<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>mojemalzenstwo.pl &#187; Młodzeży</title>
	<atom:link href="http://malzenstwo.zw.pl/?feed=rss2&#038;cat=29" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://malzenstwo.zw.pl</link>
	<description>Celem tej strony jest ukazywanie wartości,  piękna, świętości i nierozerwalności sakramentalnego  związku małżeńskiego kobiety i mężczyzny</description>
	<lastBuildDate>Mon, 16 Aug 2010 10:37:10 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Małgosia</title>
		<link>http://malzenstwo.zw.pl/?p=123</link>
		<comments>http://malzenstwo.zw.pl/?p=123#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Sep 2009 10:39:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Młodzeży]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malzenstwo.zw.pl/?p=123</guid>
		<description><![CDATA[        &#8221; MÓJ OBECNY STAN WIARY W BOGA&#8230;&#8221;
              Zanim napiszę o dzisiejszym moim stosunku do wiary, muszę napisać trochę o przeszłości, gdyż jest to nierozerwalnie z tym związane.
      Urodziłam się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>        &#8221; MÓJ OBECNY STAN WIARY W BOGA&#8230;&#8221;</p>
<p>              Zanim napiszę o dzisiejszym moim stosunku do wiary, muszę napisać trochę o przeszłości, gdyż jest to nierozerwalnie z tym związane.<br />
      Urodziłam się w katolickiej rodzinie, a więc zdawało by się, że powinnam w miarę swych możliwości &#8220;stosować&#8221;, może lepiej wypełniać praktyki religijne. Tak jednak postępowali i postępują moi rodzice-ja natomiast jako mała dziewczynka chodziłam do kościoła bo wszyscy chodzili, bo mi rodzice kazali, bo musiałam, nie zdając sobie sprawy z powagi tych czynów modlitwy wieczornej i rannej, spełniania boskich przykazań. Z kolei, już jako zbuntowana nastolatka zrezygnowałam praktycznie z uczestnictwa w Eucharystii, odmawiania modlitw gdyż uważałam to za stratę czasu, bigoterię, a przebywając w różnych towarzystwach ludzi w moim wieku zaczęła się w sercu rodzić myśl o wstydzie za to kim jestem. Nie specjalnie przemawiały do mnie argumenty rodziców-dalej oszukiwałam ich że idę do Kościoła ,podczas gdy szłam na cmentarz lub stałam gdzieś obok. Również obojętnie odnosiłam się do zajęć religii, czasem zdarzało mi się wyśmiewać z zaangażowania bliźnich w wiarę- przeważnie było to pod wpływem towarzystwa, albo robić im przykrości niegodne chrześcijanina. Tak było do sierpnia tego roku, kiedy to zdecydowałam się iść na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy.<br />
     Z początku traktowałam to jako sposób na spędzenie wakacji, możliwość poznania nowych ludzi i zawarcia ciekawych znajomości. Dopiero po przejściu pierwszego dystansu, wieczorem w kościele w Górze zdecydowałam się pójść do spowiedzi- zrobiłam to jakby z doskoku, nawet nie zastanawiając się szczególnie nad grzechami i idąc po to by mieć czyste sumienie i by uczestniczyć w Eucharystii jak wszyscy pielgrzymujący. Ale jednak coś się stało, bo poczułam wyraźną ulgę. Mijały dni a każdy inny, lepszy od poprzedniego. Z dnia na dzień, rozumiałam dlaczego tu jestem, dlaczego pomimo kłopotów finansowych udało mi się dosłownie wybłagać rodziców o pieniądze- chyba poznałam odpowiedź- Bóg dał mi kolejną szansę. W tym wszystkim utwierdzał mnie widok tylu ludzi, którzy na zawołanie Boga odpowiedzieli: ”Idę z Tobą Panie”. Na ich twarzach można było odczytać radość, szczęście i szczerą wiarę. Powoli i ja zaczęłam rozumieć treści zawarte we wspólnie śpiewanych piosenkach, które ku mojemu zdziwieniu nie okazały się być zawodzeniem dewotek, ale żywą, radosną modlitwą, z którą poczęłam się identyfikować, bo zaczynała dotyczyć i mnie. Zapomniałam też o uczuciu przerażenia a może tylko o obawie przed przebywaniem wśród tylu obcych ludzi, natomiast ogarnęło mnie podniecenie na myśl osiągnięciu wyznaczonego celu, dotarcia na miejsce. Moment kulminacyjny nastąpił w ostatni dzień wędrówki do Matki Boskiej.<br />
       To była niedziela, tuż przed samą Częstochową. Zatrzymaliśmy się na postój, na tzw. ”górce pojednania, gdzie wszyscy nawzajem się przepraszaliśmy, dziękowaliśmy za obecność. Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę z faktu, że bez tych ludzi z którymi tak bardzo się zżyłam, bez naszej wzajemnej, codziennej modlitwy, nie dałabym sobie rady. Nagle ogarnęła mnie taka radość, ogromna siła, że na ostatnim etapie nie czułam ani zmęczenia, ani tego, że to już koniec- ja mogłabym iść dalej i dalej&#8230;niemal bez końca&#8230;<br />
       Niestety on był nieunikniony- ale warto było. Sam widok tej ogromnej ilości pielgrzymów z różnych stron Polski, czekających na przywitanie, ich radość, miłość wyrażona poprzez śpiew- tego nie w sposób opisać- to po prostu trzeba przeżyć, zobaczyć. Poczułam się jak jedna z sióstr, w wielkiej rodzinie zwanej Kościołem. Jednak chwila, która zapadła mi ma zawsze w pamięć to Msza św. w samej Bazylice. Odprawiał ją nasz ks. przewodnik, a ponieważ zawsze gdy on mówił uważnie go słuchałam, tak i teraz byłam skoncentrowana. Do czasu. W pewnym momencie zupełnie oderwałam się od rzeczywistości i zaczęłam się zastanawiać nad  swoim dotychczasowym życiem.<br />
       Zaczęłam rozumieć co to naprawdę wiara, miłość  Boga, sprawiedliwość i opieka, troska, itp. itd.-nie można wymienić wszystkich darów jakimi darzy nas Bóg w mniejszej lub większej ilości, ale każdego, co dzień. Doznałam też jakby olśnienia, które sprawiło, że już wiedziałam co i jak mam dalej robić. Żałowałam że nie mogę cofnąć czasu, zmienić kilka rzeczy, sytuacji. Zrozumiałam bowiem kto tak naprawdę jest dla mnie najważniejszy, dzięki komu żyję na tym świecie i doszłam tutaj szczęśliwie. Było pełno ludzi, szczególnie młodych, których coś tu przyciągnęło- jak mnie. Z oczu popłynęły mi łzy. Bóg dał mi szansę, poprzez te doświadczenia, przyjęcie Eucharystii, wskazał mi drogę- tą właściwą, którą od tamtej chwili usiłuję dążyć. Po powrocie do domu, dość długo i mocno przeżywałam tamte wydarzenia. Minione obrazy zaczęły się zacierać kiedy znalazłam się w towarzystwie ludzi młodszych, a przypominających mnie samą do niedawna. Ale mój trud pielgrzymki nie poszedł na marne. Wystarczyła jedna msza, spotkanie z Bogiem, abym znów odzyskała wiarę w siebie, w to, że nie jestem sama, że jest Ktoś, na kogo w każdej chwili mogę liczyć, kto jest dla mnie jak najwierniejszy  przyjaciel, który nigdy mnie nie opuści.<br />
        Choć na świecie jest tak wiele rzeczy, których nie rozumiem, to wiem, że kiedyś każdy z nas pozna te tajemnice- trzeba tylko wierzyć. W końcu to Bóg stworzył świat, ludzi, a sprawiając nam dobre, pełne radości chwile, chce nas uodpornić na te złe. Nawet ból, cierpienie- to wszystko ma jakiś cel. Dopiero teraz też, kiedy zaczynam to odczuwać, dziękuję Bogu za to czym mnie obdarza: za siłę, odwagę i optymizm w trudnych okresach, za radość, uśmiech i szczęście, za zdrowie, opiekę- po prostu za wszystko. Dziękuję mu bo wierzę że On istnieje i moje modlitwy będą wysłuchane. Nie są to co prawda znane katolikowi modlitwy, ale moje własne- może nieskładne, niesystematyczne, ale moje, szczere, prosto z serca płynące. Nie jestem też od razu jakaś bardzo głęboko wierząca, zapominająca o normalnym życiu nastolatki, o moich potrzebach, marzeniach. Staram się to wszystko pogodzić. Myślę że stopniowo  mi się to udaje, bo przestałam się wstydzić tego, że jestem Dzieckiem Bożym, że nadrzędne miejsce w moim życiu zajmuje Bóg. Teraz też rozumiem postawę starszych osób- większość z nich jest samotna, odtrącona przez bliskich, pozostaje im Bóg. Z nim mogą porozmawiać i być wysłuchanym .<br />
          Ja wiem, że większość młodych ludzi w tym wielkim bałaganie zagubiło wiarę w istnienie Boga, skoro tyle jest cierpień, zła. Zupełnie zmienia się sytuacja gdy dosięgnie ono nas- żalimy się dlaczego że akurat nas to spotyka. Z kolei gdy coś nam grozi- „Jak trwoga to do Boga”. Szczególnie jest to widoczne u dorosłych. Należy jednak zauważyć że to od nas samych zależy jak będziemy postępować: On daje nam zawsze wybór- naszym zadaniem jest dokonać tego prawidłowego. Jeśli nam się coś nie uda, nie pójdzie po naszej myśli, to nie możemy się poddawać. Jesteśmy tylko owieczkami, można powiedzieć, że czarno-białymi, ze słabościami i z zaletami, Bóg zaś jest naszym Pasterzem. Wierzę zatem, że każdym razem kiedy popełniam grzech, lecz potem serdecznie tego żałuję, kiedy staram się postępować wg. przykazań, lecz mam mało sił by podołać wyzwaniom czekającym na chrześcijanina,  to dostanę drugą szansę. Jeśli i wtedy się nie powiedzie, to trzecią, czwartą, itd.- aż do skutku. Bo Bóg istnieje i kocha nas- uwierzcie mi, bo inaczej skąd byśmy się wzięli na świecie? To jest największa prawda, ja w nią wierzę- ty zrób to samo.<br />
         Pozostaje tylko jeden szczegół, który nurtuje wszystkich- śmierć. Nie od dziś wiadomo, że dopada każdego człowieka i jest nieunikniona. Osobiście jeszcze nie doszłam do tego stopnia rozwoju duchowego, że wierzę w Piekło albo Niebo. Jakoś trudno mi sobie cokolwiek wyobrazić. Wiem tylko tyle, że po śmierci będzie Sąd Ostateczny- dobrzy będą nagrodzeni, źli- ukarani. Mam nadzieję, że tych ostatnich będzie niewielu, może w ogóle? Postarajmy się o to, bo naprawdę warto doznać, doświadczyć miłości i obecności Boga.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malzenstwo.zw.pl/?feed=rss2&amp;p=123</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Agnieszka</title>
		<link>http://malzenstwo.zw.pl/?p=121</link>
		<comments>http://malzenstwo.zw.pl/?p=121#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Sep 2009 10:38:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Młodzeży]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malzenstwo.zw.pl/?p=121</guid>
		<description><![CDATA[To były trudne chwile, ale dziękuję za nie Bogu.
Mam 17 lat i uważam, że mój stan wiary w Boga jest każdego dnia coraz mocniejszy. Wstając i kładąc się spać rozmawiam z Jezusem, a niedzielę rozpoczynam od Mszy św. Raz w miesiącu korzystam z sakramentu pojednania. Jednak w niedawnej przeszłości poważnie zwątpiła w istnienie Boga. Było [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>To były trudne chwile, ale dziękuję za nie Bogu.</p>
<p>Mam 17 lat i uważam, że mój stan wiary w Boga jest każdego dnia coraz mocniejszy. Wstając i kładąc się spać rozmawiam z Jezusem, a niedzielę rozpoczynam od Mszy św. Raz w miesiącu korzystam z sakramentu pojednania. Jednak w niedawnej przeszłości poważnie zwątpiła w istnienie Boga. Było to wówczas, kiedy zachorował mój tata. W czasie jego pobytu w szpitalu modliłam się każdego dnia o szybkie wyzdrowienie i powrót do domu. Jednak tak się nie stało. Po miesiącu choroby tata zmarł. Byłam załamana. W sercu czułam wielki żal do Boga, za to, że mnie nie wysłuchał. Chociaż minęły już 3 lata, do dzisiaj nie mogę się pogodzić z myślą, że taty nie ma już wśród nas. Codziennie wstając patrzę na fotel, na którym tata lubił siedzieć, a po powrocie ze szkoły oczekuję na jego przyjazd z działki.</p>
<p>Dzisiaj rozumiem, że moment, w którym Bóg zabrał tatę do siebie świadczy o tym, że Matka Boska Nieustającej pomocy wzięła go pod swoją opiekę. Tata odszedł w środę w czasie nabożeństwa do Niej. Zrozumiałam także,  że prędzej czy później każdego z nas czeka śmierć i przejście na „tamtą” stronę.</p>
<p>Niestety, pół roku później zachorowała moja mama. Bałam się, że stracę także ją. Była taka chora, że konieczna była operacja. Tym razem nie straciłam nadziei, ani przez chwilę nie przestałam ufać Jezusowi. Każdego popołudnia, będąc wtedy u babci, odwiedzałam kapliczkę, modląc się o szybki powrót mamy do zdrowia. Bóg wysłuchał mnie, nie pozwoli żebym została sama z bratem. Operacja udała się i mama mogła wrócić do domu.</p>
<p>Teraz już wiem, że muszę Boga kochać zawsze, a nie tylko wtedy, kiedy jest potrzebny. Zrozumiałam dobrze, że wiara, nadzieja i miłość są najważniejsze w moim  życiu.</p>
<p>Agnieszka, uczennica III LO we Wschowie</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malzenstwo.zw.pl/?feed=rss2&amp;p=121</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wierzyć to zanczy mieć cel</title>
		<link>http://malzenstwo.zw.pl/?p=119</link>
		<comments>http://malzenstwo.zw.pl/?p=119#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Sep 2009 10:37:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Młodzeży]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malzenstwo.zw.pl/?p=119</guid>
		<description><![CDATA[      Wierzyć to znaczy mieć cel , a mieć cel to dążyć do niego wszelkimi wysiłkami .
Różni ludzie wierzą w różne rzeczy i osoby .Istnieją różne religie , które mają swoich
wyznawców . Każda ludzka istota musi posiadać motywy, które pobudzają ją do
konkretnych działań . Wszystko to , w co wierzymy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>      Wierzyć to znaczy mieć cel , a mieć cel to dążyć do niego wszelkimi wysiłkami .</p>
<p>Różni ludzie wierzą w różne rzeczy i osoby .Istnieją różne religie , które mają swoich</p>
<p>wyznawców . Każda ludzka istota musi posiadać motywy, które pobudzają ją do</p>
<p>konkretnych działań . Wszystko to , w co wierzymy sprowadza się do jednego aktu , aktu</p>
<p>wiry. Ona istnieje tam gdzie człowiek podejmuje decyzje , które łączą się z jego codziennym</p>
<p>życiem i postępowaniem .</p>
<p>„Wiara to stosunek człowieka do rzeczywistości wymykającej się zwykłemu doświadczeniu ,</p>
<p>doświadczeniu zmysłów . Tego , w co wierzymy , nie możemy ogarnąć – przynajmniej w danym momencie – Żadną przyrodzoną wiedzą” (wypowiedz Piotra Wróbla z magazynu</p>
<p>„Nowe życie” .</p>
<p>    To co zostało wyżej napisane jest tylko teoretycznym stwierdzeniem . Ja spróbuję</p>
<p>wytłumaczyć co znaczy wierzyć w sposób subiektywny , na podstawie własnych przeżyć i</p>
<p>doświadczeń . Chciałabym ukazać to , w co lub w kogo wierzę i jaki jest mój obecny stan wiary .</p>
<p>           Moi rodzice wychowali mnie w wierze katolickiej . Jestem chrześcijanką praktykującą.</p>
<p>Wierzę w Boga i jego objawienie prawdy . W moim życiu nie zdarzyło się nigdy, bym z lenistwa opuściła niedzielną Mszę Świętą . Bóg zajmuje w moim życiu naprawdę szczególne miejsce , a każdy dzień mojego życia jest dniem błogosławionym . Już od dziecka czuję obecność Pana . Wszystko co mi się przytrafiło dobrego i złego jest jednym obrazem , który Bóg namalował swoją miłosierną , ojcowską ręką . Nigdy nie potrafiłam skarżyć się do Ojca Niebieskiego ,o to , że trud , który ponoszę jest mi na moje barki .</p>
<p>Potrafiłabym dać wiele dowodów na to , że w moim życiu istnieje Pan , że jest ze mną w każdym momencie . Powietrze istnieje , choć go nie widać , ale czuć . Podobna jest wiara . Czuję Boga , czuję to jak patrzy na mnie i opiekuje się moją duszą .</p>
<p>          Wszystkie trudne pytania dotyczące Boga i wiary , na które nikt nie potrafi odpowiedzieć , nie stwarzają mi trudności . Może jest to śmieszne , ale moją odpowiedzią</p>
<p>na każde z tych pytań jest „ Mój rozum tu na Ziemi z pewnością tego nie pojmie , ale dusza</p>
<p>tam przed Bogiem będzie to widziała’’. Jestem cierpliwa i moja ciekawość mi nie przysłania</p>
<p>rozsądnego myślenia , a cierpliwość staje się większa im moja modlitwa głębsza .</p>
<p>          Każdy kto wierzy w Boga i przyjmuje dogmaty wiary , a co ważniejsze powierza swój los Panu , deklaruje się na większy trud i poświęcenie . Ja jestem w pełni świadoma , że za chwilę , gdy powierzam swój los Ojcu w Niebie , staję się Jego narzędziem i jak każde narzędzie musi spełniać swoje zadania , tak i ja muszę sumiennie wypełniać wolę Bożą .</p>
<p>          Dla mnie wiara jest „błądzeniem” po krainie tajemnicy w poszukiwaniu Boga . Tajemnicę tą pragnę zgłębiać z biegiem lat , by być dobrze przygotowanym na spotkanie z moim „Pasterzem”</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malzenstwo.zw.pl/?feed=rss2&amp;p=119</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rafał</title>
		<link>http://malzenstwo.zw.pl/?p=116</link>
		<comments>http://malzenstwo.zw.pl/?p=116#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Sep 2009 10:36:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Młodzeży]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malzenstwo.zw.pl/?p=116</guid>
		<description><![CDATA[Byłem „ Tam”
Cała historia miała miejsce pierwszego listopada 1998r. Chodziłem wtedy do ósmej klasy szkoły podstawowej. Jak co roku pojechałem z rodziną do Brenna na Mszę za zmarłych. Rodzice, siostra i ja stanęliśmy przy grobie rodziców mojej mamy. Pomodliliśmy się, po czym rozpoczęła się Msza. W jej trakcie poczułem, że robi mi się słabo. Miałem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Byłem „ Tam”</p>
<p>Cała historia miała miejsce pierwszego listopada 1998r. Chodziłem wtedy do ósmej klasy szkoły podstawowej. Jak co roku pojechałem z rodziną do Brenna na Mszę za zmarłych. Rodzice, siostra i ja stanęliśmy przy grobie rodziców mojej mamy. Pomodliliśmy się, po czym rozpoczęła się Msza. W jej trakcie poczułem, że robi mi się słabo. Miałem wrażenie, że cała moja energia spływa do ziemi. Czułem się zaniepokojony, ale miałem nadzieje, że zaraz mi przejdzie. Niestety czułem się coraz gorzej. Głowa wydawała się tak ciężka, że miałem problemy z utrzymaniem równowagi. Czułem na twarzy mrowienie i chłód. Oczy się zamykały i słyszałem delikatne syczenie w uszach, które zaraz zagłuszyło wszystko. Widziałem przed oczami niebieski plamki, które zasłoniły obraz. Wtedy zwróciłem się do siostry o pomoc. Ta widząc moją trupiobladą twarz i sine usta zaalarmowała całą rodzinę. Odprowadzili mnie na tył cmentarza, gdzie znajdują się zarośnięte opuszczone groby. Wujkowie nie reagowali, bo wiedzieli, że zdarzały mi się podobne historie i że moi rodzice sobie poradzą. Jak się później okazało, to, co mi się stało było o wiele bardziej poważne niż kilkuminutowe utraty przytomności. Wokół było mokro, więc moi rodzice postanowili nie kłaść mnie na ziemi. Niestety był to błąd.<br />
         Czułem, że tracę przytomność, a jednak nie straciłem jej do końca. W pewnym momencie przestałem cokolwiek widzieć, słyszeć i czuć. Nie było mi ani ciepło ani zimno, nie czułem żadnego dotyku, choć zdawałem sobie sprawę, że ojciec mnie trzyma. Nagle poczułem coś dziwnego, jakbym oddzielał się od ciała. Nie było to przyjemne uczucie. Za chwilę uniosłem się bezwiednie na około 2 metry w górę. Na nowo wszystko słyszałem. Mogę nawet powiedzieć, że znacznie wyraźniej niż do tej pory. Czułem wokół siebie lekki chłód, mogłem dokładnie określić kierunek wiatru, choć od rana powietrze wydawało się nie poruszać. Wrócił mi wzrok. Widziałem bardzo wyraźnie i wszystkie kolory były nasycone. Najdziwniejsze w moim widzeniu było to, że widziałem sferycznie. Widziałem jednocześnie ze wszystkich stron. Widziałem swoje ciało i rodzinę wokół niego. Mówię „ciało”, bo wydało mi się ono jakieś obce i krępujące. Czułem się jak bym patrzył na kajdany, które nosiłem przez kilkanaście lat. Teraz moje możliwości niesamowicie wzrosły. Wszystkie zmysły wyostrzyły się, czułem przechodzącą przeze mnie energię, a co najfajniejsze, że  mogę latać. Teraz już nie miałem ciała, ale mój umysł tak bardzo się do niego przyzwyczaił, że domyślnie ciągle uważałem, że moim kształtem, jest kształt ciała i tak doszło do tego, że byłem „myśloksztaltem” swojego ciała. Kiedy spojrzałem niby na swoje ręce, to na początku widziałem, że mam ręce, bo mój umysł się przyzwyczaił, że jak tam spojrzę to zobaczę swoje ręce. Ale ponieważ nie byłem odpowiednio skoncentrowany, a rąk nie było, więc widziałem jak moje ręce rozpływają się. Było to bardzo zabawne. Poruszanie się nie polegało na tym, że się gdzieś szło, tylko wystarczyło pomyśleć, że się chce gdzieś przemieścić i tak się działo. Dużą trudność sprawiało widzenie sferyczne, gdyż można było widzieć wszystko ze wszystkich stron naraz albo wybrać kierunek, w którym chce się patrzeć. Jak się spojrzało do tyłu bez odwracania się, a potem poruszyło się w lewo lub w prawo, to widziało się ruch w przeciwnym kierunku. Kiedy się poruszyło w przód, to widziało się jak przedmioty się oddalają.<br />
         Ciekawym nowym zmysłem było czytanie myśli. Zanim tego nie doświadczyłem, miałem o tym zupełnie inne mniemanie. Nie polega to na tym, że słyszy się myśli jako strumień słów, tak jakby ktoś do siebie mówił, ale jako obrazy stanu emocjonalnego. Ciężko to przełożyć na słowa, ale patrząc na kogoś wpadałem w stan emocjonalny tej osoby i sam czułem, co ta osoba czuje i przez to potrafiłem zrozumieć tą osobę. Gdyby słuchało się, co ta osoba do siebie mówi to otrzymałoby się informacje bardzo powoli. Komunikując się w ten sposób otrzymywało się ogrom informacji w ciągu sekund. Wisząc tak nad moją rodziną pomyślałem sobie, że zobaczę jak wygląda Wschowa i okolice z lotu ptaka. Byłem całkiem świadomy i cieszyłem się, że mogę latać i myślałem sobie: „ Nareszcie latasz, teraz póki możesz to wykorzystać przypomnij sobie gdzie chcesz polecieć”. Czułem się bardzo szczęśliwy i na dobrą sprawę nie chciałem wracać do ciała. Było by to jak powrót do szkoły po wspaniałych wakacjach.<br />
         Po chwilach zupełnej beztroski pouczyłem, że jest nade mną jakaś nieskończona siła. Nie bałem się jej, byłem szczęśliwy z jej istnienia, gdyż w jej cieniu czułem się bezpiecznie. Unosiłem się jakiś czas przez tunel, na którego końcu widziałem światło, aż znalazłem się w ciemnej przestrzeni. Widziałem zmarłych z mojej rodziny. Machali do mnie i cieszyli się, ja także im machałem i zastanawiałem się, jakie pytania im zadać. Miałem wrażenie, że miejsce, do którego podążam jest miejscem końca mojej wędrówki, ale i miejscem, z którego wszystko się zaczęło. Gdybym był tam pierwszy raz czułbym się jakoś dziwnie. Miałbym poczucie czegoś nowego. Zamiast tego powiedziałem coś mniej więcej takiego: „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Czułem się zrelaksowany.<br />
         Podeszły do mnie dwie osoby. Wyglądały dość poważnie. Zapytałem się je, dlaczego wyglądają jak ludzie przecież tutaj ręce i nogi nie są do niczego potrzebne. Odpowiedzieli, nie ruszając ustami, że to dlatego, że jestem tutaj nowy i jeszcze przyzwyczajony do takich postaci. W sumie mieli racje, nie wiem jak bym się dogadał z obłoczkami. Powiedzieli, że powinienem żyć, że jeszcze nie czas na to, żebym tu się dostał. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że ja nie żyje, ale zmartwienie z tym związane nie trwało długo, był to paradoks, bo niby nie żyje, ale nigdy dotąd nie czułem się tak żywy. Powiedziałem, że tu mi się podoba i nie mam zamiaru wracać. Zaczęli zalewać mnie argumentami, przecież jestem jeszcze młody, mama może ciężko przeżyć moją śmierć, szkoły nie skończyłem, kolegów opuszczam. Odpowiadałem, że mam w nosie te wszystkie sprawy, że to nic, że w życiu jeszcze nic nie osiągnąłem. Najważniejsze jest to, że w końcu tu jestem, nic poza tym się nie liczy. Powiedzieli, że bardzo im przykro, że poznałem szczęście za szybko, że teraz będę musiał żyć z tęsknotą do tego miejsca, ale nie mogę tutaj zostać i koniec.    </p>
<p>         Zdałem sobie sprawę, że nie mam nic do gadania, poczułem się bardzo nieprzyjemnie, poczułem że jest zimno, mokro i wogule szkoda gadać. Patrzę, a tu cmentarz, wokół mnóstwo ludzi. Wszyscy było mocno poruszeni tym, że daje znaki życia. Rodzice ze łzami w oczach. Wymamrotałem, że chcę wstać, ale wszyscy byli innego zdania. Okazało się, że cała moja wizja z punktu widzenia czasu ziemskiego trwała około 3 minuty, jednak z mojego punktu widzenia mogło to trwać od godziny do tygodnia bo straciłem poczucie czasu. Zaraz odwieźli mnie do szpitala, co mnie bardzo rozbawiło, bo ja przecież odżyłem i szpital na nic nie jest mi już potrzebny.<br />
         Poleżałem sobie trzy dni w szpitalu na obserwacji. Po wyjściu zrobiono mi szereg badań takich jak EEG i tomografia komputerowa głowy. Na szczęście nie wykazano negatywnych skutków niedotlenienia mózgu. Do dnia dzisiejszego lekarze nie są w stanie stwierdzić, co to było. A ja wiem najlepiej i często wspominam to miejsce, i nie mogę się doczekać aż tam wrócę. </p>
<p>Rafał</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malzenstwo.zw.pl/?feed=rss2&amp;p=116</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
