22 Wrzesień 2009 | Dodaj komentarz »
Wiele w ostatnim czasie nasze małżenstwo przeszlo prob i najwieksza do tej potry burze spowodowana przez moich tesciow. Dzis jeszcze bardziej dziekuje Bogu za dar tych rekolekcji dla malzenstw w Trzesaczu, gdyz przez nie mozna tak powiedziec ze przetrwala nasza wspolnota malzenska. Pan przygotowal nas przez nie na ciezki czas jaki byl przed nami. Przetrwalismy a przezyte trudy ktore mialy nas rozbic jeszcze bardziej nas wzmocnily.
Choc jest mi troche nieswojo odkrywac siebie i przyznawac sie tez do swojej glupoty, Napisze krotkie swiadectwo, ku przestrodze innych, moze komus pomoze, gdyz z pewnoscia wielu, tak jak ja sama do tej pory nie wiedzialam jak niebezpieczne dla czlowieka jest tylko dopuszczenie tylko mysli ze sie zlamie przysiege malzenska, a lagodniej mowiac odejsc od meza.
Mam dobrego i kochanego meza i nigdy nie mialam zamiaru od niego odchodzic. Jednakze na nasze malzenstwo mieli wielki wplyw moi tesciowie . Gdy po 10 latach zbierania, ich chyba nie do konca swiadomych ale zlosliwych ciosow doszedl jeszcze materializm meza, ktory zapomial dla pieniedzy o rodzinie mialam tego wszystkiego dosc. Zaczelam dopuszczac mysli o ewent. odejsciu od meza, z czasem zaczelam o tym mowic, choc tak do konca nie chcialam wcale odchodzic.
Nie bylam swiadoma jak bardzo obrarzam Boga takim tylko gadaniem i jak bardzo otworzylo mnie to na dzialanie zlego ducha i jak niebezpieczne bylo jest to dla mnie w skutkach. Szatan traktuje takie paplanie bardzo powarznie i czuje sie zaproszony wrecz by przyjc i deptac, az zdepcze do konca to co jest uswiecone sakramentem.
Z czasem zaczely sie napawde problemy w naszym wspolnym zyciu wynikajace z coraz to blachszych powodow.
Z laski Pana , przyszlo mi to zrozumienie ze popelnilam ciezki grzech, tym bezmyslnym gadaniem ze odejde od meza.
Poszlam do spowiedzi i bardzo zalowalam tego, postanowilam ze nigdy juz takiej mysli nie dopuszcze.
Myslalam ze to juz koniec mojej pomylki, problemy jednak nie ustepowaly, z czasem czulam czesto niezrozumiala niechec do meza nie wiedzac dlaczego
Nie z przypadku ale z laski Bozej trafilam tego lata na rekolekcje, gdzie poproszono mnie o poslugianie modlitwa wstawiennicza ,gdyz jestem po formacji wtawienniczej. Po krotkim czasie okazalo sie ze nie moge modlic sie za ludzi gdyz to ja potrzebuje modlitwy. Gdy kaplan i grupa wstawiennicza zaczela sie za mnie modlic szybko okazalo sie ze potrzebna jest mi modlitwa o uwolnienie. Gdy kalpan nalozyl rece na mnie cos rzucilo mnie na podloge nagle zdretwialy mi wszystkie palce u rak oprucz jednego, tego na ktorym mialam odraczke, nie wiedzialam co sie dzieje, moim silami ktorymi przeciwstawiala sie inna paralizujaca mnie sila wskazalam kaplanowi na obraczke, wskazalam do nie umialam nic wypowiedziec. On zaraz zrozumial i zaczal sie modlic o uwolnienie od ducha zdrady malzenskej. W tym momencie zly duch moimi ustami zacza bluznilc slowami przysiegi malzenskiej. Bylam przerarzona tym co uslyszalam. Po chwili zly opuswcil moje cialo, moglam swobodnie wstac a w sercu poczulam niesamowity pokoj.
Nigdy bym nie przypuszczala ze tak realna moze byc obecnosc zlego ducha w zyciu czowieka.
Chwala Panu Bogu ze mnie uwolnil z sidel do ktorych tak niepozornie wpadlam.
Jak piekne uczucie milosci do meza odczulam po tej modlitwie i glebokie pragnienie bycia przy nim.
A wspomnienie doswiadczonych przezyc podczas mojej modlitwy o uwolnienie, natychmias usmiercaja u zarodka jakakolwiek nieuporzadkowana mysl dotyczaca mojego malzenstwa.
Dziele sie tym, na Chwale Boza i ku pozytkowi ludzi.
22 Wrzesień 2009 | Dodaj komentarz »
Witam!
W ubiegłą niedzielę, 7 czerwca, wysłuchałam Pana prelekcji dotyczącej
istoty małżeństwa, którą wygłosił Pan w parafii Matki Boskiej Królowej
Polski w ……….. Chciałabym Panu serdecznie podziękować za wszystkie
słowa, które Pan wygłosił!!! Pana prelekcja szczerze mnie wzruszyła i
będzie dla mnie istotnym drogowskazem na przyszłość, zwłaszcza teraz,
gdy wraz z narzeczonym podjęliśmy decyzje o zawarciu sakramentalnego
związku małżeńskiego. Ten najważniejszy dla nas dzień nastąpi dokładnie
za rok. W piątek, 6 czerwca, dokonaliśmy ostatecznej
rezerwacji daty i godz. ślubu w naszej parafii MBKP w …… oraz
potwierdziliśmy rezerwację sali na przyjęcie weselne. A w niedziele, na
mszy św. o godz. 18stej mogłam wysłuchać tak wiele pięknych słów o
istocie małżeństwa. Dla mnie był to znak Opatrzności Bożej. Bardzo Panu
dziękuję, ze przyjechał Pan do naszej parafii!! Życzę wszystkiego
najlepszego, Błogosławieństwa Bożego i pomyślności we wszystkich
dziedzinach życia!
Pozdrawiam!
22 Wrzesień 2009 | Dodaj komentarz »
Pozdrawiam Pana i Całą rodzinę Bardzo serdecznie.
W uczestniczyłem wraz z żoną w prowadzonej przez Pana konferencji na temat szczęśliwego małżeństwa. Jestem pod wrażeniem. Jesteśmy małżeństwem z 14 letnim stażem. Mamy dwoje dzieci w wieku 13 i 8 lat. Bóg jest skałą naszego związku i na nim w Jezusie Chrystusie budowaliśmy nasz związek i nadal chcemy go budować. Małżeństwo to było wymodlone. Ja modliłem się o żonę żona o mnie i Bóg połączył nas. Przeżyliśmy kryzys wiary i odeszliśmy od Boga, wspólnoty. Przez 10 lat żyliśmy sami, jakby wygnani z raju. żyliśmy bez Boga, choć wiem na pewno, iż on nigdy nas nie opuścił. Myśleliśmy że wszystko mamy pieniądze, samochód, pracę. Grzech powoli wkraczał coraz bardziej w każdą dziedzinę naszego życia. Niby razem, a osobno, każdy zaczynał żyć swoim życiem. Dwoje związanych przysięgą złożoną przed Bogiem ludzi, a jednocześnie coraz bardziej sobie obcych. Antykoncepcja- bo dlaczego nie. Wszystko zostało sprowadzone do jak Pan trafnie określił uprzedmiotowienia i całkowitego podporządkowania sobie żony. Nagle zaczynało czegoś brakować, brakować sensu życia. I zdarzył się przełom w naszym życiu. Przyszła burza. Straciłem pracę. Dokładnie wszystko runęło. Wszystko odwróciło się do góry nogami. Wszystko, prócz naszego małżeństwa. Ono się ostało. Zauważyłem żonę. Zobaczyłem że tak naprawdę to właśnie na nią mogę liczyć bezgranicznie. Zaczęliśmy się modlić. Zaczęliśmy uczęszczać na eucharystie. Zaczęliśmy inwestować w nasze małżeństwo. Odrzuciliśmy antykoncepcje. Stało się to 4 lata temu. Wiemy iż od tego czasu Bóg nam błogosławi. Wiemy iż to prawda, że On Stwórca jest i nie pozwoli zginąć nikomu, kto wzywa jego imienia. Dziękuję Bogu że utwierdza mnie że On jest i że w błogosławionym związku małżeńskim on jest sensem istnienia. Zauważyłem to bardzo dobitnie na prowadzonej przez Pana konferencji. Fajnie że jesteście. Wasze małżeństwo jest dla mnie przykładem. Robi Pan dobrą robotę. Aż niewiarygodne że w dzisiejszym świecie, można tak żyć. Ale bardzo mnie to inspiruje. Taka jazda bez trzymanki z Panem Bogiem pod prąd. Super sprawa. Przypomniał mi Pan parę rzeczy, które staram się od nowa wprowadzać do naszego małżeństwa. Dziękuję raz jeszcze. Niech Wam Pan Bóg błogosławi.
22 Wrzesień 2009 | Dodaj komentarz »
W drodze powrotnej z Radomska gdzie odbyła się sesja mieliśmy razem z Olą owocną rozmowę. Właściwie pierwszy raz w życiu usłyszeliśmy, że małżeństwo to żywa komórka którą trzeba odżywiać i stale doglądać. Obydwoje z żona bardzo często uczestniczymy i sami prowadzimy szkolenia. Wiele z nich jest monotematyczna a nawet nużąca. Jadąc więc na sympozjum dotyczącego miłości dwojga ludzi, mieliśmy podobne przeczucia. Tymczasem ku naszemu zaskoczeniu pięciogodzinne warsztaty dotyczące nas samych, okazały się być bardzo ciekawe. Prowadzący w trafny sposób potrafił przekonać uczestników, że małymi krokami dzień po dniu możemy wiele zmienić. Analizowaliśmy codzienne sytuacje zastanawiając się czy nasz(a) partner(ka), nie chciałaby aby odbywało się one w inny sposób tj; koszenie trawy, wynoszenie śmieci, zasypianie. Poznaliśmy wyniki badań nad rodziną, modlitwą i w jaki sposób wpływa ona na jej rozwój.
Ktoś kiedyś powiedział że codziennie powinniśmy się nawracać. Myślę, ze to samo tyczy się naszego związku. Codzienna praca, rachunek sumienia. Dopiero teraz rozumiem powagę i wartość codziennych czynności, rytuałów małżeńskich, i naszych relacji. Można dzięki nim zmienić nasze przekonania dotyczące małżeństwa, tego co mówią inni ludzie, z czego czasem drwią. Mam nadzieje że nie będę nigdy wymyślał negatywnych dowcipów na temat małżeństwa. A autorów tychże opowieści zapraszam na kilka godzin rozmyślań do Pana Mieczysława. Naprawdę można wyciągnąć wiele cennych rad.
Jednym z moich największych pragnień jest to abyśmy z moją żoną Olą, kiedyś dziećmi i Panem Jezusem między nami stworzyli kolebkę szczęścia i wzoru dla innych.
Ola i Wiesław – Poznań 2 listopad 2008r.