę mocno zaakcentować, że zasadniczym jego przesłaniem jest bardzo uczciwe ostrzeżenie. Nie jest to dobra rada, nie jest to propozycja, ani zachęta. Jest to bardzo mocno brzmiący warunek. Małżeństwo ma być we czci pod każdym względem, bo jeśli nie, dokona się jego profanacja, upadnie, nastąpi zniszczenie fundamentu. Jeśli upada małżeństwo, upada pojedynczy człowiek, upadają dzieci i młodzież, upadają rodziny, narody i burzy się cały porządek społeczny.

Nie można mieć dziś wątpliwości, że to jakość małżeństwa warunkuje jakość każdego z nas- tacy jesteśmy jakie są nasze małżeństwa i jakie były (są) małżeństwa naszych rodziców, warunkuje jakość dzieci, młodzieży, rodziny, Kościoła, narodu, całej ludzkości. Dlatego ma być we czci, ma być za takie uznane.

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na zastosowane tu słowo. Grecki  termin τίμίος (timios) (oryginalny język Nowego Testamentu), ma znaczenie: drogocenny, szacowny, drogi, otoczony czcią. Stosując zasadę samo interpretacji Biblii, polegającej na znajdywaniu innych miejsc występowania tego słowa w tekście, otrzymujemy ważne uzupełnienie:

„Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1, 18-19).

Podkreślone słowo w oryginalnym tekście jest zapisane przy użyciu tego samego wyrazu timios. Jaki wniosek otrzymujemy z powyższego zestawienia? Małżeństwo jest tak cenne, jak drogocenna krew Chrystusa! Żyjąc obowiązkami stanu, dzięki łasce sakramentu małżeństwa, ożywianej częstym, pełnym udziałem w Eucharystii („zanurzając” nasze małżeństwo w krwi Chrystusa), idziemy prostą drogą do zbawienia. Nie potrzebujemy innych sposobów napełniania się łaską, otwierania na jej wpływ poprzez udział w wielu innych praktykach. Chodzi głównie o wyzbycie się myślenie, że żyjąc w małżeństwie, aby się intensywnie rozwijać duchowo (pojedynczo) potrzebujemy wspólnot, pielgrzymek, rekolekcji, niezliczonych modlitw, nabożeństw. Bardzo często takie myślenie, o konieczności intensywnego rozwoju duchowego poza małżeństwem, nie korzystając z łaski tego sakramentu, prowadzi do niszczenia małżeństwa.

Czy nie przesadzamy z takim gloryfikowaniem małżeństwa? Nie! Sam opis stworzenia jest wystarczającym potwierdzeniem. Tak ten porządek rzeczy ustanowił Stwórca. Pragnie On, chcąc ułatwić, a nie utrudnić nam życie, abyśmy zbawienie, poprzez realizację Przykazania Miłości, realizowali w tej wspólnocie, dzięki niej.

6.     Mistyka małżeństwa (Ef 5, 31-32)

„Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” ( Ef 5,31-32).

Jest to bardzo znany fragment, szeroko interpretowany, często czytany w czasie liturgii sprawowanej podczas zawierania sakramentu małżeństwa. Oczywiście cała treść zaczyna się od wersetu 21: „Bądźcie sobie wzajemnie poddanie w bojaźni Bożej”. Ten głęboki wywód, zawierający szeroki opis istoty i wielkości małżeństwa, św. Paweł podsumowuje powyżej ukazanym stwierdzeniem. Pierwsze zdanie jest cytatem z drugiego rozdziału „Księgi Rodzaju”. I zaraz dalej natchniony autor dodaje: „Tajemnica to wielka…”. Owo „to” odnosi się do „jednego ciała”, jakim stają się małżonkowie w chwili udzielenia sobie sakramentu małżeństwa.

Apostoł nie boi się powiedzieć, że małżeństwo w swojej istocie jat tak wielką tajemnicą, jak tajemnica obecności Chrystusa w Kościele. Wielką co do rangi- największa tajemnica naszej wiary- i co do nie możliwości przeniknięcia ludzkim rozumem. Tajemnicy obecności Jezusa w Kościele, obecności w postaciach eucharystycznych, w Najświętszym Sakramencie, nie trzeba rozumieć, trzeba ją realizować, w niej uczestniczyć. Podobnie małżeństwo w swojej najgłębszej istocie nie jest do rozumienie, lecz do praktykowania. Jednak niech nam nie umknie główna treść owej mistyki, tajemniczości- siła warunkowania. Eucharystia jest największą tajemnicą naszej wiary, gdyż bez niej, poza nią nie istniejemy. Jan Paweł II właśnie takie przesłanie zawarł w swojej ostatniej Encyklice: „Kościół żyje dzięki Eucharystii. Ta prawda  wyraża w sobie nie tylko codzienne doświadczenie wiary, ale zawiera w sobie istotę tajemnicy Kościoła”[7].

Eucharystia warunkuje siłę, witalność, dynamizm i jakość Kościoła. I do tej prawdy św. Paweł porównuje małżeństwo: „… a ja wam mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła”. Małżeństwo jest tak wielkie i tak święte jak Najświętszy Sakrament! Ono, jego jakość, warunkuje siłę, witalność, dynamizm i jakość Kościoła. Istotą Eucharystii, przeistoczenia, zaistnienia Chrystusa pośród nas jest miłość. Jezus przyszedł i przychodzi, aby Miłość Boża była w nas i pośród nas. Nie dokonuje się to abstrakcyjnie i niedostrzegalnie. Głównym „przekazicielem” tej miłości, od Boga, przez Jezusa Eucharystycznego, do ludzi, jest małżeństwo.

I teraz, już widząc w pełnym świetle tekst z „Listu do Hebrajczyków”, rozumiemy dlaczego autor natchniony woła: „We czci niech będzie małżeństwo…”. Należy mu się tak wielka cześć, jak największej świętości w Kościele, bo takim je stworzył Bóg, jest drogocenne, jak drogocenna krew Chrystusa i święte jak Najświętszy Sakrament.

Nie można nie zauważyć, że adresatami tego Listu są Hebrajczycy, Żydzi, nawróceni na Chrześcijaństwo, doskonale znający teksty Starego Przymierza, wiedzący, że największym wykroczeniem przeciwko Bogu było czczenie innych bóstw. I nagle słyszą oni słowa: „We czci niech będzie małżeństwo”. Przecież cześć oddawać można tylko Stwórcy, a czczenie innej rzeczywistości jest łamaniem pierwszego przykazania Dekalogu. Wielka odwaga starożytnego pisarza. Namawia do bałwochwalstwa. Nakazuje czcić małżeństwo. Ale w świetle wymienionych fragmentów i całej biblijnej nauki na temat związku mężczyzny i kobiety, rozumiemy, że to właśnie nie oddawanie należnej czci małżeństwu jest jedną z największych profanacji, jest odwróceniem się od Boga.

Wnioski:

·        Człowiek od początku zaistniał nie jako pojedyncza osoba, lecz jako małżeństwo.

·        Małżeństwo jest najlepszą płaszczyzną realizacji głównego zadania, jakie staje przed każdym człowiekiem- stawanie się na obraz i podobieństwo Boże.

·        Jest najlepszą płaszczyzną realizacji wszelkich zasad ewangelicznych, szczególnie Przykazania Miłości Boga i bliźniego.

·        Małżeństwo jest najlepszym gruntem rozwoju i funkcjonowania człowieka na każdej płaszczyźnie i we wszystkich dziedzinach.

·        Warunkuje jakość tego, co robimy, warunkuje sukcesy we wszystkich dziedzinach życia.

·        Od jakości małżeństwa zależy jakość rodziny, narodu, parafii, Kościoła.

„Rodzina jest bowiem wspólnotą najpełniejszą z punktu widzenia więzi międzyludzkiej. Nie ma więzi, która by ściślej wiązała osoby, niż więź małżeńska i rodzinna”[8].

„Małżeństwo i rodzina stanowią pierwszą płaszczyznę zaangażowania społecznego katolików świeckich”[9].

„Człowiek stał się ‘obrazem i podobieństwem’ Bożym nie tylko przez swoje człowieczeństwo, lecz także przez komunię osób, którą mężczyzna i kobieta tworzą od samego początku. Człowiek staje się obrazem Bożym nie tyle w momencie samotności, ile w momencie komunii”[10].

[1] Szerokie rozwinięcie „Hymnu o miłości” świętego Pawła (1 Kor 13), z ukazaniem możliwości zastosowania tych treści w małżeństwie, znajduje się w mojej książce: „Miłość i służba w małżeństwie”, Poznań 2007.

[2] „Familiaris Consortio”, p.  21.

[3] A. Cohen, „Talmud”, Warszawa 2002 r., s. 174-175.

[4] Tamże, p. 17.

[5] Por. M. Guzewicz, „Religijne wychowanie dzieci”, Poznań 2008 r.

[6] M. Guzewicz, „Małżeństwo tajemnica wielka”, Poznań 2005

[7] „Ecclesia de Eucharystia”, p. 1.

[8] Jan Paweł II, Kielce, 3.06.1991r.

[9] Jan Paweł II, Christifideles laici”, p.23.

[10] Jan Paweł II, katecheza podczas audiencji generalnej, 14.11.1979r., cyt. za: ”Sprawy rodziny”, 76/4/2006r., s.17.

Hymn o miłości w małżeństwie

18 Wrzesień 2009 | Dodaj komentarz »

„Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma” (1 Kor 23, 4-7).

Pozwoliłem sobie na szerszą interpretację przymiotów miłości z „Hymnu o miłości” ponieważ uważam, że ten tekst jest bardzo jasną receptą na urzeczywistnienie miłości agape w codzienności małżeńskiej. Pozostaje mi tylko gorąco zachęcić do częstego czytania 13 rozdziału pierwszego „Listu do Koryntian”. Można tym fragmentem wspaniale się modlić, odczytując go głośno w czasie modlitwy małżeńskiej. Można zrobić w oparciu o ten tekst głęboki rachunek sumienia, pytają się, czy ma się w sobie takie predyspozycje, czy było się wobec współmałżonka takim, jak podaje św. Paweł. Można odczytywać ten fragment, wstawiając zamiast słowa „miłość” słowo „ja”. „Ja cierpliwy jestem, łaskawy jestem, nie zazdroszczę, nie unoszę się gniewem…”. Wspaniały drogowskaz postępowania i plan naprawy siebie. Można wreszcie spróbować jeden z piętnastu podanych cech miłości przyjąć jako motto poszczególnego dnia i tak uczynić sobie takie małe rekolekcje, dokładnie się wieczorem rozliczając z realizacji jednej cechy, starając się nią żyć w danym dniu.
Zapewne wielokrotnie podejmowaliśmy próby delikatnego dopasowywania się do tego wzoru. Nie wolno się zniechęcać. Jest to rzeczywiście takie małe streszczenie całej Ewangelii, będące czytelnym drogowskazem w drodze małżonków do świętości.

Mówiąc o miłości, mającej swoje źródło w Bogu i do Niego prowadzącej, stanowiącej skalisty fundament życia małżeńskiego, nie sposób nie zatrzymać się tym wyjątkowym tekście. Zastanawiamy się ciągle, czy urzeczywistnienie słów Chrystusa, zapewniające życie wieczne, wiązać się musi wyłącznie z oddaniem życia za przyjaciół? Jak w małżeńskiej codzienności osiągnąć doskonałość w miłości, do której często zachęca nas Jezus? W znalezieniu odpowiedzi na powyższe pytanie pomocny jest właśnie 13 rozdział „Pierwszego Listu do Koryntian”. Św. Paweł wiedział, że ideał miłości ukazany został przez Jezusa w chwili oddania życia na krzyżu. O takiej miłości pisze. Jego własna interpretacja daje możliwość dostrzeżenia, że miłość prowadzącą do najwyższej ofiary osiągnąć można postawą realizowaną przez całe życie i we wszystkich jego okolicznościach. Apostoł nie tworzy nowej nauki, lecz mocno opiera się na Ewangelii, pomagając również w ten sposób wzmocnić wiarę w Chrystusa.
„Oddawanie życia” może więc dokonywać się nieustannie, nawet jeśli kres ziemskiej wędrówki nastąpi w sposób naturalny. Pozornie wysoką poprzeczkę, św. Paweł obniża do poziomu dostępnego dla wszystkich. Kto w życiu codziennym kieruje się cierpliwością, łaskawością, powściągliwością, wybaczaniem, sprawiedliwością i wytrwałością, ten w pełni kocha bliźniego, oddając za niego swoje życie, aby na nowo odzyskać je w wieczności.
Niewątpliwie osiągnięcie postawy charakteryzującej się wszystkimi wymienionymi cechami jest wielce trudne. Jednak przystępność Pawłowej interpretacji wyraża się w tym, że kierowanie się w życiu tylko jednym z przymiotów daje możliwość zrealizowania życia chrześcijańskiego zgodnie z propozycją Jezusa. Wszystkie wymienione przez św. Pawła cechy miłości, prowadzą do jednego obrazu, ukazującego możliwość życia jej pełnią w okolicznościach, w jakich mocą Bożego powołania znalazł się każdy chrześcijanin. Różnorodność ujęć przedstawiających tę samą treść może być rozumiana jako wielość ludzkich charakterów, środowisk życiowych i dróg prowadzących do zbawienia.
Abyśmy mogli jak najwięcej skorzystać z tego wspaniałego „Traktatu o miłości”, przybliżę w skrócie rozumienie poszczególnej cechy, z delikatnym odniesieniem jej do nauki Jezusa. Z piętnastu użytych tu wyrażeń dwa podają cechy miłości w sposób pozytywny: „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest” (1 Kor 13,4a). Dalsze osiem opisują miłość działającą z przeczeniem „nie”, na zasadzie obrazów przeciwstawnych, ukazujących czym miłość nie powinna się odznaczać (1 Kor 13,4b-6a). Ostatnie pięć to ponownie sformułowane pozytywnie, przymioty miłości w jej największym wymiarze. Osobliwe piękno tkwi już w samym nagromadzeniu tak dużej ilości cech agape. Odnosząc to do nakazanej przez Jezusa miłości bliźniego, przedstawione tu zestawienie można odczytać jako wielość możliwości znalezienia i realizacji Największego Przykazania. Możliwe jest również utożsamianie poszczególnych cech miłości z osobą Zbawiciela:
„Jezus jest cierpliwy, łaskawy jest,
Jezus nie zazdrości, nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą; (…) Jezus wszystko
znosi, wszystkiemu (każdemu) wierzy,
we wszystkim (w każdym) pokłada nadzieje,
wszystko przetrzyma.”

5.1. „Miłość cierpliwa jest”

Miłość cierpliwa, na wzór Jezusa, to znoszenie długotrwałego cierpienia, które i tak nie osłabia uczucia bez względu na to, czego doświadcza człowiek od innych. Ta siła uczucia agape uzdalnia człowieka do przeżywania cierpienia. Jednocześnie człowiek doświadczający prawdziwej miłości naraża się na zranienie i ból. Intensywne przeżywanie życia z miłości rodzi równocześnie cierpienie w różnorakich postaciach. Jest to konieczna droga dla rozwoju i duchowego wzrostu człowieka. Nie można jednakże nie dostrzec głębokiego sensu cierpienia w miłości: jest ono szczególnym darem składanym temu, kogo się kocha, jest ofiarą na rzecz jego wolności i swobody rozwoju. W określonych okolicznościach życia kochający potrafi zgodzić się nawet na odejście osoby kochanej z miłości, doświadczając przy tym wielkiego cierpienia.
Jednakże, chyba najwyraźniej dostrzega się obecność tej cnoty w sytuacji bezpośredniego cierpienia. Cierpieniem jest wszelkim stanem, kiedy jest inaczej niż człowiek w danej chwili pragnie, mając na względzie swoje szczęście. Kiedy jest inaczej zarówno fizycznie, jak i duchowo. Takich stanów w życiu małżeńskim doświadcza się bardzo wiele. Wielokrotnie okoliczności zewnętrzne i wewnętrzne powodują, że trzeba przyjąć inną sytuację, niż tę, która była planowana, upragniona. Nie jest to jednak jeszcze cierpliwość. Przyjmowanie takiego stanu może wiązać się z buntem, głębokim sprzeciwem wewnętrznym, rozgoryczeniem, zagniewaniem i zniecierpliwieniem. Postawa taka rodzi dodatkowe cierpienie. Jedno cierpienie tworzy następne. Cierpliwość natomiast jest postawą polegającą na umiejętnym znoszeniu cierpienia, które jest, które nagle zaistniało z powodu różnych nieprzewidzianych okoliczności. Pozbawione jest ono buntu, zawiera zgodę na zmianę. Cierpliwość jest więc umiejętnością przyjmowania i przeżywania cierpienia. Nie jest to łatwe, ale wyraźną drogę realizacji takiej postawy ukazuje Jezus w słowach:

„Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,29).

Pokazany jest tu sposób cierpliwego przyjmowania cierpienia, bez buntu, bez przeżywania dodatkowego bólu, lecz śmiało, świadomie i wielkodusznie. Świadome przyjęcie cierpienia to pogodzenie się z trudnym procesem postępowania wbrew logice, wbrew sobie. Chrystus oczekuje postawy zupełnie innej niż mogłoby wynikać z głębokiej analizy ludzkiej natury, pragnącej zaspokojenia wszelkich potrzeb. Natura pozostaje niejako z boku, ale jest to świadome jej zaprzeczenie motywowane pragnieniem naśladowania Jezusa.
Umiejętność życia zgodnie z taką propozycją jest również doskonałym sposobem zaradzenia wszelkim napięciom, stresom i nerwicom, które często powstają z buntu i niezadowolenia z doświadczanych przeciwności.
Miłością cierpliwą w najwyższym stopniu, charakteryzowała się postawa Jezusa u kresu Jego ziemskiej pielgrzymki. Oskarżono Go niewinnie, osądzono, obarczono cierpieniem, upokorzono, dręczono. On jednak nie buntował się i nie złorzeczył.

5.2. „… łaskawa jest”

Postawa taka charakteryzuje się świadczeniem dobra dla innych, życzliwością wobec ludzi i jest cechą przede wszystkim samego Boga. Chodzi więc tu o łaskawość, która wypływa od Chrystusa, a która przejawia się w dobroci, życzliwości, szlachetności, wierności. Łaskawość jest określonym sposobem odnoszenia się do otoczenia, to odpowiednia relacja z ludźmi, sposób zachowania się, budzący zaufanie, dobroć. Jest to także rzetelność, umiejętność słuchania drugiego człowieka oraz współczucie i litość wobec niego.
Łaskawość, będąca pierwszym przejawem miłości, wyraźnie dostrzegalnym i odczuwalnym, to otwarcie na drugiego i życzenie mu błogosławieństwa, nie zależnie od tego, kim jest, jakie ma zamiary. Życzenie błogosławieństwa, zawierające w sobie wyrażenie Bożej Łaskawości i spokoju, opieki i wsparcia – to podstawa relacji z drugim człowiekiem.
Patrząc nieco szerzej na miłość wyrażającą się w łaskawości dostrzegamy bardzo mocny związek tej dynamicznej postawy z życzliwością i radością. Życzliwość jest istotnym elementem miłości łaskawej. Odnoszenie się do drugiej osoby samo w sobie jest już rzeczą wzniosłą, wymagającą trudu, zaangażowania wewnętrznego, pozytywnego uczucia. Nie może istnieć miłość prawdziwa, jeżeli nie życzy się sobie wzajemnie prawdziwego obiektywnego dobra.
Łaskawość, dobroduszność, łagodność i życzliwość w pierwszym zetknięciu się z inną osobą komunikowana jest za pomocą wyrazu twarzy. Nie można mówić o cnocie łaskawości, jeżeli twarz „łaskawego” jest ponura. Prawdziwa łaskawość „upiększona” i wyrażona jest łagodnym i miłym, dobrym i radosnym wyrazem oblicza. „Owocem zaś ducha jest miłość, radość …” (Ga 5,22), będąca także zapowiedzią i pierwszym objawem miłości.
Łaskawość i łagodność Jezusa przejawiła się również w szacunku jaki miał On do swoich przybranych bliźnich. Łaskawą miłość okazywał dzieciom, których nie pozwolił od Siebie odpędzić, swoim uczniom, chorym i opętanym, przyjacielowi Łazarzowi, Nikodemowi, Zacheuszowi. Okazywał szacunek, łaskawość i życzliwość wszystkim ludziom: uczniom, okupantom, trędowatym, grzesznikom i swoim wrogom.

5.3. „Miłość nie zazdrości”

Zazdrość, w sensie negatywnym, jest zupełnie sprzeczna z miłością, przyczynia się do rozbicia jedności, pogłębiania się postaw egoistycznych, powodujących nieustanne zajmowanie się samym sobą, zamykanie się w sobie. Wywołuje to pogrążanie się w smutku, z powodu nie posiadania czegoś, co posiadają inni. Zapobieżenie takiemu stanowi może się dokonać poprzez odwrócenie się od egoistycznych pragnień, a skierowanie ku prawdziwej miłości, która, jak zachęca Tomasz a’Kempis: „Nikomu nie zazdrości, ponieważ nie ceni własnej uciechy, ani też w sobie samym nie chce się weselić; rezygnując z wszystkich dóbr, pragnie radować się w Bogu”.[1]
Zazdrość jest uczuciem bardzo trudnym do wyeliminowania, gdyż jest czymś naturalnym, tak jak naturalna jest chęć posiadania wyłącznych praw w stosunku do współmałżonka. Jednak św. Paweł zachęca w tych słowach do postępowania wbrew temu, co podpowiada natura, do postępowania nieomalże ponad naturą. Wyeliminowanie tego negatywnego uczucia dokonuje się przez postawę bezgranicznego zaufania, oddania, służby.
Biblia ukazuje również, pozytywne elementy, zawierające się w rzeczowniku „zazdrość”, pomagające lepiej zrozumieć, jaka ma być miłość, która nie może być zazdrosna i zawistna. Wielokrotnie Bóg Najwyższy, nazywany jest Bogiem zazdrosnym: „Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg zazdrosny” (Pwt 5,9).[2] Zazdrość taka, zwracająca się przeciwko poganom i sprawcom profanacji najwyższej świętości, ma chronić ową świętość i budować właściwe relacje między ludem wybranym a Bogiem. Pozytywną cechą zazdrości jest również zapał i gorliwość, o której mówi psalmista: „Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera” (Ps 69,10).
Często można spotkać gorliwość będącą nadgorliwością, graniczącą z brakiem umiaru. W prawdziwej miłości o takiej postawie nie może być mowy, gdyż jedynym jej źródłem jest przykład Jezusa, Jego dzieło miłości, będące zarazem dziełem samego Boga. Miłość Chrystusa, pozbawiona zazdrości, a przepełniona gorliwością i żarliwością w miłości, zrealizowana została w dziele odkupienia, w umiłowaniu „do końca”.

5.4. „Nie szuka poklasku”

Kolejna cecha miłości, bardzo ściśle związana z poprzednią, również ukazuje jaką prawdziwa agape być nie powinna, czego nie czyni.
Prawdziwa miłość nie szuka chwały dla siebie, nie lubi „błyszczeć”, mimo, że potrzeba akceptacji, dostrzeżenia, pochwalenie jest psychologicznie uzasadniona. Jednak „szukanie poklasku”, z akcentem właśnie na owo „szukanie”, to pragnienie uznania, pochwał i komplementów z pobudek egoistycznych. To chęć wysuwania się do przodu, zajmowania pierwszego miejsca, obnoszenia się ze swoją wielkością. Nie ma to nic wspólnego zarówno z miłością Boga, jak i bliźniego. Postawę taką potępia Jezus w słowach skierowanych do tłumów, ostrzegając przed wadami uczonych w Piśmie i faryzeuszów:

„Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać (…). Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach” (Mt 23,5-6).

Bardzo wyraźne jest także ostrzeżenie Jezusa, ułatwiające uniknięcie postawy fałszywego poklasku i przykrości z tym związanych, zawarte w słowach:

„Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił i powie ci: „Ustąp temu miejsca”; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce” (Łk 14,8-9).

Prawdziwa skromność, jako element składowy agape nie szukającej poklasku, polegać ma według Jezusa, na zajmowaniu ostatniego miejsca. Miłość taka, nie chełpiąca się, nie działająca obłudnie, wyraża się również przez właściwą postawę na modlitwie:

„Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. (…) Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swojej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6,5-7).

Owo: „w ukryciu”, realizowane w relacji do Boga, doskonale oddaje istotę miłości, która nie szukając poklasku, usuwa się na bok, w cień.

5.5. „nie unosi się pychą”

Powyższa cecha miłości jest niejako naturalną konsekwencją wcześniejszego określenia. Według Biskupa Romaniuka „unosić się pychą” – to: „nie zadawać się z „byle kim”, być niedostępnym, zachowywać się wyniośle, albo nic nie mówiąc, albo cedząc z wolna poszczególne, rzekomo pełne namaszczenia słówka. Człowiek ulegający pokusie pychy ciągle daje do zrozumienia, że posiada coś, czego inni nie mają, że jest zawsze większy, choć najczęściej bywa w błędzie”.[3]
Pycha, stojąca w ogromnej sprzeczności z prawdziwą miłością, to cecha wyjątkowo mocno potępiana przez autorów Ksiąg Natchnionych:

„Albowiem nadejdzie dzień Jahwe Zastępów (…), kiedy pycha człowieka będzie poniżona, i upokorzona ludzka wyniosłość” (Iz 2,12-17).

Wielokrotnie także Jezus przestrzegał przed taką postawą, jako bardzo sprzeczną z ideą Królestwa Niebieskiego, ostrzegając: „Kto się wywyższa, będzie poniżony” (Mt 23,12).
Przejawy takiej postawy dostrzegał nawet u swoich uczniów: „… zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali” (Łk 14,7). Wyraźnie im wówczas wskazywał, jaka powinna być postawa jego naśladowców:

„Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich” (Mk 9,35).

Do kategorii pyszałków, postawą swoją przeczących miłości, zaliczał faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Bardzo sprzeczną z agape, która zawsze jest gotowa schodzić jak najniżej i upodobnić się do najmniejszych, była postawa faryzeusza, przedstawionego przez Jezusa w przypowieści: „Faryzeusz i celnik”. Pyszałkowaty członek stronnictwa, pragnącego stać na najwyższym szczeblu w hierarchii społecznej Izraela, mówił do Boga: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak ten celnik” (Łk 18,11).
Słowa te wyrażają w pełni intencję i postawę mówiącego, w której wielkość pychy jest odwrotnie proporcjonalna do miłości. Posługując się przykładem celnika, który rzeczywiście nie mógł być wzorem właściwej postawy moralnej, modlącego się prostymi słowami: „Boże miej litość dla mnie grzesznika” (Łk 18,13), pokazuje Jezus, jak powinna wyglądać pokorna agape, która: „nie unosi się pychą”, ani wobec Boga, ani też wobec bliźniego.

5.6. „Nie dopuszcza się bezwstydu …”

W takim wyrażeniu chodzić mogło Apostołowi o napiętnowanie wszelkiego rodzaju rozwiązłości seksualnej, która nie rzadko zdarzała się mieszkańcom Koryntu. Możliwe jest również, że chodzi jednak nie tylko o etyczne aspekty wzajemnej miłości dwojga ludzi, lecz o właściwe postępowanie moralne w znaczeniu szerszym. „Dopuszczanie się bezwstydu” mogło przejawiać się w postaci wszelkiej nierzetelności w życiu codziennym, postępowaniem nie licującym z godnością uczciwego człowieka. Mogło to być takie postępowanie, które uwłaczałoby jemu samemu i innym. A więc mogło to być to wszystko, co powinno budzić zaczerwienienie osoby moralnie uformowanej.
Godna dostrzeżenia jest jeszcze inna interpretacja tego wyrażenia, jaką znajdujemy u Jana Chryzostoma. Używa on określenia: „Miłość nie wstydzi się”, które jest uzupełnieniem tłumaczenia. „Nie wstydzi się” zniżać do grzeszników, na wzór Chrystusa, nie poczytuje sobie za ujmę znoszenie od innych przykrości, wykonywanie pogardzanych czynności, służenie innym.
Również i przez ten przymiot agape św. Paweł przybliża nam treść nauki Jezusa. W całym swoim postępowaniu Zbawiciel zachowywał się skromnie i powściągliwie. Postawa Jego była bardzo delikatna i taktowna. Cechy te można wielokrotnie dostrzec w bezpośrednim kontakcie Jezusa z uczniami, grzesznikami, czy nawet przeciwnikami. Nie zgorszył się postawą kobiety, która: „Prowadziła w mieście życie grzeszne”, a która przyszła namaścić Mu nogi swoimi łzami i otrzeć je włosami (Łk 7,36n). Nie wstydził się pójść w gościnę do osób powszechnie potępionych przez społeczność Izraelską (Mt 8,5n; Łk 7,2n).
Jednocześnie Jezus potępił z całą surowością postępowanie bezwstydne i gorszące, szczególnie wobec dzieci. Stanowczo ostrzega:

„Lecz kto by stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18,6).

5.7. „nie szuka swego”

W przymiocie tym przedstawiona jest radykalna zasada usunięcia z życia wszelkich objawów egoizmu. W stwierdzeniu, że miłość nie szuka swego, zawarta jest prawda, iż miłość nie tylko nie szuka tego, co nie należy do niej, ale gotowa jest zrezygnować dla dobra innych, z tego, do czego ma prawo. Nie wpada w rozpacz, gdy ktoś wyczerpie lub tylko uszczupli stan jej posiadania.
Wzorem niedoścignionym miłości, która „nie szuka swego” jest sam Bóg, który niczego nie potrzebuje, a jednak mocą swojej miłości powołuje do życia całkiem niepotrzebne istoty po to, aby móc je kochać i doskonalić. Z miłości do stworzenia daje się dręczyć i upokarzać. Stwarzając wszechświat przewidział: „Brzęczącą chmurę much dookoła krzyża, odarte z skóry plecy, przyciśnięte do chropowatego drzewa, gwoździe wbite w sploty nerwowe, coraz bardziej rozpaczliwą walkę o każdy łyk powietrza, potęgującą się torturę pleców i ramion gdy ciało podciąga się, a usta usiłują schwytać oddech”.[4]
To jest prawdziwa miłość, a jednocześnie wzór miłości, który wręcz zmusza człowieka do stałego przekraczania samego siebie, wychodzenia poza siebie. Dzięki takiej miłości – przekraczającej, wychodzącej, nie szukającej własnej korzyści, lecz dającej siebie – osiągnąć można kres wszelkich poszukiwań. Miłość, która od Boga wyszła, jako całkowicie bezinteresowna i poświęcająca się, ponownie do Niego prowadzi.
Przeżywanie miłości, która „nie szuka swego”, może po ludzku, być czymś bezsensownym, wręcz tragicznym. Szukanie swego jest elementem ludzkiej natury. Jest więc taka miłość tajemnicą wiary równą tajemnicy ukrzyżowania miłości. W perspektywie wiary miłość do człowieka, najmocniej angażująca całą jego istotę, staje się drogą do Boga. To właśnie perspektywa wiary pomaga wyżej od siebie stawiać drugiego człowieka, mieć na uwadze jego sprawy. Takie nastawienie na drugą osobę było w Chrystusie, który cały „wydał się” (Flp 2,5) za nas.
Na drodze do osiągnięcia takiego ideału agape stoi wiele przeszkód i trudności. Największym zagrożeniem dla postawy „nie szukania swego” jest egoizm, wkradający się często do najczystszych motywów postępowania i do najbardziej bezinteresownych czynów. Poświęcając się innym można odkryć z przerażeniem, że w tym rzekomo bezinteresownym darze z siebie kryje się złudzenie. Chyba tylko w chwilach uniesienia ducha i całkowitego oddania człowiek przestaje myśleć o własnym dobru i szczęściu, doświadczając miłości jako najwspanialszego i czystego daru. Nie są to jednak trwałe stany duchowe. Można szukać siebie nawet w tak delikatnych formach, jak podświadome oczekiwanie na wdzięczność i uznanie ze strony innych. Niosąc innym słowa otuchy człowiek pragnie tylko zapomnieć o własnym niepowodzeniu i cierpieniu lub wierzyć we własną dobroć. Nawet wielka wrażliwość na potrzeby drugiej osoby, opiekuńczość, poświęcenie się, ofiara, szczególnie w małżeństwie, wcale nie muszą być objawem dojrzałej miłości. Nawet mogą być tylko elementem przyjaźni, bezinteresownej życzliwości, związków międzyludzkich, często niezależnych od człowieka.
Miłość, która „nie szuka swego” ma to do siebie, że wychodzi na zewnątrz, zapominając o sobie, daje siebie drugiemu. Jest ona decyzją zajęcia się drugim, aby jego egzystencja rozwijała się jak najpełniej. Objawia się w tym, że dostrzegając „braki” tej drugiej osoby, kocha się ją wraz z tymi brakami. Jeśli w miłości istniałoby „szukanie”, wówczas w przypadku nieznalezienia upragnionych wartości, musiałoby pojawić się rozczarowanie i zrezygnowanie.
Kolejnym przejawem rozpatrywanego przez nas przymiotu miłości jest dar czasu. Miłość domaga się czasu, gdyż nie wystarczą jej zdawkowe, grzecznościowe pozdrowienia. Miłość taka nie jest wyrachowana, nie czyni wyrzutów, nie wypomina własnego zaangażowania.
Jednak najwyższym przejawem miłości, o której św. Paweł pisze, określając ją jako ta, która „nie szuka swego” jest troska o życie drugiej osoby, przewyższająca zatroskanie o własne. Troska o życie ukochanej osoby podkreśla pierwszeństwo tego życia przed własnym, nawet wówczas, gdy konieczna jest śmierć za tę drugą osobę. Realizuje się to także w postaci odpowiedzialności za drugiego człowieka, nakazującej postawić jej życie ponad własnym.
Wzorem takiej miłości jest Jezus, który całe swoje życie wypełnił duchem ofiary i poświęcenia, cały był dla innych, nie miał nawet własnego kąta, gdzie mógłby „głowę skłonić” (Mt 8,20). Żył całkowicie dla innych, nawet kiedy był zmęczony i uczniowie nie pozwalali na niepokojenie Mistrza, On rezygnował z chwili samotności i upominał Apostołów:

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im” (Mk 10,14).

Postawa Chrystusa jest wzorem dla chrześcijan, pragnących związać z Nim swoje życie. Wzór ten zobowiązuje do wzbudzenia w sobie postawy służenia, zgodnie z zachętą Jezusa:

„Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,45).

Najwyższym przejawem ofiarnej miłości Jezusa jest oddanie życia, zgodnie ze słowami:

„Nikt nie ma większej miłości, od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Na tym polega nowość przykazania miłości, objawionego przez Jezusa. Jest ono nowe, jako, że mamy naśladować ofiarność Jego miłości. On umiłował, aż do oddania życia na Krzyżu, aż „do końca”, nie oglądając się na wdzięczność, nie szukając swego.

5.8. „Nie unosi się gniewem”

Św. Paweł zachęca do postawy, w której nie aprobuje się stanu rozdrażnienia uczuciowego i gniewu. Rozgniewanie, prowadzące do wyprowadzenia z wewnętrznej równowagi i agresji, zapoczątkowuje sytuację złą, stojącą w sprzeczności z wcześniej wymienionymi cechami miłości, szczególnie z cierpliwością i łagodnością. W takim stanie uczuciowym nie może być mowy o porozumieniu się i wzajemnej miłości.
Nie opanowanie rozdrażnienia uczuciowego i oburzenia stwarza stan zagrożenia, gdyż w gniewie wielokrotnie objawia się takie zachowanie, którego po wyciszeniu żałuje się. Gniew często staje się przyczyną krzywdy wyrządzonej drugiej osobie.
„Nie unoszenie się gniewem”, to nie tylko wybuchy gniewu, lecz także wszelkie dąsanie się, niezadowolenie, różne postacie złego humoru. Jeśli zabraknie umiejętności panowania nad tymi uczuciami, wówczas może dojść do niebezpiecznych kłótni i sporów, do zrodzenia się chęci wyrządzenia krzywdy drugiej osobie. Dlatego właśnie Jezus w Kazaniu na Górze zawarł wyraźną przestrogę przed nieumiejętnością panowania nad gniewem, mówiąc:

„Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj, a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi” (Mt 5,21-22).

Umiejętność panowania nad gniewem, pozwalającą uniknąć takich drastycznych konsekwencji, dającą możliwość życia zgodnie ze słowami Jezusa, można osiągnąć wg św. Pawła koncentrując się na agape, która „nie wpada w gniew”.

5.9. „Nie pamięta złego”

Apostoł stwierdza jasno: miłość nie pamięta złego bez żadnych warunków, które musiałby wypełnić czyniący zło. Można by sądzić, że jest to postawa bardzo naiwna, ale autor podkreśla, że uczeń Chrystusa jest nowym stworzeniem, oddającym się Bogu, który nie poczytuje ludziom ich grzechów, jedna ich ze sobą i między sobą. Nie pamiętanie złego, przyczyniające się do tworzenia jedności między ludźmi, to naśladowanie Boga w jego zbawczym działaniu dla dobra człowieka. Postawa ta wyrażona jest w przejmującym sformułowaniu Izajasza: „Ty zachowałeś mą duszę od dołu unicestwienia, gdyż poza siebie rzuciłeś wszystkie grzechy moje” (Iz 38,17).
Zasadnicza treść zawarta przez św. Pawła w rozpatrywanym przez nas wyrażeniu to podkreślenie, że prawdziwa miłość nakazuje puścić w niepamięć złą przeszłość naszych bliźnich, dać im szansę; jest wyrozumiała nawet wtedy, gdy doznaje przykrości, nie żąda naprawienia krzywd, ani nie pragnie zemsty, gdyż usprawiedliwia krzywdziciela. Czyni tak, nie tylko wówczas, gdy krzywdziciel wyciąga rękę, ale nawet wtedy, gdy nie ma w nim skruchy, starając się zło zwyciężyć dobrem.
Wzorem miłości nie pamiętającej uraz jest postawa Jezusa, który zarówno w słowach jak i w czynach nakreślił pełny obraz tego przymiotu agape. Nie czekał aż ludzie staną się warci Jego miłości, aż porzucą swoje zło i zaangażują się w dobro. Kochał wszystkich miłością bezwarunkową. Nie stawiał wymogów niszczących istotę miłości od podstaw. Bezwarunkowo zapominał popełnione zło, mówiąc:„Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8,11). Nie ma to sensu zobowiązującego, lecz pomaga zobaczyć nową głęboką więź z Jezusem, w której nie ma już miejsca na grzech. Podobną postawę ukazywał Zbawiciel wielokrotnie. Pod wpływem miłości przebaczającej celnik Zacheusz porzucił swoje niesprawiedliwości, zaprzestał krzywdzenia ludzi, zaś krzywdy wyrządzone naprawił w czwórnasób. Miłością przebaczającą i zapominającą urazy ogarnięty został również św. Piotr, w słabości swojej zapierający się Mistrza, a także okrutni złoczyńcy, krzywdzący Jezusa dotkliwie i boleśnie w czasie rozgrywania się dramatu męki i śmierci.
Największym wyrazem takiej agape staje się ofiara Syna Bożego na Krzyżu, niwecząca grzechy ludzi przez obmycie ich krwią odkupieńczą. Chrystus ukazał, że każdy człowiek, nawet największy złoczyńca, wart jest miłości, mającej moc przemieniania ludzi na lepsze.
Umiejętność taka potwierdziła pełnię miłości wyrażoną wcześniej w słowach przekazywanych Apostołom i całej rzeszy uczniów Jezusa. Szczególnym przykładem jest Modlitwa Pańska, która zawiera w sobie głęboką ideę miłości przebaczającej wyrządzone zło i popełnione grzechy. Prośba skierowana do Ojca, posiada głębokie uzasadnienie, ponieważ Bóg jest zawsze gotów zapomnieć wszystkie urazy. Zawiera również potwierdzenie, że ludzka miłość ma w sobie możliwość zapominania o uczynionym złu. Jest to także warunek uzyskania przebaczenia od Ojca:

„Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski” (Mt 6,14).

Zapomnienie krzywd, będące efektem szczerego przebaczenia, nie jest łatwe, dlatego odczuwając wewnętrzne przeszkody, jakie utrudniają człowiekowi zrealizowanie tej cnoty Piotr pyta Nauczyciela, ile razy ma zdobywać się na wysiłek wybaczania. Otrzymuje odpowiedź, przekraczającą granice jego możliwości intelektualnych, ale i granice wszelkiego ludzkiego intelektu i pragmatyzmu. Pouczenie Jezusa brzmi: wybaczać należy ciągle, nieustannie i bezwarunkowo, zapominając jednocześnie o największych przewinieniach, ponosząc największą ofiarę za krzywdzącego.
Doskonałą ilustracją Pawłowego przymiotu miłości „nie pamiętającej złego” jest przypowieść „O synu marnotrawnym” (Łk 15,11-32). Bardzo precyzyjnie Jezus wyraża tu istotę miłości międzyludzkiej, wzorowanej na miłości Boga wobec grzeszników. Miłość przekracza nawet miarę sprawiedliwości, która, jak mogłoby się wydawać, nakazuje wyrównanie wyrządzonej krzywdy, uczynionego zła. Syn, który opuścił dom, dotknął i obraził swojego ojca złym postępowaniem, utratą bezwartościowej godności synowskiej. Postawa młodszego syna z pewnością, przez cały czas jego nieobecności, była dla ojca źródłem smutku i cierpienia. Jednakże nie oczekuje on skruchy, jako warunku przebaczenia i pełnej miłości. To zdumiewające spojrzenie ojcowskiej miłości, całkowicie bezwarunkowej, nie pamiętającej już w tym momencie wyrządzonych krzywd, powoduje wybuch skruchy. Prawdziwa miłość kieruje się na osobę, jaką ona jest w tej chwili, nie ocenia, „nie liczy zła”.

5.10. „Nie cieszy się z niesprawiedliwości”

Św. Paweł przekazuje obraz miłości, która nie cieszy się z wszelkiej krzywdy i szkody popełnionej wobec innej osoby. Niesprawiedliwość i krzywda zawsze powinny smucić i boleć. Natomiast postawa odwrotna, czyli radość z cudzej krzywdy, jak zauważa Bp Romaniuk: „to wyraz współdziałania z szatanem. Sprawiedliwość polega, jak wiadomo, na tym, żeby oddawać każdemu, co komu się należy: to, co boskie Bogu, to, co ludzkie, człowiekowi. Otóż wyrazem szczególnej zmowy z czartem, byłaby radość z niesprawiedliwości względem Boga; radość z tego, że ludzie nie okazują Bogu czci, ani wdzięczności, że Go nie kochają i że ciągle szukają, albo sami sobie stwarzają innych bogów; że cieszą się z wszelkiej obrazy Boga i każdego grzechu, który w swej istocie jest niesprawiedliwością względem Boga”.[5]
Cieszenie się z niesprawiedliwości, jako współudział w jej czynieniu, w krzywdzeniu innych, odczuwanie przyjemności w stawianiu siebie wyżej, potępił Jezus z całą stanowczością. Miłość nie ciesząca się z niesprawiedliwości, wychodzącą naprzeciw nieprawości i demaskującą ją, ukazał Syn Boży faryzeuszom i uczonym w Piśmie, kiedy przyprowadzono do Niego kobietę, przyłapaną na cudzołóstwie. Zgodnie z Prawem, mogła być ona ukamienowana. Przepis ten daleki był przykazaniu miłości, gdyż dawał możliwość niesprawiedliwego krzywdzenia innych, bez brania pod uwagę zła wyrządzonego w ten sposób. Jezus z miłości wychodząc na przeciw takiej sytuacji, ze spokojem nakazuje:

„Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8,7).

Kolejny raz miłość odniosła zwycięstwo.

5.11. „Lecz współweseli się z prawdą”

Apostołowi chodziło zapewne o prawdę w szerokim znaczeniu tego słowa, w sensie praktycznym, będącą przeciwieństwem „nieprawości”. Jest to prawda w wymiarze moralnym, bardzo blisko spokrewniona z biblijną sprawiedliwością. Miłość może więc współradować się ze sprawiedliwości, gdyż sprawiedliwe postępowanie powinno być źródłem radości.
Rozumienie prawdy w sensie moralnym, oznaczającej właściwe i dobre postępowanie, uczciwość i prawość, wielokrotnie ukazuje Jezus w swojej postawie i nauczaniu. Sam mówi o sobie:

„Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6).

Jezus jest wzorem takiego postępowania, które całkowicie pokrywa się z wypowiadanymi słowami. Jest obrazem prawdy, na której chrześcijanie powinni oprzeć swoje życie, aby osiągnąć z nim zjednoczenie. Wyraża to słowami:

„Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,31-32).

Współweselenie się z prawdą zawiera się w postawie ojca cieszącego się z powrotu syna marnotrawnego. Szczęśliwy ojciec na widok powracającego nieszczęśnika: „Wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go” (Łk 15,20). Następnie nakazał wyprawić ucztę, by radować się publicznie i głośno z powrotu syna, ze zwycięstwa prawdy i sprawiedliwości. Widok dobra u syna który: „… był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,32), napełnił ojca radością.
Podobnie ewangeliczny pasterz, który odnalazł zaginioną owieczkę i kobieta po odnalezieniu cennego pieniążka – zapraszają innych, aby wspólradować się z nimi.[6]
„Współweselić się z prawdą”, to wyrażenie odpowiadające także radości z nawróceń grzeszników, doznawanej w rzeczywistości niebiańskiej:

„Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7).

5.12. „Wszystko znosi”

Wyrażenie to odnosi się do zdolności przemilczania doczesnych krzywd, znoszenia trudów, powstrzymywania się od wszczynania sporów. Odpowiada to postawie Jezusa, okazywanej ludziom dotkniętym złem, grzechem. Miłością zakrywającą wszystko ogarnięci zostali celnicy, z którymi Jezus ucztował, poborcy podatków, chorzy duchowo i cieleśnie, a także okupanci. Daleko od takiej postawy znajdowali się uczeni w Piśmie i faryzeusze, pytający: „Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?” (Mk 2,16). Zbawiciel zakrywający wady i zło zwracając się z miłością właśnie do tej odrzuconej części społeczeństwa, ukazuje, że: „ Nie zdrowi potrzebują lekarza (miłości) lecz ci, którzy się źle mają” (Mk 2,17).
Grupa, która szczególnie potrzebowała ogarnięcia miłością byli trędowaci, drastycznie odrzuceni przez społeczeństwo, osamotnieni i skazani na powolne umieranie. Wbrew panującym zasadom społecznym. Jezus nie odpycha ich, lecz „dotyka” miłością uzdrawiającą, pozwalającą odzyskać wiarę i nadzieję.[7]
Jasny obraz, w którym przeciwstawiają się sobie dwie postawy: czynienie wyrzutów i zakrywanie zła, zawiera wspomniany już wyżej fragment z Łk 7,36. Faryzeusze zaproszeni na ucztę widzieli w kobiecie prowadzącej w mieście „życie grzeszne”, tylko zło. Eksponując tę stronę jej życia i tylko na niej zatrzymując swoją uwagę, czynią Jezusowi ciche wyrzuty:

„Gdyby on był prorokiem wiedziałby co za jedna i jaka jest ta kobieta” (Łk 7,39).

Zupełnie odwrotną postawę ukazuje Nauczyciel, zakrywając jej grzechy, nie dostrzegając ich, lecz zatrzymując się na tym co dobre w tej kobiecie:

„Ona zaś łzami oblała mi stopy i swymi włosami je otarła. (….); nie przestała całować moich nóg, (…), olejkiem namaściła moje nogi” (Łk 7,44 –46).

Jest to także miłość, która znosi ból, upokorzenie, wzgardę, odrzucenie. Dokładnie tak, jak Jezus w czasie swojej męki i konania na Krzyżu. Wyszli przeciw niemu z kijami i mieczami „jak na zbójcę” ( Łk 22,52), „naigrywali się z Niego i bili Go” (Łk 22,63), poddali go biczowaniu, „uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym” (J 19,2), następnie szydzili z Niego, policzkowali, ukrzyżowali między złoczyńcami. A On wszystko znosił:

„…nawet nie otworzył ust swoich.

Jak baranek na rzeź prowadzony,

Jak owca niema wobec strzygących ją”

(Iz 53,7).

5.13. „Wszystkiemu wierzy”

Sens tego wyrażenia jest następujący: ten, kto miłuje Boga, wierzy we wszystko, co On objawił i co przekazuje w swoim słowie. Wierzyć to znaczy uznać za prawdę to, co Bóg mówi jedynie na podstawie jego autorytetu. Miłując Boga, bez zastrzeżeń przyjmuje się wszystko, co podaje On do wierzenia. Do zaistnienia takiej wiary sam Pan Bóg przyczynia się, udzielając swojej łaski.
Apostoł miał na myśli również miłość do bliźniego, wierzącą zawsze w najlepsze rzeczy dotyczące ludzi. Otrzymujemy więc tu taki sens, że kto ma miłość prawdziwą do bliźniego, nie odnosi się do niego nieufnie, z uprzedzeniem, lecz daje wiarę temu, co on sam o sobie mówi i co inni mówią o nim, wierząc, że ten kogo się miłuje, nie kłamie. Miłość ta nie wątpi również w zbawienie bliźniego, modli się za niego do Boga.
W odniesieniu zarówno do Boga, jak i do ludzi uwierzyć to znaczy zaufać. Taka postawa rodzi pełną otwartość już nie z powodu nieświadomej naiwności, lecz na gruncie świadomego zaufania i wiarygodności żywionej wobec drugiej osoby.
W ujęciu Jezusa miłość, która „wszystkiemu wierzy” całkowicie odpowiada postawie, jaką ma małe dziecko wobec swoich rodziców. Stwierdzenie:

„Kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Łk 18,17),

podkreśla znaczenie zaufania, zawierzenia i oddania się w ręce „autorytetu”, jako warunek osiągnięcia zbawienia. Jezus wskazuje nie na cechy dziecięctwa, które objawiają się słabością, lecz chodzi Mu o stosunek dziecka do ojca, od którego przyjmuje ono wszystko z ufnością. Pod tym względem dzieci są wzorem dla wierzących, którzy powinni zawsze uświadamiać sobie swoją zależność od Boga i Jemu całkowicie, i bezwarunkowo ufać.
Słowa, będące zachętą do uwierzenia Bogu, całkowitego zaufania Mu i złożenia wszystkich dziedzin swojego życia w Jego ręce, wypowiedział Jezus także w Kazaniu na Górze, w części dotyczącej troszczenia się o dobro doczesne.

„Nie troszczcie się zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie” (Mt 6,34).

To bardzo trudna umiejętność. Z niemałymi oporami uwierzył św. Piotr, doświadczony rybak, Jezusowi zachęcającemu go do wypłynięcia na jezioro, zupełnie wbrew zasadom rybołówstwa, kiedy wszystko wskazywało, że połów nie może być udany: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili” (Łk 5,5). Otworzył się jednak na słowa Jezusa i : „…zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać.” Jego ufność od razu została nagrodzona.
Jednak nie sama wiara i zaufanie wystarczą, aby nieugięcie iść za Mistrzem, naprzeciw wszelkim przeszkodom i niebezpieczeństwom. Ten sam Piotr, zachęcony słowami Jezusa, spotkanego na środku jeziora, wychodzi z łodzi i idzie po powierzchni wody. Po pokonaniu niewielkiej odległości: „… na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie ratuj mnie” (Mt 15,30). Jego wiara okazała się niewystarczająca. Jeszcze brakowało jej nadziei i umiejętności przetrzymania wszystkiego.

5.14. „We wszystkim pokłada nadzieję”

Miłość, która wierzy i bezgranicznie ufa, nigdy nie traci nadziei, że czyniący zło wróci kiedyś na dobrą drogę. Ponieważ skierowana jest na to, co najlepsze, nie szuka słabych stron, mankamentów, nie wspomina wyrządzonego zła, lecz przebacza i z nadzieją rozpoczyna na nowo.
Ponieważ nadzieja ze swej natury dotyczy przyszłości, spodziewa się więc pomyślnej drogi życia nawet dla grzesznika, nie rokującego nadziei na poprawę. Taka postawa jest bardzo trudna, dlatego w innym miejscu św. Paweł powie, że prawdziwa nadzieja jest „nadzieją wbrew nadziei” (Rz 4,18).
Miłość pokładająca nadzieję we wszystkim ukierunkowana jest również na Boga, który człowieka kocha taką właśnie miłością, która wszystkiego się spodziewa. Bóg pokłada nieskończoną nadzieję w człowieku i dlatego wybacza ciągle i bezwarunkowo. Odwzajemnieniem takiej postawy Boga wobec człowieka, musi być miłość pełna nadziei ze strony człowieka. Trudne jest to do zrealizowania ze względu na kruchość i słabość ludzkiej natury, lecz jak pisze św. Paweł w „Liście do Rzymian”:

„… ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś nadzieję. A nadzieja zawieść nie może” (Rz 5, 3-5).

Do tego potrzebna jest moc nieskończonej miłości, która jest darem Ducha Bożego. Tak ujęty przez św. Pawła przymiot miłości jest bardzo bliski optymizmowi, który jest naturalnym elementem ufnej miłości.
Ponieważ nadzieja ukierunkowana jest na przyszłość, można więc tu również brać pod uwagę przyszłość w postaci wiecznego życia, o którym Jezus wielokrotnie mówi przemawiając do uczniów i do ludu. Uwierzenie w Chrystusa, zgodnie z jego słowami:

„Kto we mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie. Każdy kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki” (J 11, 25-26),

daje nadzieję na przebywanie z Nim w wieczności. Jezus obdarowuje tą nadzieją, ale jest to już taka nadzieja, która tożsama jest z pewnością, która płynie z miłości do Niego i stoi przed wiarą. Nadzieja pokładana w Bogu i w Jego Synu, rodząca pewność osiągnięcia życia wiecznego, zachęca do zbierania nadziei w każdym człowieku, prowadzi również do jeszcze większej miłości, która przetrwa wszystko.

5.15. „Wszystko przetrzyma”

Miłość, jako źródło wytrwałości, realizuje się na dwu płaszczyznach. W relacji z bliźnimi pobudza do znoszenia wszelkiego rodzaju ucisków dla bliźniego, często wszelkich jego wad, uchybień, a nawet doznawanego zła. Na takie przeszkody ze strony ludzi narażeni są szczególnie ci, którzy pracują w służbie Ewangelii, o czym wyraźnie pisze św. Paweł:

„Okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach, więzieniach, podczas rozruchów” ( 2 Kor. 6, 4-5).

Mając swoje źródło w Bogu i boską nieomal moc, miłość pokonuje wszystko i ze wszystkiego wychodzi zwycięsko. „Żadna przeszkoda nigdy nie sprawi, że miłość przestanie być miłością”.
Taka oto miłość Boża, która ukazywana była wcześniej przez różne cechy i przymioty, teraz została pokazana w całej swej potędze. Niezłomna nadzieja ostatecznego zwycięstwa, wypływa z faktu, że miłość ta zawiera również ideę trwania przy czymś z uporem, mimo narastających trudności. Droga taka nie jest łatwa również z tego powodu, że w którymś jej miejscu możliwa staje się ciemność w postaci – „milczenia Boga”, utraty wyraźnych potwierdzeń jego obecności. Sytuacji takiej doświadczyło wielu wielkich świętych Kościoła.
Do zniesienia różnych cierpień nie wystarczą tylko wiara i nadzieja, jeżeli nie towarzyszy im miłość. Obecność agape jest siłą pozwalającą pokonać wszelkie przeszkody. Cierpienie dla Chrystusa, uzasadnione wielkoduszną i wspaniałomyślną miłością wielokrotnie było przez Niego zapowiadane:

„Będę was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować (Mt 10,17).

A w innym miejscu:

„Wtedy wydadzą was na udrękę i będą zabijać, i będziecie w nienawiści u wszystkich narodów” (Mt 24,9).

Dla uczniów Jezusa nieuniknioną staje się taka droga, którą przeszedł On sam, a która urzeczywistniać się może tylko dzięki miłości, znoszącej wszystko i trwającej do końca.

[1] Por. Tomasz a’Kempis, O naśladowaniu Chrystusa, Kraków 1981, I, XV,3.

[2] Por. także: Wj 20,5; 34,14; Pwt 4,24;Joz 24,19; 2 Krl 19,31 i in.

[3] K. Romaniuk, Największa jest miłość, Częstochowa 1995r., s. 60.

[4] C. S. Lewis, Cztery miłości, Warszawa 1973r., s. 112.

[5] K. Romaniuk, Największa jest miłość, dz. cyt., s. 80.

[6] Por. Łk 15,6; 15,9.

[7] Por. Mt 8,2; 11,5; Mk 14,3; k 17,12.